Nowości książkowe

 

  

Plakat

43. Listopad Poetycki w Poznaniu on-line

Primum non nocere

 

 

Tegoroczna 43. edycja Międzynarodowego Listopada Poetyckiego odbywa się w innej formie niż dotychczasowe. Oto bowiem ludzkość została obciążona koronawirusem COVID-19. Choroba zakaźna spowodowała już śmierć setek tysięcy ludzi, zarażone zostały miliony. Prognozy lekarzy i epidemiologów dotyczące przebiegu pandemii są w większości pesymistyczne, czyli znikome jest prawdopodobieństwo jej wygaśnięcia w bliskim czasie.

Opierając się na przypuszczeniach kompetentnych osób, w poczuciu odpowiedzialności za zdrowie i życie literatów, których chcieliśmy zaprosić do bezpośredniego udziału w festiwalu, a także nie chcąc w najmniejszym nawet stopniu narażać sympatyków poezji, mogących przybyć na spotkania z posłannikami Erato, jak również troszcząc się o gospodarzy owych rendez-vous, postanowiliśmy, że ten Listopad zostanie przeprowadzony przede wszystkim za pośrednictwem Internetu. Poprzez ów komunikator społeczny ogłaszamy werdykty jury Konkursu o Nagrodę Literacką 43. Międzynarodowego Listopada Poetyckiego oraz Konkursu im. Kazimiery Iłłakowiczówny Na Najlepszy Książkowy Debiut Poetycki. W taki sam sposób informujemy o przyznaniu Nagrody Za Całokształt Twórczości Literackiej. Powyższe informacje są publikowane na stronie internetowej www.zlp.poznan.pl i stronie Związku Literatów Polskich Oddział w Poznaniu na Facebooku. Tam też będą zamieszczane niektóre utwory poetyckie oraz inne ważne materiały i informacje związane z Listopadem.

Wszystkim literatom, którzy nadesłali swoje utwory, bardzo dziękujemy za ich udostępnienie. Jednocześnie przepraszamy, że nie możemy teraz Państwa zaprosić do Poznania i innych miejscowości Wielkopolski. Pozostajemy w nadziei, że spotkamy się w roku 2021.

„Primum non nocere” – jedna z naczelnych zasad etycznych w medycynie, może i powinna być przestrzegana we wszystkich obszarach życia społecznego i osobowego, a więc także na niwie organizowania takiego zdarzenia literackiego jakim jest bieżący Międzynarodowy Listopad Poetycki. To było oczywiste dla Komitetu Organizacyjnego festiwalu przy podejmowaniu decyzji o przebiegu Listopada.

Szczególne podziękowania kierujemy do władz samorządowych Poznania, Wielkopolski oraz powiatowych i gminnych. Dzięki ich wsparciu finansowemu, a także organizacyjnemu, tegoroczny Festiwal udało się przygotować i realizować, chociażby, albo – aż w ograniczonej formule. Niemożność jego przeprowadzenia wedle wcześniej uzgodnionego, precyzyjnego scenariusza, martwi chyba wszystkich zainteresowanych. Wierzymy, że za rok przedmiotowa impreza literacka przebiegnie bez jakichkolwiek ograniczeń.

Z okazji 43. Międzynarodowego Listopada Poetyckiego publikujemy: almanach poetycki, almanach prozy, 3. numer kwartalnika literackiego „ReWiry” i, jak przypuszczamy, z wielu względów potrzebną książkę z wierszami poświęconymi zmarłym Koleżankom i Kolegom z poznańskiego oddziału Związku Literatów Polskich.

Zbigniew Gordziej, Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego 43. Międzynarodowego Listopada Poetyckiego

 

PROTOKÓŁ

z posiedzenia Kapituły 36. Konkursu im. Kazimiery Iłłakowiczówny
na debiut roku 2019, w dniu 12.09.2020 w Poznaniu

 

Kapituła w składzie: Jerzy Beniamin Zimny – przewodniczący Kapituły, poeta, krytyk, wiceprezes Zarządu Związku Literatów Polskich Oddział w Poznaniu; Zbigniew Gordziej – członek Kapituły, poeta, prozaik, krytyk, publicysta, felietonista, prezes Zarządu Związku Literatów Polskich Oddział w Poznaniu; dr Karol Samsel – sekretarz Kapituły, poeta, krytyk i historyk literatury polskiej, dr nauk humanistycznych na UW; po rozpatrzeniu zgłoszonych do konkursu 15 książek poetyckich postanowiła przyznać: Nagrodę Główną 36. Konkursu im. Kazimiery Iłłakowiczówny:

Monice  Lubińskiej z Katowic, za tom poezji pt. „ Nareszcie możemy się zjadać” – Wyd. Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi, Dom Literatury w Łodzi, 2019 oraz Piotrowi Jemioło z Krakowa, za tom poezji pt. „NEKROTRIP”  – Fundacja KONTENT w Krakowie, 2019.

Ponadto Kapituła postanowiła wyróżnić: Kaspra Pfeipera z Katowic za tom poezji pt. „Adblock” Wydawca: Dom Literatury w Łodzi, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi, 2019.

 

PROTOKÓŁ

obrad Jury Nagrody Literackiej
43. Międzynarodowego Listopada Poetyckiego na poetycką książkę roku

 

W dniu 4 października 2020 roku obradowało Jury Nagrody Literackiej 43. Międzynarodowego Listopada Poetyckiego w składzie: Zbigniew Gordziej – przewodniczący jury, poeta, krytyk, prozaik, publicysta, felietonista, prezes Zarządu Związku Literatów Polskich Oddział w Poznaniu; Andrzej Walter – sekretarz jury, poeta, krytyk, dziennikarz i fotografik z  Gliwic; Rafał Różewicz – członek jury, poeta, prozaik i krytyk literacki z Wrocławia.

Jury postanowiło nominować do ww. Nagrody następujące pozycje literackie:

Annę Buchalską – Drobnostki, Marię Magdalenę Pocgaj – Apokryfy uliczne, Ryszarda „Sidor” Sidorkiewicza  – Ruchome obrazki (wiara, nadzieja, miłość), Adriana Tujka – Niebieskie nie schnie, Tadeusza ZawadowskiegoBudzik z opóźnionym zapłonem.

Nagrodę Literacką 43. Międzynarodowego Listopada Poetyckiego za poetycką książkę roku otrzymuje Maria Magdalena Pocgaj za tom „Apokryfy uliczne”

 

Nagroda za Całokształt Twórczości Literackiej – Wanda Wasik

 

Dotknęła horyzontu

Wanda Wasik, w równym stopniu poetka i prozaiczka, jej dorobek twórczy budzi wielki szacunek, prezentująca zawsze ten sam wysoki poziom literacki, niezależnie od gatunku i tematu eksponowanego w każdej wydanej dotąd książce. Wybór wierszy, doskonale wyselekcjonowanych, nie przysłoni znakomitej prozy, do której się przyzwyczaiłem, począwszy od pierwszej książki do ostatnio wydanych opowiadań rodzinnych. Nie mogę pominąć bardzo znaczącej książki traktującej o losach dzieci w okupowanej Wielkopolsce. Czynię to na marginesie wstępu do wyboru wierszy, mając świadomość literackiego rozdarcia Wandy Wasik na poezję i prozę. Tak to już się utarło, że każdy prozaik bardziej sympatią zbliża się do swojej poezji. Dziedziny artystycznej, dającej więcej możliwości eksploatowania wyobraźni i osiągania tym samym efektów interdyscyplinarnych, z których najbardziej wymowne są obrazy dźwiękowe, czego w prozie trudno uświadczyć. Chociaż proza Wandy Wasik siłą rzeczy jest momentami bardzo poetycka. Mimo zaawansowanego wieku, poetka z Kobylnicy jest nadal poetycką „Dziewczynką z zapałkami” i nie tylko pragnie ogrzać zziębnięte serca czytelników, a także próbuje dotknąć horyzontu o czym marzy od wczesnego dzieciństwa po czasy wczesnej wieczności, przynajmniej w literaturze. Jakoś nie mogę pogodzić się z myślą, że życie to wędrówka w kierunku horyzontu, który bez przerwy się oddala. Jest jednak wyjątek, kiedy chodzi o horyzont poetycki, wędrówka ku niemu kończy się pełnym sukcesem, tak jak ma to miejsce w przypadku Wandy Wasik.

Trudno jest ogarnąć w kilku akapitach życie poetki odzwierciedlone w wierszach, stanowiących obszerny wybór z siedmiu książek poetyckich (tak przypuszczam). Rozdziały zawierają jakby kolejne dekady twórczości poetyckiej poetki, każdy rozdział jest etapem zmagań z rzeczywistością różnorodną politycznie, nacechowany dramatem a także z próbami tonowań pomroczności, pięknem. Bo piękno jest w tym przypadku jak pokrywa śnieżna przytłaczająca wszystkie brudy bezpośredniego otoczenia. Wspólnym mianownikiem poezji Wandy Wasik jest nieustająca nadzieja w sprawiedliwość i spełnienie losu, a także wiara w człowieka, pochwała życia jakim by nie było, czego daje wyraz w swojej poezji oszczędnej w słowo, kipiące nadmiarem treści i mądrych, dojrzałych wynurzeń trącących o dokonania filozofii i teologii. Empiryzm wspomagający obszary niezbadane, balansowanie na pograniczu materii i idei, i stawiane tezy trudne do podważenia: /.../ Wchodzimy w nowe... z nieokreśloną nadzieją że się spełni... i spełnia się zawsze to co tkwiło w – nieokreśloności i określa się... to znaczy – los albo po prostu życie /.../ Wiara w spełnienie wszystkiego co jeszcze tkwi w fazie nieokreśloności (może nieskończoności) przy jednoczesnym stwierdzeniu, że możliwe do określenia jest tylko życie. Namacalne, widzialne, doświadczane. To nic innego jak pogodzenie Ginsberga z Heglem, albo Peipera z Przybosiem, taka kotwica rzucona kiedyś w odmęty prozy, z której poetka nie potrafi się wyzwolić żeglując po poetyckim akwenie. Stąd ten nieograniczony optymizm, z którego wychodzi obronną ręką, w konfrontacji z czytelnikiem. No i kolejny dowód na koegzystencję werbalną idei z materią: /.../ a kręgi na wodzie wysokim krzykiem ptaka spłoszone mówiły wszystko o życiu /.../ Kręgi na wodzie wzbudzone przez podrywającego się do lotu ptaka mówią wszystko o naszym życiu? Czy można z czymś takim się nie zgodzić? Piękna i nośna metafora, charakterystyczna dla jej poezji, spotykana w prozie, prozie która stanowi fundament jej twórczości, z mocno wyeksponowanym obliczem lirycznym!

Siedem rozdziałów życia, siedem tomów poezji, siedem dekad twórczości Wandy Wasik. Jest jeszcze obszerny wątek artystyczny świadczący o wszechstronnym uzdolnieniu poetki z Kobylnicy, idzie ona śladem swoich kolegów, Różańskiego i Milczewskiego a także Wyrwy-Krzyżańskiego, który dopełnia prozą swój literacki dom. Mało kto dotąd zauważył te podobieństwa, w środowisku poznańskim zwracano dotąd uwagę jedynie na jej dorobek poetycki. Jednak dokonania artystyczne Wandy Wasik są nie mniejsze od literackich. Przemycane, albo inaczej, wyzwalane w poezji i prozie, podnoszą bardzo wysoko poziom jej pisarstwa. Dostrzegłem to dość dawno temu ale nie miałem pojęcia o jej dorobku artystycznym.

Poezja nostalgiczna, poezja barwnych obrazów, pojawiający się od czasu do czasu syndrom przemijania, nieuchronnego końca, osobiste koszty cywilizacji, której symbolem jest autostrada, szosa, oddzielająca las od ogrodu. „Odleciały ptaki odeszły dzieci”, w cyklu „moje kościoły” raczej święte miejsca dla poetki, w których zdarzyły się najważniejsze momenty w jej życiu. Pamięć jeszcze tam dociera, dzięki niej, pojawia się słowo, ale te miejsca inaczej dzisiaj wyglądają, tylko poezja potrafi ocalić to wszystko w dawnej postaci. Retrospekcje dotyczące przedwojennego Poznania, i okresu okupacji. Pełna koegzystencja prozy i poezji na prawach ustanowionych przez autorkę. Dawno, dawno temu. Czytelnik znajdzie w książce Wandy Wasik kawałek samego siebie, przede wszystkim ogrom miłości, piękna przyrody i mnóstwo pytań o cel egzystencji, wreszcie pewność szczęśliwego zakończenia wszystkiego, co ma związek z człowiekiem, niezależnie od jego materialnego położenia.

Koniec, kropka ale ciąg dalszy na horyzoncie, którego trzeba dotknąć, złapać choć na moment aby uwierzyć, że nic nie przemija, wszystko trwać będzie wiecznie, nie tylko dzięki poezji, ale dzięki wierze w samego siebie, wierze w nieskończoność matematyczną i fizyczną, wierze w życie, którego owoce są ponadczasowe. Tak jak ponadczasowy charakter ma poezja Wandy Wasik.

Jerzy Beniamin Zimny

 

Wanda A. Wasik, urodzona w Poznaniu (25 lipca 1930 roku), pisze wiersze i prozę. Od 1968 roku publikowała w takich czasopismach kulturalnych, jak „Nurt” i Almanachach Wydawnictwa Poznańskiego, a także w Polskim Radiu, oraz w prasie regionalnej. W roku 1992 wydała opowiadania „Z podróży” i dwie książki poetyckie a w 1998 książkę „Kryptonim K-22” o dramatach Żołnierzy Armii Krajowej. W 2008 roku rozpoczęła współpracę z Wydawnictwem „Bonami” w Poznaniu, wydaniem trzech tytułów. W jednym roku światło dzienne ujrzały dwa tomy wierszy: „Bosą Stopą” i „Szeptem” oraz proza „Dzieciństwo w Kraju Warty” o życiu dzieci w Kraju Warty. W 2009 r. na podstawie tej książki powstał w TVP3 film krótkometrażowy „Z pamiętnika Wandy”, emitowany przez różne stacje telewizyjne.

W roku 2010 ukazało się tu także opowiadanie o Kazimierze Iłłakowiczównie „Spotkałam” oraz tom wierszy „Jak nefryt zielona” z ilustracjami Zofii Nałęcz-Jaweckiej (wydanie drugie w 2013). W 2011 roku napisała, dającą początek dziewczęcej trylogii „Między łąką a ogrodem” (drugie wydanie, 2016). Telewizja Swarzędz zrealizowała na podstawie opowiadania „Fajka” z tej książki, krótką, wzruszającą etiudę. Ostatnią częścią tej trylogii jest „Dojrzewanie w słońcu” (2012). W kolejnym roku opublikowała opowiadania niezwykłe w książce pod tytułem: „Mój Orfeusz”. W roku 2014 ukazała się „Tajemnica Gór Świętokrzyskich”, a w roku 2015 zbiór poezji „Leciutko dotykam słowami”. W 2017 roku wydała autobiograficzną opowieść „W odcieniach błękitu” o blaskach i cieniach młodości. Wydała w oficynie Bonami, jedenaście tytułów książek o łącznym nakładzie powyżej dziesięciu tysięcy egzemplarzy.

Studia w zakresie historii sztuki Wanda A. Wasik ukończyła na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a także Studium Plastyczne pod kierunkiem profesorów Stanisława Szczepańskiego i Wacława Twarowskiego. Upra­wia rysunek i malarstwo. Ma za sobą liczne wystawy indywidualne. Do najciekawszych zaliczyć należy wystawy; w Muzeum Ziemi Średzkiej w Koszutach (2009) i w poznańskim Muzeum im. J.I. Kraszewskiego (2011). Wiele lat pracowała w Muzeum Narodowym w Poznaniu.

W roku 2014 otrzymała Nagrodę Pracy Organicznej im. Marii Konopnickiej za oryginalną twórczość literacką. W roku 2015 przyznano jej tytuł Zasłużonego dla Miasta i Gminy Swarzędz.

W roku bieżącym obchodzi jubileusz 50-lecia pracy twórczej. Od urodzenia mieszka w Kobylnicy i tam też tworzy.

 

  

Plakat

Rafał Orlewski(1934-2020)

Zmarł Rafał Orlewski

 

 

17 października br. zmarł Rafał Orlewski – polonista, poeta, prozaik, eseista. Był patronem Prywatnej Szkoły Podstawowej w Piotrkowie Trybunalskim oraz Honorowym Obywatelem miasta. Autorem ponad 40 książek i wielu publikacji prasowych, laureatem i jurorem konkursów poetyckich, redaktorem i wydawcą książek indywidualnych i książek zbiorowych, opiekunem adeptów pisarstwa, współtwórcą grup literackich: „Grabia 59” (Łask), „Karawana” i „Wiadukt” (Łódź), „Pomosty” (Piotrków Trybunalski). Był także animatorem amatorskiej twórczości artystycznej, współautorem pieśni i piosenek, w tym harcerskich i zuchowych oraz hymnów kilku szkół. Jego wiersze tłumaczono na język białoruski, rosyjski i włoski. Miał 86 lat.

Urodził się w 1934 roku w Przybyłowie koło Łasku. Był absolwentem filologii polskiej Uniwersytetu Łódzkiego oraz nauk społecznych w Warszawie, nauczycielem szkół podstawowych i licealnych. W 1971 roku zamieszkał w Piotrkowie Trybunalskim.

Podczas II wojny światowej przeżył kilka obozów niemieckich i przymusową tułaczkę aż po Alpy Francuskie. Od 1946 roku działał w harcerstwie.

Za swą działalność został odznaczony dwukrotnie, m.in.: Złotym Krzyżem za Zasługi dla ZHP oraz Zasłużony dla Hufca ZHP Piotrków Trybunalski. Był wieloletnim harcerzem, a następnie instruktorem Hufca Łask. Uczestnikiem Zjazdu Łódzkiego w 1956 roku. W latach siedemdziesiątych zaczął pełnić służbę jako drużynowy, a następnie komendant Gminnego Związku Drużyn w Sulejowie. Wieloletni członek Komendy i Rady Hufca Piotrków Trybunalski. Autor wielu wierszy i tekstów piosenek o tematyce harcerskiej w tym dwóch Hymnów Hufca. Całym sercem służący Ojczyźnie wychowawca wielu harcerskich pokoleń.

Był autorem ponad 40 książek i tomów wierszy m.in. „Krzesiwo” (Łódź 1969), „Igliwie” (1972), „Nad Grabię fraszką wabię” (1985), „Ściernisko” (1985), „Zduńskowolnie – swawolnie” (1986), „Z miłością brata” (esej, 1991), „Krąg tęczy” (powieść dla dzieci, 1991 i 2005), „Piekna Brzydula” (opowiadania, 1993), „Leptony” (utwory satyryczne, 1998), „Wzloty z podglebia” (esej, 1999), „Diminuendo” (poezje w wersji polsko-włoskiej, 2007), „Sute Mosty” (powieść, 2007).

W 1986 roku otrzymał Złotą Wieżę Trybunalską, w czerwcu 2003 roku tytuł Honorowego Obywatela Miasta Piotrkowa Trybunalskiego, a w 2008 roku, przy okazji jubileuszu 50-lecia pracy twórczej – odznakę honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej”, przyznawaną przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Wychował wielu czytelników i miłośników poezji. Młodym poetom pomagał w rozwoju literackim i debiutach książkowych. Był członkiem Związku Literatów Polskich, sprawował również warsztatową opiekę nad Klubem Literackim „Zakole” przy Wojewódzkim Domu Kultury w Piotrkowie.

O jego twórczości pisali wybitni krytycy, literaturoznawcy, pisarze i dziennikarze.

 

Głos Witolda Stawskiego:

Zmarł Rafał Orlewski... Człowiek, któremu zawdzięczam pisanie wierszy. Dawno temu pokazałem mu próby zapisywania swoich przemyśleń. Pokreślił, popisał na marginesie i gdy myślałem, że wyrzuci do kosza, powiedział: „pisz, to jest poezja, tylko trzeba nad tym jeszcze popracować...”. I tak zostało. Piszę, ale pamiętam „o przegadanych wersach”, o wielkiej roli spójnika i kropki, o tym, że wiersz „musi odpocząć”, zanim pokażę go światu.

W dzisiejszych czasach coraz więcej ludzi mówi, że nie ma już autorytetów. Rafał był i pozostanie dla mnie autorytetem w dziedzinie poezji. Ze względu na profesjonalizm, dbałość nie tylko o słowo, ale o każdy znak. Do tekstów swoich i cudzych podchodził z taką powagą, jakby od tego zależały losy literatury światowej. Byłem dla Niego nie tylko poetą, proszącym o redakcję tomików i recenzję, ale też autorem wstępów do Jego książek, projektantem okładek, „składaczem i łamaczem”. Wtedy uczyłem się najwięcej. To była trudna, ale jakże wartościowa współpraca. Wykłócał się o każdy szczegół, tłumaczył dlaczego musi być tak, a nie inaczej. Ingerował nawet w projekty graficzne.

Zamknięty od lat w czterech ścianach żył swoją pasją, złościł się na to co wokół, ubolewał nad upadkiem ideałów, sztuki i literatury. A jednak robił dla tej literatury wszystko. Codziennie. Podziwiałem determinację. Nasze rozmowy telefoniczne trwały godzinami i trudno było je skończyć.

Dzięki Niemu rozumiem czym jest „warsztat literacki” i potrafię odróżnić poezję dojrzałą od dojrzewającej. Rafał nie był moim nauczycielem, był mistrzem, od którego mogłem zawsze nauczyć się czegoś nowego.

Chciałem go zaprosić do rozmowy na moim „przystanku KORONA W”, ale nie dotarł...

Śmierć wyznaczyła mu własny przystanek... 

 

Głos Aleksandry Fidziańskiej:

...nie zgubię twego adresu...

W tysiącach słów zapisanych przez Rafała Orlewskiego pewną ręką i wielkim sercem, odnajdywałam pasję i radość tworzenia kpiącą z wieku i kapryśnego zdrowia, niezgodę na przeciwności losu i determinację w wydawaniu kolejnych książek. Listy, które przez dziewięć lat fruwały między nami, były jak posłańcy niosący dobrą nowinę, warsztatowe dysputy, uśmiech i serdeczność. Jeszcze wczoraj omawiałam z Witkiem Stawskim okładkę do nowej książki Rafała – LIRYCZNE LUSTRO. Jeszcze w niedzielę rozkładałam rękopis, by wiernie przygotować tekst do druku. Przygotuję...

 

  

Plakat

Wojciech Pszoniak (1942-2020)

Zmarł Wojciech Pszoniak

 

 

19 października 20202 roku zmarł Wojciech Zygmunt Pszoniak, polski aktor teatralny i filmowy, pedagog. Urodził się 2 maja 1942 we Lwowie. Tam spędził pierwsze dwa lata życia. Pod koniec II wojny światowej jego rodzina musiała wyjechać z tego miasta.

Dorastał w Gliwicach. W młodości grał na skrzypcach i klarnecie, w średniej szkole muzycznej w Bytomiu uczył się gry na oboju, udzielał się też w orkiestrze wojskowej. Występował w teatrach amatorskich i studenckich, a także w kabaretach (w 1961 założył kabaret „Czerwona Żyrafa”).

W 1968 ukończył studia na PWST w Krakowie. Występował na scenach Starego Teatru w Krakowie oraz Teatru Narodowego w Warszawie i Teatru Powszechnego w Warszawie. W latach 1974-1980 był wykładowcą w warszawskiej PWST. W latach 70. występował także w kabarecie Pod Egidą. Od końca lat 70. grał w teatrach francuskich. W latach 80. wyjechał na stałe do Paryża. Od lat 90. występował zarówno w przedstawieniach francuskich, jak i w polskich.

Wystąpił m.in. w przedstawieniach: Klątwa Stanisława Wyspiańskiego (reż. Konrad Swinarski, 1970), Miłość i gniew Johna Osborne’a (reż. Zygmunt Hübner, 1973), Rewizor Nikołaja Gogola (reż. Jerzy Gruza, 1977), Siedem pięter Dino Buzattiego (reż. Andrzej Barański, 1995), Śmieszny staruszek Tadeusza Różewicza (reż. Stanisław Różewicz, 1997) oraz w wyreżyserowanym przez siebie Dożywociu (2001) Aleksandra Fredry.

Na ekranie debiutował w bułgarskim serialu Proizszestwia na Sljapata ulica (1965). W filmie polskim natomiast w 1970 – Twarz anioła (reż. Zbigniew Chmielewski). Wystąpił w kilkudziesięciu filmach polskich, francuskich i w produkcjach międzynarodowych. Zagrał m.in. tytułową rolę w Diable (reż. Andrzej Żuławski, 1972), rolę Mieszka I w Gnieździe (reż. Jan Rybkowski, 1974), doktora Marglewskiego w Szpitalu przemienienia (reż. Edward Żebrowski, 1978), postać Siedelmayera, dyrektora cyrku w Arii dla atlety (reż. Filip Bajon, 1979), zagrał Josełe w Austerii (reż. Jerzy Kawalerowicz, 1982) oraz Kamińskiego w Strajku (reż. Volker Schlöndorff, 2007).

Wystąpił także w filmach Andrzeja Wajdy: w roli dziennikarza i Stańczyka w Weselu (1972), Moryca w Ziemi obiecanej (1974), Robespierre’a w Dantonie (1983) i tytułowej roli w Korczaku (1990).

W 1990 został uznany przez Gustawa Holoubka, Tadeusza Łomnickiego i Zbigniewa Zapasiewicza za jednego z trzech największych polskich aktorów dramatycznych po 1965 roku (obok Piotra Fronczewskiego i Andrzeja Seweryna).

 

 
 

  

Plakat

Mirosław Gontarski (1960-2020)

Zmarł Mirosław Gontarski

 

 

Zmarł Mirosław Gontarski – poeta, filozof, programista, dziennikarz, nauczyciel, informatyk. Urodził się w 1960 roku w Legnicy. Debiutował w prasie dolnośląskiej w 1979 roku. Ukończył filozofię na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Od lat 70. ubiegłego stulecia współtworzył literacki „Ruch Pilleus”, którego członkowie zainspirowani literaturą i kulturą Japonii piszą haiku i kształtują nowe formy literackie. Na przełomie wieków współorganizował „Ogólnopolskie Warsztaty HAIKU” w Chojnowie koło Legnicy. Był wielokrotnym jurorem ogólnopolskich konkursów „Haiku”.

Publikował w prasie dolnośląskiej oraz w kilkudziesięciu almanachach. Jego wiersze można znaleźć w internecie. Oprócz poezji Mirosław Jerzy Gontarski publikował teksty filozoficzne (jest współautorem podręcznika akademickiego „O sztuce poro­zumiewania się”) i czynnie uczestniczył w kilkunastu filozoficznych konferencjach naukowych (także międzynarodowych) i sympozjach. Opublikował kilkanaście artykułów naukowych i esejów dotyczących problemów z zakresu filozofii wojny, filozofii dialogu, filozofii zdrowia, filozofii religii i eko­filozofii.

W latach 2015-2019 był Wiceprezesem Dolnośląskiego Oddziału Związku Literatów Polskich, członkiem Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich. Pełni też funkcję Wiceprezesa Stowarzyszenia Jeleniogórski Klub Literacki.

O sobie tak mówił: Urodziłem się w Legnicy w 1960 roku. W 1980 roku pojechałem do Lublina studiować filozofię. Cieszę się, że studiowałem na „moim” UMCS. U moich mistrzów... Mieszkałem na Żuławach, w Gdyni, w Lublinie... Teraz jestem mieszkańcem Wrocławia... Przez te wszystkie swoje lata rozumiałem, że nie ma powrotów. Że to co było, było... Że jestem tym, kim jestem dlatego, bo stało się to, co się stało. I jeszcze, że trzeba żyć ku przyszłości. Pewnie dlatego okna pokojów, w których mieszkałem zawsze wychodziły i wychodzą na wschód...

 

Mirosław Gontarski 
 
* * *
poetę poproszono o przeczytanie wiersza
ten najpierw wyspał się
bo dnia następnego miał czekać na spóźniony autobus ze stolicy
w dalszym ciągu nie wiedział czy ma przeczytać wiersz o biedzie
czy wiersz o wojnie
bo czy są to dobre tematy na wiersz?
obawiał się ów poeta zajmować jakiekolwiek stanowisko
polityczne albo moralne
i nie chciał używać brzydkich słów
(a to takie ostatnio w jego kręgach modne)
słów które cisnęły się mu na usta
każdego poranka po przebudzeniu
też chciał uniknąć albo się ich wstydził
chociaż tak naprawdę kochał prawdę nade wszystko
najważniejsze jednak w tym miejscu jest to
że jak zwykle bał się poeta ów
by ten czytany przez niego wiersz
nie był jego wierszem ostatnim
 

  

 

Plakat

 

  

Plakat

 

  

Plakat

Irena Kaczmarczyk

Czerwone kamienie Henryka Owsianko

 

 

Henryk Owsianko. Ten znakomity, pierwszej klasy artysta malarz, nie dbający o dyplom Akademii Sztuk Pięknych, chociaż jako wolny słuchacz uczestniczył w zajęciach, postanowił wyrazić swoje postrzeganie świata i złożoność natury ludzkiej, w słowie poetyckim. Skromny a bogaty w doświadczenia, w wyobraźnię, postanawia namalować słowami zawiłość intymnych relacji kobieco-męskich. Zgłębia naturę człowieka w jego rysach, spojrzeniu, ciszy włosów, drganiu nerwów czy stukocie serca, ale też...w głębszych przemyśleniach. Wnika do „środka” przeżyć, do złożoności zawirowań emocjonalnych, jakie zachodzą w pożyciu między kobietą i mężczyzną. I nie opowiada zasłyszanych historii, wydumanych przejść. Skupia się na konkretach. Na osobistym doświadczeniu, nieużywając przy tym górnolotnych słów. Mówi wprost. Zachowując przy tym kulturę słowa.

Już w pierwszych, prezentowanych w tomie „Czerwone kamienie” wierszach wyczuwa się marzenie o stabilizacji, także psychicznej. Poeta śni o dobrym, otwartym domu, gdzie istnieje harmonia pomiędzy Nią i Nim. Nie chce mieszkać w „domu pułapce”, jak go nazywa w jednym z utworów; domu pustym, pozbawionym uczuć, rozmów przy kominku do późnej starości:

 
Dzisiaj siedzę na ganku przed domem
Całkiem pustym od uczuć i dni
I wspominam te chwile minione
Gdy otwarte były jego drzwi.
 
Teraz głuche, zatrzaśnięte złością
A ja nie wiem, w którą mam iść stronę
Ktoś mi zburzył spokój przed starością
Więc tu siedzę przed zamkniętym domem.
(„Dom pułapka”)

 

Motyw rozczarowania, osamotnienia powraca kilkakrotnie na łamach zbioru wierszy. Jakby na przekór czerwonym kamieniom z okładki książki, które symbolizują miłość, namiętność (czerwień) i trwałość (kamień). Poświęca im autor jeden z krótkich utworów:

 
Osiadłem na dnie
I posiedzę tu chwilę
Dobrze, że woda jest chłodna
I czysta jak sumienie
Nad wodą latają motyle
A na dnie
Czerwone kamienie.
(„DNO – czyli Dni Na Odpoczynek”)
 

Emocjonalne porażki – zauważa Owsianko, jako dobry obserwator – nie dotyczą tylko jego osoby. Mieszkając od 2006 roku w Belgii, bacznie obserwuje życie i zauważa nieomalże uniwersalny trend współczesnego świata – dążenie do sukcesu za wszelką cenę, pośpiech i bylejakość. Sam, nie utożsamia się z taką filozofią życia:

 
Chciałbym mieć taką wyspę
Gdzie chwile płyną szczęśliwie
Gdzie chmury są tylko na niebie
Depresja odpływa w odpływie
Chciałbym być w takim miejscu
Gdzie ludzie myślą na plusie
A „wyścig szczurów”się skończył
Bo nikt nie uległ pokusie
(…)
Chciałbym nić mocną utkać
Z mądrości, prawd i sumienia
Omotać nią tych wszystkich
U których brak zrozumienia
Chciałbym popatrzeć w oczy
Odważne, życiem spełnione
Dalekowzrocznie mądre
Miłości mojej spragnione.
(„Czy to utopia?”)
 

Henryk Owsianko, jak łatwo zauważyć, nie jest poetą awangardowym. Nie interesują go modne prądy literackie.Jego poezja jest prosta, śpiewna, rytmiczna. Mknie po „czerwonych” kamieniach, raz żywiołowo, nie szczędząc słów krytycznych i żartobliwych

 
Świnia ma krótki żywot
A jednak w człowieku
Dożywa w spokoju
Sędziwego wieku
(„Żywotność”)
 

to znów szemrze w rytmie przesuwających się głębokich przemyśleń i i refleksji nad istnieniem.

Tom „Czerwone kamienie” jest zapewne dla autora – malarza ważną poetycką wypowiedzią, świadczy o tym grafika w zbiorze wierszy, której bohaterem jest sam poeta w różnych pozach: w zamyśleniu, w półuśmiechu, w skupieniu; na ławce, na dworcu, z papierosem. A nawet... tylko sama jego dłoń, której symbolikę może czytelnik interpretować wg własnego uznania.

Na uwagę zasługuje interesujące odautorskie posłowie, którym Henryk Owsianko zamyka poetycki tom. Snuje w nim rozważanie na temat: „Czy poezja jest sztuką?”. Może przytoczę chociaż krótki cytat: (...)„ Wielu twórców żeby zaistnieć, zainteresować tym co robią, balansuje na granicy zdrowego rozsądku, przyzwoitości, moralności, czasem je przekraczają, igrając z szaleństwem a nawet obłędem. Spacerując po krawędziach, balansując na linie, prowokując, rozpychają rzeczywistość i granice naszej percepcji. Za wszelką cenę uciekają od normalności. Mówi się wtedy o artystach, często cynicznie a nawet z pogardą: Oto artysta! Poeta! Twórca. Nie ma co robić, nie ma pomysłu na życie i zarabianie uczciwych pieniędzy, to wymyśla bzdury. Emil Zola powiedział, „że sztuka jest wycinkiem rzeczywistości widzianym przez temperament artysty”. Nasuwa się jednak pytanie – kontynuuje Owsianko – czy szaleństwo lub obłęd mieszczą się w temperamencie, czy są już poza jego krawędzią?”. I tym pytaniem, przerywając wywód poety, pragnę Państwa zachęcić do przeczytania całego posłowia, jak również wszystkich wierszy, w których autor „Czerwonych kamieni”przedstawił rzeczywistość bez retuszu, nie pozbawiając jej pozytywnych, jak również negatywnych aspektów. Zrobił to z perspektywy obywatela Europy, artysty malarza, zdobywającego uznanie na belgijskim i holenderskim rynku, poety i aktywnego działacza w polonijnym życiu kulturalnym. Notabene, za wybitną działalność kulturotwórczą na emigracji Henryk Owsianko otrzymał w 2015 roku „Ianiciusa”, ogólnopolską Nagrodę Literacką im. Klemensa Janickiego.

Irena Kaczmarczyk

_______________ 
Henryk Owsianko, Czerwone kamienie, Wydawnictwo ADAMANT, Kielce 2016, s. 94 + audiobook.
 

Szukaj

Tłumacz

Statystyki

Odsłon artykułów:
1316809

Licznik odwiedzin

1297375
DziśDziś140
WczorajWczoraj471
W tygodniuW tygodniu140
W miesiącuW miesiącu12659
ŁącznieŁącznie1297375