Laudacja z okazji przyznania Nagrody im. Jarosława Iwaszkiewicza za całokształt twórczości prof. zw. dr hab. Marii Szyszkowskiej
Podczas inauguracji 54. Warszawskiej Jesieni Poezji, w Domu Literatury w Warszawie, wręczono prestiżowe laury literackie. Nagrodę im. Jarosława Iwaszkiewicza za całokształt twórczości otrzymała prof. Maria Szyszkowska, Nagrodę im. Jarosława Iwaszkiewicza za działalność kulturalną otrzymał prof. Artur Krajewski z kolei Nagrodę im. Juliusza Słowackiego odebrała Agnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz.
Szanowna Pani Profesor,
Szanowni Państwo,
Drodzy Przyjaciele Literatury, Nauki i Kultury,
są takie chwile w życiu środowiska ludzi pióra, kiedy słowa – „nagroda za całokształt twórczości” – nabierają znaczenia szczególnego, ponieważ nie oznaczają jedynie podsumowania dorobku, nie są próbą zamknięcia czyjegoś dzieła w kilku zdaniach laudacji, lecz stają się przede wszystkim wyrazem wdzięczności za całe życie poświęcone myśleniu, pisaniu, rozmowie z drugim człowiekiem i nieustannemu przypominaniu nam, że człowiek nie może być tylko elementem statystyki, numerem w urzędowym rejestrze, wyborcą, konsumentem czy wykonawcą cudzych decyzji, ponieważ pozostaje istotą wolną, zdolną do wyboru, odpowiedzialności, sprzeciwu, twórczości i przekraczania własnych ograniczeń.
Dlatego przyznanie Nagrody im. Jarosława Iwaszkiewicza za całokształt twórczości Pani Profesor Marii Szyszkowskiej odbieram nie tylko jako wyróżnienie dla znakomitego filozofa, autorki dziesiątek książek, prac naukowych, szkiców, esejów i tekstów publicystycznych, lecz także jako symboliczne uhonorowanie sposobu obecności w kulturze, która dzisiaj staje się coraz rzadsza: obecności odważnej, niezależnej, konsekwentnej i odpornej na chwilowe mody, polityczne koniunktury oraz wygodne milczenie, bo Maria Szyszkowska przez całe swoje życie nie należała do tych ludzi, którzy najpierw pytają, co powiedzieć, aby zostać dobrze odebranym, a dopiero później zastanawiają się, czy rzeczywiście tak myślą. Jest dokładnie odwrotnie. Najpierw jest myśl, potem odpowiedzialność za tę myśl, a dopiero na końcu reakcja otoczenia. I chyba właśnie dlatego Jej obecność w polskiej kulturze, nauce i polskim życiu publicznym była przez lata tak wyrazista. Można było się z Nią zgadzać albo polemizować, można było przyjmować Jej poglądy albo je odrzucać, można było prowadzić z Nią spór, ale trudno było przejść obok Niej obojętnie. A przecież dla człowieka myślącego obojętność wobec myśli drugiego człowieka jest często gorsza niż sprzeciw.
Pani Profesor jest filozofem w najgłębszym znaczeniu tego słowa, ponieważ filozofia nie jest dla Niej wyłącznie akademicką dyscypliną, zamkniętą w bibliotekach, przypisach i terminologii zrozumiałej dla wąskiego grona specjalistów. Filozofia jest sposobem przeżywania świata, próbą zrozumienia człowieka i jego miejsca w rzeczywistości, jest pytaniem o wolność, godność, odpowiedzialność, prawo, dobro, sprawiedliwość, państwo, kulturę i sens codziennego życia. Właśnie dlatego jednym z najbardziej charakterystycznych i oryginalnych obszarów Jej działalności stała się „filozofia codzienności”, którą sama powołała do życia jako ważny nurt własnych poszukiwań. Źródła naukowe wskazują również na Jej własną koncepcję prawnonaturalną oraz wieloletnią pracę nad filozofią prawa, filozofią człowieka i filozofią polityki.
I właśnie tutaj, w tej filozofii codzienności, odnajduję szczególną bliskość między twórczością Marii Szyszkowskiej a literaturą, ponieważ literatura, podobnie jak prawdziwa filozofia, zaczyna się tam, gdzie człowiek przestaje traktować swoje życie jako coś oczywistego i zaczyna zadawać pytania, na które nie zawsze istnieją łatwe odpowiedzi. Pani Profesor potrafiła tę zwyczajność poddać refleksji, potrafiła zajrzeć pod powierzchnię spraw pozornie banalnych i pokazać, że właśnie tam, w codzienności, rozgrywają się najważniejsze dramaty człowieka: jego samotność i potrzeba bliskości, wolność i lęk przed wolnością, marzenie o szczęściu i świadomość przemijania, pragnienie miłości i doświadczenie odrzucenia, potrzeba niezależności i pokusa podporządkowania się większości.
Jej książki nie są więc jedynie książkami filozoficznymi. Są zaproszeniem do rozmowy, a dobra książka zawsze powinna być rozmową, nawet wtedy, gdy autor już dawno odłożył pióro.
Dorobek Pani Profesor jest imponujący nie tylko ilością, ale przede wszystkim rozpiętością tematyczną. Ponad pięćdziesiąt książek, 150 antologii naukowych, niezliczone prace zbiorowe i setki publikacji pokazują skalę tej aktywności, lecz same liczby niewiele jeszcze mówią o człowieku, który za nimi stoi. Bibliografia Jej prac obejmuje między innymi filozofię prawa, filozofię człowieka, filozofię polityki, filozofię kultury, etykę, myśl Kanta oraz refleksję nad codziennością; wśród książek znajdują się między innymi „Europejska filozofia prawa”, „Filozofia prawa i filozofia człowieka”, „Filozofia codzienności w rzeczywistości neoliberalnej”, „W poszukiwaniu sensu życia”, „Zagubieni w codzienności”, „W opozycji do przeciętności, czyli własna droga ku wolności” czy „Teoria i filozofia prawa”.
Już same tytuły tych książek układają się w pewien rodzaj filozoficznego autoportretu. „Sens życia”, „codzienność”, „wolność”, „przeciętność”, „człowiek”, „prawo” – to nie są przecież słowa przypadkowe. Można z nich zbudować mapę całego Jej myślenia. Człowiek ma być świadomy swojego istnienia, powinien szukać sensu, powinien przeciwstawiać się przeciętności, powinien korzystać z wolności i jednocześnie rozumieć, że wolność nie oznacza dowolności, lecz odpowiedzialność za własne wybory.
Jest w tym myśleniu coś niezwykle ważnego również dla literatury. Pisarz, poeta, eseista czy krytyk nie może być przecież jedynie producentem kolejnych książek. Twórczość ma sens wtedy, gdy jest próbą odpowiedzi na rzeczywistość, kiedy staje się świadectwem osobistego doświadczenia i intelektualnego niepokoju. Maria Szyszkowska przez całe swoje życie taki niepokój zachowywała. Nie pozwalała sobie na wygodę intelektualnego uśpienia, ponieważ wiedziała, że największym zagrożeniem dla człowieka nie jest samo niewiedzenie, lecz przekonanie, że już wszystko wiemy.
Pani Profesor ma również tę niezwykłą cechę, którą tak trudno znaleźć zarówno w świecie nauki, jak i w życiu publicznym: potrafiła łączyć myślenie z działaniem. Jej biografia nie kończy się bowiem na uniwersyteckiej katedrze. Była sędzią Trybunału Stanu, senatorem V kadencji, wykładała na Uniwersytecie Warszawskim, Uniwersytecie Wiedeńskim i innych uczelniach, a w 1992 roku utworzyła Zakład Filozofii Polityki w Instytucie Studiów Politycznych PAN.
To ważne, ponieważ filozof, który nie wychodzi poza mury uniwersytetu, może pozostać jedynie komentatorem rzeczywistości, natomiast filozof, który odważa się wejść w jej środek, naraża się na konsekwencje własnych przekonań. Maria Szyszkowska przez wiele lat wybierała tę drugą drogę.
Nie była więc filozofem gabinetowym, przyglądającym się światu z bezpiecznego dystansu. Była i jest filozofem zaangażowanym, a zarazem świadomym ceny, jaką czasami trzeba zapłacić za niezależność. Jej publiczne wystąpienia, działalność społeczna i polityczna, obrona wolności światopoglądowej, praw człowieka, równości i pokoju sprawiały, że Jej nazwisko niejednokrotnie wywoływało emocje.
W 2005 roku została nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla, co wiązano z Jej wieloletnim zaangażowaniem w kwestie wolności, praw człowieka i pacyfizmu. Ale przecież nie sama nominacja jest tutaj najważniejsza. Ważniejsze jest to, że za Jej poglądami stała konsekwencja. Można mieć poglądy popularne i nie zapłacić za nie żadnej ceny. Można też mieć poglądy niepopularne i mimo presji pozostać im wiernym.
Właśnie ta druga droga wydaje mi się jednym z najważniejszych rysów osobowości Pani Profesor. I chyba dlatego Jej filozofia tak mocno dotyka literatury.
Jarosław Iwaszkiewicz, którego imię nosi nagroda, doskonale wiedział, że kultura nie mieści się w jednej szufladzie, a prawdziwy twórca nie daje się łatwo przypisać do jednej dziedziny. Był poetą, prozaikiem, eseistą, dramaturgiem, tłumaczem, człowiekiem ogromnej kultury, a zarazem kimś, kto potrafił patrzeć na człowieka w całej jego złożoności. Nagroda Jego imienia powinna więc trafiać nie tylko do tych, którzy napisali wiele, ale przede wszystkim do tych, którzy pozostawili po sobie ślad w świadomości innych ludzi. Maria Szyszkowska taki ślad pozostawiła. Pozostawiła go w filozofii, w nauce, w publicystyce, w licznych książkach, w życiu społecznym, wśród studentów, czytelników, uczestników spotkań, ludzi, którzy słuchali Jej wykładów i ludzi, którzy spierali się z Nią po wykładach. Pozostawiła go także w tych wszystkich, którzy dzięki Niej uświadomili sobie, że filozofia nie musi być językiem niedostępnym, że może dotyczyć człowieka siedzącego przy kuchennym stole, człowieka wracającego z pracy, człowieka przeżywającego rozczarowanie, człowieka zakochanego, samotnego, szczęśliwego albo zagubionego. Sam z Jej lektur korzystałem i odważyłem się w końcu napisać swoje książki z zakresu filozofii. To jest wielka sztuka: mówić o rzeczach trudnych bez odbierania im głębi, a jednocześnie nie zamykać ich za murem specjalistycznego języka.
Pani Profesor potrafiła tę sztukę. Potrafiła również, co jest szczególnie cenne, bronić prawa człowieka do własnej drogi. Nie chodziło Jej przecież o to, aby wszyscy myśleli tak samo, lecz przeciwnie – aby człowiek miał odwagę myśleć samodzielnie. Wolność bez samodzielnego myślenia jest bowiem tylko pozorem wolności. Można posiadać wszystkie prawa zapisane w konstytucji, można mieć swobodę wypowiedzi, można formalnie wybierać własną drogę, a jednak pozostawać niewolnikiem cudzych schematów, lęków, uprzedzeń i oczekiwań. Dlatego tak ważny wydaje mi się tytuł Jej książki „W opozycji do przeciętności, czyli własna droga ku wolności”. Jest w nim coś więcej niż deklaracja filozoficzna. Jest to rodzaj życiowego credo. Bo przeciętność nie zawsze oznacza brak talentu. Czasami oznacza brak odwagi. Człowiek może być bardzo zdolny, bardzo wykształcony, bardzo inteligentny, a mimo to pozostawać przeciętny, jeśli całe życie mówi tylko to, co bezpieczne, robi tylko to, co wypada, i wybiera tylko takie rozwiązania, za które nikt go nie zaatakuje. Maria Szyszkowska nigdy nie chciała tak żyć. I za to także należy się Jej dzisiaj wdzięczność.
Jestem przekonany, że nagroda za całokształt twórczości nie oznacza w przypadku Pani Profesor podsumowania. Nie traktuję jej jako kropki postawionej na końcu zdania. Przeciwnie, chciałbym myśleć o niej jako o przecinku, o znaku, który mówi: ciąg dalszy nastąpi. Bo przecież twórczość człowieka nie kończy się wraz z wydaniem ostatniej książki. Książki żyją później własnym życiem, wchodzą do cudzych bibliotek, pojawiają się na półkach studentów, są podkreślane ołówkiem, cytowane, komentowane, czasami odrzucane, czasami odkrywane po wielu latach. Jedna myśl potrafi przeżyć autora, a jedno zdanie może pewnego dnia stać się dla kogoś ważniejsze niż cała książka. Tak właśnie działa kultura. Tak właśnie działa literatura.
Warto również powiedzieć coś jeszcze, może najważniejszego. Pani Profesor przez całe swoje życie przypominała nam, że człowiek nie jest tylko tym, kim uczyniło go społeczeństwo. Człowiek jest także tym, kim sam zdecyduje się zostać. To ogromna różnica. W pierwszym przypadku jesteśmy produktem okoliczności, w drugim – uczestnikami własnego losu. A przecież właśnie z tego rodzi się twórczość. Każda prawdziwa twórczość jest pewnym rodzajem niezgody na zastaną rzeczywistość. Poeta nie pisze dlatego, że świat jest doskonały. Pisarz nie pisze dlatego, że wszystko zostało już wyjaśnione. Filozof nie myśli dlatego, że odpowiedzi są oczywiste.
Twórca zaczyna tam, gdzie pojawia się pytanie, wątpliwość, zachwyt, sprzeciw albo ból. Maria Szyszkowska przez dziesięciolecia pozostawała wierna właśnie tak rozumianej twórczości.
Dlatego przyznając Jej Nagrodę im. Jarosława Iwaszkiewicza, nie nagradzamy wyłącznie imponującej liczby książek, publikacji i prac naukowych. Nagradzamy konsekwencję myślenia. Nagradzamy odwagę zadawania pytań. Nagradzamy wierność człowiekowi. Nagradzamy przekonanie, że filozofia ma sens wtedy, kiedy pomaga człowiekowi lepiej rozumieć siebie i innych. Nagradzamy również obecność w kulturze, która nie była obojętna wobec świata. A przecież właśnie obojętność jest dzisiaj jednym z największych zagrożeń.
Pani Profesor, w imieniu tych, którzy przyznają tę nagrodę, ale także – jeśli wolno mi powiedzieć to osobiście – w imieniu tych wszystkich ludzi kultury, którzy wierzą jeszcze w sens książki, rozmowy, sporu intelektualnego i niezależnego myślenia, chciałbym podziękować Pani za dziesięciolecia obecności w polskiej kulturze. Za to, że nigdy nie bała się Pani być osobna tam, gdzie osobność była ceną za niezależność. I wreszcie za to, że w czasach, kiedy tak łatwo jest zamienić własne przekonania na wygodny kompromis, pozostała Pani wierna własnej drodze. Myślę, że właśnie w tym miejscu spotykają się Maria Szyszkowska i Jarosław Iwaszkiewicz: w przekonaniu, że kultura nie jest ozdobą życia, lecz jednym z jego najgłębszych sposobów przeżywania, że słowo może być narzędziem poznania, że myśl może zmieniać człowieka, a człowiek może dzięki kulturze zmieniać świat.
Niech więc ta Nagroda im. Jarosława Iwaszkiewicza za całokształt twórczości będzie nie tylko wyrazem uznania dla tego, co już zostało dokonane, ale także symbolicznym podziękowaniem za to, że przez tyle lat chciała być blisko nas, blisko ludzi. I dziękujemy za to, że przez całe swoje życie przypominała nam Pani, iż najtrudniejszą, ale i najpiękniejszą drogą człowieka jest jego własna droga ku wolności.
To zaszczytne wyróżnienie składamy w ręce osoby, której dorobek już dawno przestał być wyłącznie Jej osobistym dorobkiem, ponieważ stał się częścią polskiej kultury, polskiej myśli i pamięci tych wszystkich, którzy dzięki Pani książkom, wykładom, rozmowom i publicznej obecności choć raz zatrzymali się na chwilę i zapytali samych siebie: kim jestem, dokąd idę i jak chcę przeżyć własne życie?
A jeżeli twórczość potrafi doprowadzić człowieka właśnie do takiego pytania, to znaczy, że miała sens. I dlatego dzisiaj z ogromnym szacunkiem, ale także z osobistą radością, składam Pani Profesor Marii Szyszkowskiej najserdeczniejsze gratulacje, a ta Laudacja niech będzie podziękowaniem za przeszłość, ale ta nagroda niech pozostanie znakiem wiary w przyszłość.
Andrzej Dębkowski
Bez zachwytu nie ma poezji
Józef Baran niczego już nie musi. Dotarł do miejsca, w którym istnieją tylko: słowa i wolność. Przekroczył Rubikon prawdy w swojej jakże głębokiej twórczości. Konstruowane wiersze nie wdzięczą się, nie mamią, nie stawiają rebusów czy zagadek, ale wnikają potężnie w sprawy najważniejsze. Józef Baran wyminął już właściwie zaprzeszły i jakże niewdzięczny czas: biogramów, dorobku, nagród czy wędrówki pod strzechy. Wyzwolił się ze stóp, rąk i duszy spętanej niepewnością twórcy na wyżyny słów. Ta Jego przepiękna... Jaśń przemawia jakże czysto, i jakże świeżo, z właściwym sobie ciężarem właściwym, z wytrawnością, smakiem i słowami używanymi najmocniej i najlepiej.
Uniósł mnie już pierwszym wierszem, jakże potężnym wierszem, jakże ważnym, który rozpoznał to twoje i moje przedziwne prawdziwe życie:
* * *
czy często miewasz wrażenie
że dawno umarłeś
a te rutynowe oznaki życia
to już tylko przeżywanie przeżutych
papek
czy jeszcze czasem
przeszywa cię dreszcz Nieznanego
smakujesz soczysty
miąższ chwili
a wieczorna
cicha muzyka gwiazd
otwiera w sercu przestrzenie
bez granic
jak obietnicę
nieśmiertelnej podróży
bez biletu
i bez Kresu
Oto nasz świat. Plastikowy i sztuczny, zużyty i pusty. Oto też i my: przygnieceni procesem starzenia się, rutyny, mechanicznej powtarzalności... w sposób naturalny przemijamy i w interakcji z tym właśnie światem przegrywamy swoje życie. Poddajemy się. Wycofujemy. Przestajemy walczyć, dziwić się, nie zgadzać się, zachwycać, buntować. Przestajemy cokolwiek: czuć, rozumieć, wyznawać. Robotyzujemy się w znieczuleniu higienicznym i stechnicyzowanym odczłowieczając coraz większe rejony i dziedziny naszej aktywności. Martwi żywi dawno pochowani.
A ten świat w miejsce prawdy podstawił miliardy prawd, właściwie tyle prawd, ile tutaj nas samych. Świat w miejsce zasad podstawił brak zasad, zanik granic, dekonstrukcję wzorców. Świat wykluczył też i nas, wciąż zdrowe i jakby żywe dinozaury przeszłości, których los jest już przecież w sposób oczywisty zapisany w każdym jutrze. To unicestwienie. Popatrzcie sobie jakże ważny i... prawdziwy to wiersz. Niestety, nie na jakąkolwiek maturę. Współczesny maturzysta niewiele z niego zrozumie. Któż też do niego ułoży „Klucz”. Niczego nie rozumiejący ministranci ministerstwa kultury czy innych oświat?
Kluczem bowiem tego wiersza jest... nieśmiertelność, pojęcie dziś martwe, unicestwione i wyśmiane. Pojęcie, które przestało nam świecić. Czysty żywy lamus. (dziaders?)
Józef Baran podsumował los wielu z nas. Być może zadał najważniejsze dziś do zadania pytania. Czy często miewasz wrażenie?... czy jeszcze czasem przeszywa cię dreszcz, czy będziesz jeszcze w stanie... być wolnym? Współczesne społeczeństwa dawno uciekły od tego pytania, tańczą jak im zagrają, wierzą w prawo, materię, skończony ciąg wydarzeń i pracę jako źródło dobrobytu dającego dobrostan. Od zawiłości i dewiacji ustanowili przemysł psychologiczny, dla cięższych przypadków psychiatryczny, a najcięższe przypadki (w tym poetów) zamietli pod dywan.
(albo wykreślili z listy lektur i ciężarów)
Dlatego dobra jest Jaśń jako odtrutka na codzienność. Najczystsza poezja, która niczego nie musi, prócz zadania kilku ważnych pytań i uniesienia nas ku nieskończoności. Poeta Baran wypełnia to zadanie z naddatkiem. Noble dostają inni. Tylko kto jest dziś bliżej prawdy? Jeśli prawda cokolwiek jeszcze znaczy?
zachwyty są zawsze młode
odejmują ciężary lat
przemieniają
w puch
płynący
nad ogrodem
w wiecznym teraz
Chwila, teraz i zachwyty. Młode nawet te osiemdziesięcioletnie. Odejmują ciężary lat. Wyzwalają. Ocalają. Unoszą.
Tyle jest pozytywnych impulsów w Baranowej Jaśni, że można tym nas wszystkich bardzo obficie obdzielić, choćby wiersz dla Janka Strządały, wspaniałego gliwickiego poety afirmującego życie i jego zachwyty. Poeta poecie ofiaruje „wiele dobrych jaśnie oświeconych dni” i jaśń błękitną i cykanie nienapisanych wierszy i rozjaśnienia dni i myśli ciemnych... nasionkami nieskończoności, na przekór temu od czego poczęliśmy tę analizę współczesności. Takie jest bowiem zadanie współczesnej polskiej poezji – ocalić nas przed potwornością świata stworzonego przez współczesnych jaśnie oświeconych postępowców. Ich postęp podjarany narkotykiem sztucznej inteligencji wraz z rewolucją technologiczną wtłoczył nas w XXI wiek, który zdaje się być Murem Sartre’a blisko sto lat po oryginale. Mur u diabła ten sam. Albo i gorszy. Skruszyć może go tylko Jaśń.
Prosto do nieba idą tylko poeci i zakochani
Pojedynek
za murami
tarczami
maskami
uzbrojeni
w pociski erudycji
paragrafów
opancerzeni
goliaci władzy
arcymistrzowie podstępu
prorocy postępu
z patentem na człowieka
doskonałego bo
sztucznego
a tu wychodzi im naprzeciw
prostaczek boży
poeta
z procą dawidową
z sercem na dłoni
i mówi
Ecce Homo
Jest jedno małe „ale” kochany Józefie Baranie – poeto. Happy endu jednak nie będzie. Nikt nie zapyta, a cóż to jest prawda. Księgi przemielą. Niektóre zdigitalizują, aby kurzyły się cyfrowo. I cyfrowo przeminie też poeta, jego świat i jego ewentualni ocaleni. Kościołów też już nie będzie, relacji nie będzie, a przyszłość to będzie algorytm pracy i przyjemności – właściwych impulsów do przeżycia, a na końcu śmierć wszystko nam wyjaśni.
Dobre i ważne te Jaśniowe wiersze, niektóre aż do bólu naiwne w swej recepcie dobroci, ale czyż nie jest to właściwa prowokacja na troglodytów i barbarzyńców? Polaryzacja przecież stężała. Dni stały się nad wyraz ciężkie. Wszystko jest algorytmicznie radioaktywne. Upadają potęgi, rozpadają się mocarstwa, wielobiegunowy świat potęguje lęk i strach przed konfliktami, poetów wyciera się z kontekstu i horyzontu, siłę słowa ignoruje albo zastępuję podstępnym obrazkiem i emocją. Cywilizacja śmierci święci triumfy. A do tego podobno wszystko już było...
Dzień dobry dobranoc
najpierw ma się czasu
nieskończenie dużo
i nagle ma się czasu
nieskończenie mało
jakby się jechało
z biletem
na koniec świata
i ktoś zaciągnął hamulec bezpieczeństwa
każąc wysiąść
w szczerym polu gwiazd
Nie ma już dziś końca świata. Człowiek dotarł wszędzie. Nie ma już gwiazd, tajemnic, nieodkrytych snów. Konsekwencje użycia hamulca bezpieczeństwa są oczywiste i nikt go bezzasadnie nie użyje, a nawet zasadnie będzie z tym problem. Wszystko zostało policzone i ułożone, opisane i udowodnione. Gagarin Boga nie spotkał, to i zapewne On … nie istnieje. Istnieją jeszcze poeci, tylko po co?
I to jest Jaśń, jedyna nadzieja, aby coś jeszcze ocalić. To taka dziwna, zdezelowana, stara Jaśń, ale chyba mądra i właściwa. Jak niepewne jutro i ten bezcenny zachwyt, choćby i jutrzejszym wschodem Słońca.
Andrzej Walter
___________
Józef Baran, Jaśń. 84 nowe wiersze z lat 2022-2026. Redakcja: Agnieszka Czapczyk. Projekt okładki: Agnieszka Herman. Posłowie: Antonio Benitez-Burraco. Projekt graficzny i opracowanie techniczne: Barbara i Przemysław Kida. Zysk i S-ska Wydawnictwo, Poznań 2026, s. 138.
















































































































































































































































































































