Nowości książkowe

 

Plakat

 

Plakat

 

Plakat
Andrzej Dębkowski 

 

Lalka dwa razy, dlaczego? 

 

Kiedy człowiek słyszy, że po raz kolejny będziemy oglądać „Lalkę”, można odnieść wrażenie, że polska kultura cierpi na jakąś szczególną przypadłość polegającą na nieustannym wracaniu do tych samych historii, tych samych bohaterów i tych samych zdań, jakbyśmy przez wszystkie minione lata nie napisali już niczego, co zasługiwałoby na ekran. Bolesław Prus zapewne patrzyłby na to z właściwym sobie spokojem, choć być może gdzieś pod sumiastym wąsem pojawiłby mu się cień uśmiechu, bo oto powieść napisana w XIX wieku znów okazuje się bardziej współczesna niż niejeden scenariusz napisany specjalnie dla współczesnego widza.

Jednak tym razem pojawia się pytanie jeszcze bardziej przewrotne: dlaczego „Lalka” dwa razy? Czy naprawdę potrzebujemy kolejnej ekranizacji, skoro pamiętamy tę z 1968 roku, a przede wszystkim tę telewizyjną z 1977 roku, z niezapomnianym Jerzym Kamasem jako Stanisławem Wokulskim i Małgorzatą Braunek jako Izabelą Łęcką? Czy trzeba jeszcze raz opowiadać historię człowieka, który próbował kupić sobie miejsce w świecie, w którym pieniądze mogły otworzyć drzwi, ale niekoniecznie pozwalały przekroczyć próg społecznego podziału? Czy trzeba ponownie patrzeć na Warszawę, arystokrację, mieszczaństwo, biedę, ambicję, miłość i tę dziwną polską chorobę, która każe człowiekowi bardziej interesować się tym, kto ma prawo siedzieć przy stole, niż tym, co znajduje się na talerzu? Odpowiedź brzmi: być może właśnie dlatego trzeba.

„Lalka” nie jest bowiem powieścią, którą można zekranizować raz i odłożyć na półkę z napisem „sprawa załatwiona”. To jedna z tych książek, które zmieniają się razem z nami, a właściwie to my zmieniamy się przy ich czytaniu i nagle okazuje się, że po trzydziestu czy czterdziestu latach ten sam Wokulski patrzy na nas zupełnie inaczej. Kiedyś mogliśmy widzieć w nim przede wszystkim nieszczęśliwego romantyka zakochanego w pięknej arystokratce, później człowieka przedsiębiorczego, który próbował wyrwać się z własnego środowiska, a dzisiaj możemy zobaczyć w nim kogoś jeszcze bardziej przejmującego: człowieka, który wierzył, że dzięki pracy, wiedzy, pieniądzom i własnej energii można przekroczyć granice wyznaczone przez urodzenie, lecz w pewnym momencie odkrył, że społeczeństwo ma znacznie więcej zamków niż człowiek posiada kluczy.

I właśnie tutaj zaczyna się cała zabawa z kolejną „Lalką”, bo przecież każda epoka filmuje swoje czasy, nawet jeśli opowiada o czasach minionych. Nie da się nakręcić XIX-wiecznej „Lalki” bez XXI wieku stojącego za kamerą. Wokulski będzie więc zawsze trochę naszym współczesnym Wokulskim, Izabela będzie kobietą widzianą oczami współczesności, Rzecki przestanie być wyłącznie starym subiektem z pamiętnika, a Warszawa stanie się nie tyle muzealnym obrazkiem, ile zwierciadłem miasta, które przez półtora wieku zmieniło niemal wszystko, poza ludzkimi ambicjami. Dlatego druga „Lalka” nie musi być konkurencją dla pierwszej. Może być rozmową z pierwszą. I chyba właśnie tego najbardziej jestem ciekaw. Nie tego, czy nowy Wokulski będzie „lepszy” od Kamasa, bo takie porównania są trochę bez sensu. Kamas stworzył Wokulskiego swojej epoki i trudno wyobrazić sobie polską kulturę bez tej kreacji. Podobnie jak trudno wyobrazić sobie Izabelę bez Małgorzaty Braunek, Rzeckiego bez Tadeusza Fijewskiego czy Ochockiego bez Marka Kondrata. Tamta „Lalka” weszła do naszej pamięci nie tylko jako serial, ale jako pewien sposób patrzenia na Prusa. Nowa ekranizacja będzie musiała znaleźć własny język.

I tutaj właśnie zaczyna się ryzyko, ponieważ współczesna telewizja i współczesny film mają pokusę, aby wszystko przyspieszyć, dopowiedzieć, uatrakcyjnić, objaśnić, a czasem nawet poprawić autora, który przecież nie potrzebuje korepetytora. Tymczasem „Lalka” jest powieścią, której największą siłą nie jest fabularna szybkość, lecz gęstość świata. Tam człowiek jest zanurzony w epoce, w języku, w obyczaju, w klasowych uprzedzeniach, w drobnych gestach i przemilczeniach. Prus nie musi krzyczeć, żeby powiedzieć coś bardzo mocnego. Czasami wystarczy, że pozwoli komuś wejść do salonu i zobaczyć, gdzie zostanie posadzony. Właśnie dlatego nowa „Lalka” może być interesująca, jeśli nie będzie próbowała być „nowoczesna” na siłę, bo przecież sama w sobie jest nowoczesna.

Wokulski może dzisiaj przypominać człowieka sukcesu, który zdobył majątek, ale nie zdobył uznania tych, do których chciał się zbliżyć. Izabela może przypominać ludzi wychowanych w świecie, w którym status jest ważniejszy od charakteru. Rzecki może być figurą człowieka, który całe życie wierzył w idee, które świat dawno już porzucił. Ochocki pozostaje człowiekiem przyszłości, który patrzy dalej niż jego własne pokolenie, a jednocześnie jest boleśnie samotny wśród ludzi zajętych głównie własnymi interesami. Czy naprawdę trzeba więcej? Może właśnie trzeba.

Literatura szkolna ma tę nieszczęsną właściwość, że kiedy raz zostanie wpisana do programu, zaczyna umierać pod ciężarem obowiązku. Uczeń słyszy: „Lalka – przeczytać”. Potem pojawia się streszczenie, charakterystyka Wokulskiego, charakterystyka Izabeli, motywy, symbole, pytania i odpowiedzi, a na końcu człowiek zna wszystko o „Lalce”, tylko jej nie czyta. Kolejna ekranizacja może więc paradoksalnie zrobić dla Prusa coś bardzo pożytecznego: sprawić, że ktoś, kto nigdy nie otworzył książki, zacznie się zastanawiać, dlaczego ten facet z XIX wieku nadal ma z nami tak wiele wspólnego. A może właśnie dlatego „Lalka” powinna być kręcona nie dwa razy, lecz co kilkadziesiąt lat. Nie po to, żeby poprawiać Prusa, ale żeby sprawdzać nas samych, bo zmieniają się samochody, telefony, ubrania, technologie i sposób komunikowania się ludzi, ale nie zmienia się zasadniczo ludzka potrzeba bycia zauważonym, kochanym, ważnym i należącym do świata, który często mówi nam: „Nie jesteś stąd”. Wokulski chciał być kimś więcej, niż pozwalało mu jego pochodzenie. I chyba każdy człowiek, który choć raz poczuł, że stoi przed zamkniętymi drzwiami, może zrozumieć tę jego rozpacz.

Dlatego pytanie „Lalka dwa razy, dlaczego?” ma jeszcze jedną odpowiedź: bo pierwsza ekranizacja należy już do historii, a druga może należeć do naszego czasu. Tylko niech twórcy pamiętają o jednym. Nie trzeba Prusa ozdabiać fajerwerkami, żeby był interesujący. Nie trzeba dopisywać mu współczesnych dowcipów, psychologicznych wyjaśnień ani produkcyjnych sztuczek, które mają zakryć pustkę. Wystarczy pozwolić mówić Wokulskiemu, Rzeckiemu, Izabeli i Ochockiemu, a przede wszystkim pozwolić mówić samemu Prusowi. Jeśli nowa „Lalka” sprawi, że po jej obejrzeniu ktoś sięgnie po grubą książkę i zacznie czytać, zamiast tylko sprawdzać w internecie, „co było na końcu z Wokulskim”, będzie to chyba wystarczający powód, żeby zrobić ją po raz drugi. A jeśli ktoś zapyta, po co? Odpowiem przewrotnie: po to samo, po co po latach wracamy do starych fotografii. Nie dlatego, że nie wiemy, co na nich jest, ale dlatego, że tym razem patrzymy na nie innymi oczami...

Andrzej Dębkowski

Fot. Andrzej Walter 

 

 

Plakat

 

Plakat

 

Plakat

 

Plakat
Stefan M. Żarów 

 

Poezja w epoce cyfrowej 

 

Poezja od wieków stanowi ważną formę wyrażania ludzkich emocji, doświadczeń i refleksji nad światem. Wraz z rozwojem cywilizacyjnym zmieniały się sposoby jej tworzenia i odbioru. Szczególnie istotne przemiany przyniósł XXI wiek, w którym rozwój internetu, mediów społecznościowych i nowych technologii wpłynął na funkcjonowanie literatury. Poezja nie ogranicza się już wyłącznie do drukowanych tomów. Może być publikowana w internecie, łączona z obrazem, dźwiękiem czy animacją, a także udostępniana bezpośrednio przez autora.

Internet zmienił tradycyjny model komunikacji literackiej. W przeszłości droga utworu do czytelnika prowadziła przede wszystkim przez wydawnictwa, czasopisma i instytucje kultury. Obecnie poeta może samodzielnie publikować swoje teksty i docierać do odbiorców za pośrednictwem stron internetowych oraz mediów społecznościowych. Czytelnik natomiast może komentować, udostępniać i współtworzyć przestrzeń odbioru utworu.

Szczególnym przykładem są media społecznościowe, gdzie popularność zdobyła tzw. instapoetry. Krótkie utwory poetyckie są tam często łączone z fotografią, grafiką i odpowiednią typografią. Poezja dostosowuje się w ten sposób do współczesnego sposobu odbioru informacji, opartego na połączeniu tekstu i obrazu. Jednocześnie pojawia się ryzyko podporządkowania literatury zasadom kultury popularności i ekonomii uwagi. Wartość utworu może być bowiem oceniana przez liczbę polubień, komentarzy czy udostępnień.

Rozwój technologii doprowadził również do powstania poezji cyfrowej. W tego rodzaju utworach słowo może być połączone z dźwiękiem, animacją, obrazem czy elementami interaktywnymi. Odbiorca nie zawsze jest biernym czytelnikiem, lecz może wpływać na sposób prezentacji dzieła. Poezja cyfrowa rozwija tym samym wcześniejsze eksperymenty poezji wizualnej i konkretnej.

Poezja XXI wieku podejmuje zarówno tradycyjne, jak i nowe tematy. Nadal obecne są zagadnienia miłości, śmierci, samotności, pamięci i przemijania. Jednocześnie literatura reaguje na problemy charakterystyczne dla współczesnego świata: rozwój technologii, kryzys ekologiczny, wojny, migracje, nierówności społeczne czy spłaszczenie  relacji międzyludzkich. Szczególnie interesującym problemem jest samotność człowieka w świecie nieustannej komunikacji. Media społecznościowe umożliwiają kontakt z ogromną liczbą osób, ale nie zawsze prowadzą do rzeczywistej bliskości. Poezja może ukazywać ten paradoks i skłaniać do refleksji nad jakością współczesnych relacji. Istotna pozostaje także społeczna funkcja poezji. Wiersz może być formą komentarza do wydarzeń politycznych i społecznych, a także świadectwem doświadczeń jednostki. Literatura pozwala spojrzeć na wydarzenia z perspektywy konkretnego człowieka, nadając im wymiar emocjonalny i indywidualny. W tym sensie poezja może rozwijać empatię oraz krytyczne myślenie.

Poezja XXI wieku funkcjonuje w rzeczywistości zasadniczo odmiennej od tej, w której rozwijały się wcześniejsze formy literackie. Internet, media społecznościowe oraz technologie cyfrowe zmieniły sposób tworzenia, publikowania i odbierania literatury. Nie doprowadziły jednak do zaniku poezji. Przeciwnie, stworzyły nowe możliwości jej rozwoju.

Współczesna poezja może być drukowanym tomem, krótkim tekstem publikowanym w mediach społecznościowych, utworem multimedialnym, performansem czy dziełem interaktywnym. Rozszerzenie formy prowadzi do przekształcenia tradycyjnego rozumienia tekstu literackiego, autora i odbiorcy. Jednocześnie nowe technologie wpływają na język poetycki i umożliwiają podejmowanie tematów charakterystycznych dla współczesności.

Szczególne znaczenie ma zdolność poezji do komentowania rzeczywistości. Problemy technologii, samotności, kryzysu ekologicznego, wojny, migracji i przemian społecznych znajdują swoje miejsce w literaturze. Poezja może być świadectwem wydarzeń, formą krytyki społecznej, sposobem wyrażania indywidualnego doświadczenia oraz przestrzenią budowania wspólnoty. Jednocześnie jej znaczenie wynika z czegoś bardziej podstawowego. W świecie zdominowanym przez szybkość komunikacji i nadmiar informacji poezja pozwala się zatrzymać, jej szczególną wartością jest możliwość zatrzymania się i refleksji. Wymaga uwagi, interpretacji i otwartości na wieloznaczność. Dzięki temu może stanowić przeciwwagę dla powierzchownego odbioru rzeczywistości. Można zatem stwierdzić, że poezja w epoce cyfrowej nie traci swojego znaczenia, lecz zmienia sposób istnienia. Nowe technologie nie muszą być dla niej zagrożeniem. Mogą stać się narzędziem twórczej transformacji, pozwalającym łączyć słowo z obrazem, dźwiękiem i interakcją. Najważniejsza pozostaje jednak jej podstawowe zadanie: zdolność do wyrażania ludzkiego doświadczenia i skłaniania odbiorcy do refleksji. Technologia zmienia formę poezji, ale nie odbiera jej podstawowej funkcji – pomagania człowiekowi w rozumieniu siebie, innych ludzi i otaczającego świata. Właśnie dlatego poezja XXI wieku pozostaje ważnym elementem współczesnej kultury.

Abstract eseju: Poezja w epoce cyfrowej. Nowe formy, tematy i funkcje liryki

Stefan M. Żarów