Poezja czy proza?
A może jedno i drugie? Przecież wszystkie gatunki literackie mają na celu to samo zadanie: opowiadać ważne historie, opisywać świat i zamieszkujących go ludzi w sposób na tyle sprawny, żeby nawet przeciętny odbiorca zdołał zrozumieć intencje i emocje autora. Należy jednak pamiętać, że prawidłowy odbiór dzieła zarówno w sferze intelektualnej, jak i emocjonalnej nie zależy wyłącznie od geniuszu poety czy pisarza, ale także od czytelnika. Jeśli ty, drogi czytelniku, nigdy nie traktowałeś poważnie i nie kształtowałeś swojej duchowości, nie starałeś się poznawać różnych wymiarów świata zawartych w twórczości artystów, to nie będziesz miał wielkich szans zrozumienia przemawiających do ciebie dzieł, a w konsekwencji nie zdołasz w pełni opisać siebie, swoich dolegliwości i potrzeb.
Nie chcę uzurpować sobie prawa do występowania w roli znawcy i analityka literatury, ale mam prawo wypowiadać się na temat poezji i prozy jako czytelnik.
Różnorodność gatunków literackich daje twórcom możliwość realizowania się w rozmaitych formach i stylach, które z kolei pomagają badaczom i analitykom celniej interpretować utwory, a także dokładnie lokować je w kontekście historycznym i społecznym. Ale to zadanie dla badaczy. Nie wiem tylko, czy owi teoretycy, interpretatorzy, eksploratorzy tekstów literackich pozwalają swojej wyobraźni wznieść się ponad stół „sekcyjny” lingwisty i poszybować w krainę uczuć bez warunkowania emocji zgodnością tekstu z wręcz matematyczną teorią budowania poetyckiego przekazu.
Dla mnie najważniejsza jest siła i temperatura nie zawsze rymowanej opowieści, co nie znaczy, że rym, rytm i melodyjność nie mają znaczenia.
Zajmę się teraz poezją Andrzeja Waltera, poety płonącego żywym ogniem twórczego żywiołu. Trudno u niego znaleźć gładkie słówka łączone z innymi w mdłe strofy, tworzące związki frazeologiczne mające na celu wymuszanie westchnień łzami nieba i ciemniejącym fioletowo zachodzącym słońcem, zwiastującymi przyczajoną za horyzontem jesień. Można i tak, tylko po co? Nawet analfabeta potrafi dostrzec zmiany pór roku bez pomocy poezji.
Tymczasem u Andrzeja Waltera odnajduję opowieści o kondycji ludzkiej, dopustach losu ciężkiej wagi i wszystko to, co oferuje beletrystyka i literatura faktu. Notabene istnieje przecież poezja faktu, określana jako poezja dokumentalna, albo, co bliższe istoty rzeczy, artystyczna interpretacja prawdy.
Mam w dłoniach tomik Waltera „Zero jeden zero”. Jego poetycki bohater, którym jest sam autor, przypomina mi Argonautę podróżującego od wiersza do wiersza w poszukiwaniu złotego runa, które w tym przypadku, oprócz trudnego, niezwykle ryzykownego wyzwania, oznacza prawdę o stu twarzach stawiających bezustannie coraz to nowe i trudniejsze pytania. Teoretycznie można machnąć na nie ręką i jakoś żyć z opuszczoną głową, jednak autor, Argonauta prawdy, nie potrafi lekceważyć nękających go pytań. Szuka odpowiedzi, odwiedzając wierszowane ciemne doliny i zdradliwie kolorowe miejsca, błądzi szukając rozsądnego wyjścia z krainy dylematów ukrytej w mroku wiecznych wątpliwości. Nasz bohater-poeta jest hardy, nie chce się poddać, tnie maczetą otaczające go chaszcze, przedziera się w kierunku słońca, chce poczuć ciepło przywracające coraz bardziej chłodnej nadziei pierwotny sens. Coraz częściej dopada go myśl, że jego los spisany jest na straty. Mimo to wierzy, że jest ktoś, kto mógłby uładzić świat, ale ukrył się wszędzie i nigdzie. Bohater powieści zaciska powieki i powtarza z uporem: jestem poetą, „siedzę nad brzegiem życia i śmierci” i ciągle czekam... Ale na co? Właściwie na wszystko. Czeka tak od kiedy wyszedł z wody i zaczął oddychać. Tymczasem wszystko bierze w łeb! Świat i jego mądrości zdychają razem z fałszywymi prorokami, filozofami zbrojnymi w wiedzę pożyczoną od AI, więc może nadszedł czas, żeby na powrót wejść do wody i przestać oddychać? Można też modlić się szczerze i żarliwie o nadzieję, ale nauczono nas głównie klepania zdrowasiek, bez szukania w sobie przyczyn i skutków.
Nasz bohater, poeta, wie, że nie należy wątpić pomimo coraz głębszego zagubienia w bylejakości dnia powszedniego, tylko szukać, szukać do skutku. Może któregoś dnia przedzierając się przez dziki ogród zwątpienia, nadzieja ziści się i stanie przed drzwiami opatrzoną tabliczką: Tu mieszka Bóg. Cierpliwie czekam na Ciebie. Zapukaj trzy razy: zero jeden zero.
Powinno być jeszcze Enter, ale nie ma! I co ma poeta uczynić z takim kodem dostępu? Znowu pozostaje nadzieja, choć są tacy, którzy twierdzą, że istnieją zawsze jakieś drzwi kuchenne. A jeśli nie istnieją? Pozostaje tylko poezja.
Szymon Koprowski
____________
Andrzej Walter, Zero jeden zero. Wstęp: Andrzej Dębkowski. Redaktor prowadzący: Szymon Gumienik. Redaktor techniczny: Paweł Kucypera. Korekta: Zespół. Projekt okładki: Andrzej Walter. Wydawnictwo Adam Marszałek sp. z o.o., Toruń 2026, s. 60.
Nigdy nie będę
„Nigdy nie będę Krystyną Miłobędzką. Zawsze jestem, bo chcę być, Renatą Blicharz”. Trudno wyobrazić sobie bardziej wyrazisty poetycki manifest otwierający tom. Te dwa krótkie zdania nie są ani deklaracją niechęci wobec wielkiej poetki, ani próbą prowokacji. Są czymś znacznie ważniejszym – wyznaniem wiary w indywidualność. Renata Blicharz od pierwszego wiersza odrzuca pokusę naśladownictwa, literackich masek i bezpiecznego wpisywania się w modne estetyki. Jej poezja ma być własnym głosem, nawet jeśli będzie głosem cichym, nieefektownym, pozbawionym fajerwerków. Ta uczciwość wobec samej siebie staje się fundamentem całego tomu.
„Nigdy nie będę” jest książką niezwykle spójną, choć pozornie zbudowaną z krótkich, nieraz aforystycznych zapisów. To nie zbiór przypadkowych miniatur, lecz przemyślana opowieść o człowieku próbującym zachować własną tożsamość w świecie pełnym hałasu, uproszczeń i emocjonalnego chaosu. Poetka konsekwentnie wybiera skrót. Nie rozpisuje metafor na całe strony, nie mnoży ozdobników. W kilku wersach potrafi zawrzeć sytuację egzystencjalną, psychologiczną diagnozę albo filozoficzną refleksję.
Tom rozwija się niczym dziennik wewnętrznych stanów. Każdy wiersz jest osobnym oddechem, lecz wszystkie razem tworzą jeden organizm. Powracają motywy deszczu, chmur, ciszy, nocy, światła, lata, zimy, drzew, kwiatów, księżyca. Natura nie jest jednak dekoracją. Staje się językiem, którym poetka opisuje własne doświadczenia. W „Przeczuciu burzy” ciężkie chmury wiszą nad głową tak samo niepewnie jak człowiek nad własnym losem. W „Nic mnie tu nie trzyma” niewidzialna nić grawitacji staje się metaforą istnienia zawieszonego między odejściem a pozostaniem. To niezwykle sugestywne obrazy, bo nie są przesadnie skomplikowane. Ich siła bierze się z prostoty.
Renata Blicharz doskonale rozumie, że współczesna poezja nie potrzebuje retorycznych fajerwerków. Potrzebuje precyzji. Dlatego wiele jej utworów przypomina błysk intelektualny. „Semantyka” zbudowana została z jednego paradoksu językowego, który nagle odsłania mechanizm codziennej komunikacji. „Prawda” zamienia lustro w filozoficzny symbol sumienia. „Encyklopedia domowa” definiuje przeszłość jako „bazę ocalenia”. Takie miniatury pokazują ogromną dyscyplinę autorki. Każde słowo jest ważone.
Jednocześnie poetka nie zamyka się w chłodnej intelektualizacji. Przeciwnie – tom pulsuje emocjami. Miłość pojawia się tutaj w wielu odmianach: jako spełnienie, tęsknota, nieobecność, rozczarowanie, zachwyt, zagrożenie. W „Mentorce” prowadzi człowieka jednocześnie do nieba, piekła i donikąd. W „Drogowskazie” nieobecność ukochanego staje się kompasem wskazującym wszystkie strony świata. W „Policzku” bukiet róż okazuje się bukietem cierni. To bardzo kobiece spojrzenie na uczucia – pozbawione sentymentalizmu, ale niepozbawione czułości.
Szczególnie interesujące są utwory autotematyczne. Renata Blicharz nieustannie pyta o sens pisania, o miejsce poety i odpowiedzialność słowa. „Pewność i niepewność” zderza swobodę języka z obowiązkami twórcy. Mocne, potoczne słownictwo nie służy prowokacji, lecz pokazaniu, że poeta nie żyje poza rzeczywistością. Jeszcze ostrzejszy jest utwór „Diagnoza”, będący błyskotliwą satyrą na część środowiska literackiego. Poetka ironizuje z pozy ekspertów, którzy z wysokości akademickich tytułów wydają ostateczne wyroki o wartości literatury. To jeden z najodważniejszych tekstów w tomie. Śmiech miesza się tutaj z goryczą, bo za ironią kryje się pytanie o władzę krytyki nad twórczością.
Autorka nie unika także tematów współczesności. Dyptyk „PlasticStation” należy do najmocniejszych ekologicznych głosów w książce. Plastikowy kubek, słomka czy reklamówka nie są już zwykłymi przedmiotami. Zamieniają się w symbole cywilizacji produkującej własną katastrofę. Poetka nie moralizuje. Wystarczy kilka rzeczowników zestawionych obok siebie, by czytelnik zobaczył ogrom dryfującego kontynentu śmieci.
Nie mniej interesujące są wiersze poświęcone technice. Trzy scenki z życia drukarki mogłyby wydawać się żartem, lecz okazują się przypowieścią o współczesnym świecie. Maszyna otrzymuje niemal ludzką duszę, a człowiek coraz bardziej przypomina element mechanizmu. To subtelna refleksja nad codziennością, której często nie zauważamy.
Na uwagę zasługuje również dialog prowadzony z tradycją literacką. Dedykacje dla Zbigniewa Herberta, Juliana Kornhausera czy księdza Jana Twardowskiego nie są pustymi gestami. Poetka podejmuje rozmowę z mistrzami, ale nie traci własnego głosu. W wierszu poświęconym Twardowskiemu twórczo rozwija jego słynną myśl, kierując ją ku potrzebie pokochania samego siebie i własnych marzeń. To odważna reinterpretacja dobrze znanego motywu.
Język tomu jest oszczędny, ale bardzo obrazowy.
Renata Blicharz posiada rzadką umiejętność tworzenia metafor jednocześnie prostych i zapamiętywalnych. Ćma budząca się w sercu, zielona konewka śniąca o czerwonej taczce, księżyc grawerujący litery na nagrobkach, cisza krzycząca coraz głośniej – takich obrazów nie sposób szybko zapomnieć. Są wyobrażeniowe, lecz zawsze podporządkowane sensowi.
Ważnym bohaterem książki pozostaje cisza. Nie przypadkiem powraca ona w różnych odsłonach. Milczenie między ludźmi, szept, półsłówka, niedopowiedzenia – wszystko to buduje atmosferę tomu. Renata Blicharz zdaje się wierzyć, że właśnie tam, gdzie kończy się hałas, zaczyna się prawdziwa rozmowa człowieka z samym sobą.
Autorka nie ucieka od przemijania. Świadomość czasu jest obecna niemal wszędzie. Lato trwa zbyt krótko, noc znika zbyt szybko, bibeloty odchodzą razem ze wspomnieniami, miłość zostawia blizny, a życie okazuje się czasem zaledwie jednym zdaniem: „Był bez serca”. To poezja dojrzała, pogodzona z faktem, że wszystko przemija, ale jednocześnie niepogodzona z obojętnością wobec tego przemijania.
Nie wszystkie utwory mają tę samą siłę. Obok tekstów wybitnie lapidarnych pojawiają się wiersze bardziej publicystyczne lub aforystyczne, w których puenta bywa łatwiejsza do przewidzenia. Jednak nawet one pozostają częścią świadomie budowanej całości. Autorka nie próbuje za wszelką cenę zaskakiwać formalnymi eksperymentami. Wierzy, że największa siła tkwi w prostym zdaniu wypowiedzianym we właściwym momencie.
„Nigdy nie będę” jest książką o odwadze pozostania sobą. O prawie do własnego języka, własnej wrażliwości i własnych błędów. Renata Blicharz nie szuka poetyckich fajerwerków ani efektownych manifestów. Wybiera uważność, refleksję i czułość wobec świata. Jej wiersze pokazują, że wielka poezja nie zawsze musi mówić głośno. Czasami wystarczy szept, który – jak sama poetka pisze – piętnuje trwalej niż krzyk.
To tom niezwykle świadomy, dojrzały i konsekwentny. Łączy lirykę osobistą z refleksją filozoficzną, ironię z czułością, codzienność z metafizyką. Jest książką, do której warto wracać, ponieważ wiele zawartych w niej myśli ujawnia swoje znaczenie dopiero przy kolejnych lekturach. Renata Blicharz po raz kolejny udowadnia, że należy do grona poetek, które nie potrzebują głośnych deklaracji ani formalnych eksperymentów, aby stworzyć poezję autentyczną. Wystarczy, że pozostaje sobą. I właśnie dlatego jej własne wyznanie z pierwszego wiersza staje się najtrafniejszym podsumowaniem całego tomu: nigdy nie będzie kimś innym, ponieważ najważniejszym zadaniem poety jest mieć odwagę być sobą.
Andrzej Dębkowski
_____________
Renata Blicharz, Nigdy nie będę. Opracowanie redakcyjne: Jerzy Dobrzański. Projekt okładki: Renta Blicharz. Ilustracja na okładce: Anna Aleksandrowicz-Kwiatkowska, Abstrakcja zimowa, akryl 2023. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 2026, s. 58.
„O Laur Jabłoni 2026”
Rozstrzygnięto XLVI Konkurs Literacki „O Laur Jabłoni 2026” w Grójcu. Jury w składzie: Andrzej Dębkowski – przewodniczący, Paweł Łęczuk i Zbigniew Milewski – członkowie, na posiedzeniu on-line w dniu 26 czerwca 2026 roku postanowiła przyznać następujące nagrody i wyróżnienia:
W konkursie głównym „O Laur Jabłoni 2026”:
I nagroda (900 zł) – godło Chipsy – Agata Campr z Warszawy;
II nagroda (700 zł) – godło Śmierciarka – Mirosław Gabryś z Cieszyna;
III nagroda (500 zł) – godło Niezapominajka – Katarzyna Wiktoria Polak z Krakowa.
Jury postanowiło także przyznać trzy równorzędne wyróżnienia po 300 złotych:
godło Penelopa – Anna Piliszewska z Wieliczki;
godło Plastik – Alicja Dydyna z Wrocławia;
godło Przeszłość nadchodzi – Piotr Zemanek z Bielsko-Białej.
Przyznano również Nagrodę specjalną w wysokości 500 zł za wiersze „O tematyce Grójeckiej”, którą otrzymał: godło MINOS – Wojciech Bober z Wodzisławia Śląskiego.
Jury stwierdza także, że XLVI Ogólnopolski Konkurs Poetycki „O Laur Jabłoni 2026”, organizowany przez Miejsko-Gminną Bibliotekę Publiczną im. W.S. Laskowskiego w Grójcu, jest wydarzeniem o ugruntowanej renomie i znaczącej pozycji na mapie ogólnopolskich konkursów literackich.
Czterdziesta szósta edycja potwierdza trwałość tej cennej inicjatywy, która od 1980 roku służy promocji poezji, odkrywaniu nowych talentów oraz upowszechnianiu kultury słowa. Jury z uznaniem podkreśla również rolę konkursu w popularyzowaniu dziedzictwa Ziemi Grójeckiej oraz inspirowaniu twórców do podejmowania tematów związanych z jej historią, tradycją i wyjątkowym krajobrazem.














































































































































































































































































































