Nowości książkowe

 

Plakat

 

Plakat

 

Plakat

Eugeniusz Kurzawa 

 

Bardzo intrygująca książka 

 

Tytułowa zapowiedź to żaden chwyt reklamowy. Książka prof. Wojciecha Kajtocha z Krakowa jest naprawdę inna niż znane dzieła krytyczne i literaturoznawcze ukazujące się obecnie w księgarniach czy internecie. Jej tytuł: „Ze starego segregatora. Szkice i eseje z lat 1976–1989” coś zapowiada, ale nie wyjaśnia do końca, więc od razu tłumaczę, w czym tkwi niezwykłość pracy. Obszerna publikacja (359 stron) przedstawia wczesne teksty autorstwa późniejszego podwójnego profesora literaturoznawstwa i językoznawstwa oraz prasoznawcy z zaznaczonymi ingerencjami cenzury nie tylko oficjalnej, ale i redakcyjnej. Czy znacie, Drodzy Czytelnicy, podobne publikacje wydane w ostatnich latach? Oczywiście dawne cięcia cenzorskie zaznaczone w książce nie są obecnie żadną sensacją i nie powinny skupiać wyłącznej uwagi odbiorcy. Istota sprawy leży bowiem w systemie przemyśleń dawnego współpracownika „Studenta”, „Życia Literackiego”, poety, filologa i rusycysty. Dlatego warto w pełni przyswoić sobie publikację wydawnictwa „Areus”, a nie tylko koncentrować się na fragmentach ongiś wyciętych, a dziś zaznaczonych w tejże pracy kursywą. Nie przytaczam zresztą żadnych przykładów, gdyż nie ma się już czym ekscytować (dodając informację, iż są to niekiedy obszerne akapity, a nie jakieś szczególne wyrazy, nazwiska, tytuły). Idzie zatem o zrozumienie mechanizmów, o które omawia W. Kajtoch.

Autor książki okazał się na tyle uparty i konsekwentny w swych młodzieńczych poglądach na literaturę, że postanowił w XXI wieku wrócić do materiałów zachowanych w „starym segregatorze” i zademonstrować przy okazji, jak w latach określonych w tytule działała realna cenzura, nie tylko państwowa, lecz także środowiskowa. Nie mamy zatem aktualnie modnego (i koniunkturalnego) uderzenia w dawny urząd cenzorski, czyli Główny Urząd Kontroli Publikacji Prasy i Widowisk, ale pokazanie mechanizmów społecznych – krakowskich, warszawskich i innych – funkcjonujących w końcowym okresie PRL, a także obnażenie układów towarzyskich, zależności politycznych i rozmaitych animozji środowiskowych wśród osób kierujących teksty lub książki do druku. Pokazana jest również słabość systemu socjalistycznego – a to już dziś zagadnienie historyczne – który nie potrafił, a nawet nie chciał walczyć o ów socjalizm.

Wojciech Kajtoch był od początku swojej literaturoznawczej kariery bardzo skrupulatny: gromadził odrzucone i pokancerowane teksty, archiwizował to, co mu gdzieś odpowiedzialni za druk kwestionowali, oraz zachowywał swoje i ich listy „w tym temacie”. Dzięki temu mógł po latach otworzyć ów tytułowy „stary segregator”, wyciągnąć zeń szereg dawnych szkiców i pokazać, „jak to działało”. Po lekturze książki sądzę, iż autor – prezentując swe niegdysiejsze opinie, pokazując miejsca ingerencji panów redaktorów – ma prawo obecnie powiedzieć: a nie mówiłem?!

Już jako młody krytyk – krakowski uczeń i student filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego – miał W. Kajtoch wykrystalizowane poglądy i zachował je do tej pory. Można tak mniemać po latach, choćby na podstawie innych jego książek, np. wywiadu rzeki z Jadwigą Mizińską  „Zdążyć z prawdą...”. Pozostał wierny sobie. Rzec można, iż oscylują one wokół ideologii lewicowej i racjonalizmu, walki o prawdę nawet za cenę kłopotów życiowych. I to jest obiektywnie „dziwne i zaskakujące”, gdyż wielu jego kolegów ze środowiska naukowego i literackiego zdecydowało się wobec zmian politycznych lat 80., 90. i następnych „delikatnie” skorygować „kurs swojej kariery”. Kajtoch natomiast pozostał przy przekonaniach, które kształtowały go już w czasach licealnych, a potem studenckich. Nie ułatwiało mu to życia. Omawiana praca jest przykładem. Wtrącę, iż czyta się ją dobrze, a nawet z przejęciem, gdyż autor cytuje nie tylko dawne recenzje i omówienia, ale dzięki wkładanym między nie listom oraz obszernym przypisom współczesnym uwidocznia kontekst tamtych lat, uwikłania redakcji, redaktorów, ich grę z autorem oraz nieporadną politykę kulturalną państwa.

Składający się z kilku rozdziałów „Stary segregator” chronologicznie pokazuje recenzencko–krytyczną ścieżkę kariery przyszłego profesora. Zaczynał od współpracy z krakowskim tygodnikiem „Student”, popularnym wówczas wśród – tak to określmy – warstw wyższych ówczesnego studenctwa. Mamy późne lata 70. Kajtoch recenzuje prozę Władysława Terleckiego. Analiza dzieła wydaje się nad wyraz dojrzała, kolejne owoce współpracy ze „Studentem” są na równie na wysokim poziomie. Następny etap w karierze młodego polonisty to współpraca z krakowskim tygodnikiem „Życie Literackie”. „Oczywiście »Życie...« kroiło moje teksty, zdarzyło się, że Władysław Machejek prosił o dopisanie czegoś – ale tekst zamówiony i napisany był z reguły drukowany” – podaje W. Kajtoch. Jednym z nich była recenzja pozycji Jerzego Stefana Stawińskiego pt. „13 dni z życia emeryta. Dziennik Adama Bzowskiego”. W niej znajduję przekorny i celny prywatny „Alfabet Kajtocha”, świadectwo jego trwałej postawy. Przykład: „Inteligencja polska – jedyni nosiciele prawdy” – ironizuje autor. Tekst nie został w 1982 r. przyjęty do druku. W „Życiu Literackim” W. Kajtoch rozpoczyna także swoją przygodę z twórczością Stanisława Lema i w ogóle z fantastyką. Nie mam tu miejsca na rozwijanie wątku lemowskiego, ale na jeden cytat (zresztą z przypisu) sobie pozwolę: „»Obłok Magellana« z 1955 roku. (»Astronauci« w stopniu mniejszym) jest w skali międzynarodowej prekursorską zapowiedzią gatunku marksistowskiej utopii”.

Skoro mówimy o fantastyce, należy zaznaczyć, iż W. Kajtoch po latach stanie się najważniejszym z polskich komentatorów książek słynnych Rosjan – braci Arkadija i Borysa Strugackich. Żeby ich poznać i przygotować pracę o nich, wybrał się w latach 80. na roczne studia do Moskwy. W Rosji miał okazję spotkać się z jednym z braci i rozmawiać. Dalej W. Kajtoch omawia szeroko twórczość m.in. Teodora Parnickiego, Leopolda Buczkowskiego i S. Lema. Skomentuję to cytatem, który częściowo pomógł mi po latach wydobyć się z części kompleksów wynikających z niemożności rozgryzienia dużych fragmentów spuścizny tychże pisarzy. Po wielu upartych lekturach – np. „Tylko Beatrycze” Parnickiego, filozoficznych rozpraw Lema i niemal całej twórczości Buczkowskiego – poczułem się nieco lepiej, znajdując w druku sformułowanie o „»odejściu« wybitnych twórców w »swoją rzeczywistość«”. Tak ich oceniał W. Kajtoch.

Następnym etapem życiowym krytyka była współpraca z krakowskim „Pismem Artystyczno-Literackim”. Z tego okresu pochodzi ważkie, zamieszczone w „Segregatorze”, omówienie twórczości prof. Kazimierza Wyki z dziełem „Życie na niby. Pamiętnik po klęsce” na czele. Kilkadziesiąt stron dalej widzimy ciekawe zestawienie poglądów K. Wyki i Jana Kotta. Warto się w to wgryźć, bo praca Wyki jest naprawdę istotna, tyle tylko mogę zaznaczyć, choć podejrzewam, iż niewiele osób się na tę lekturę (Wyki i Kajtocha) zdecyduje. Podobnie jak zapewne mało kto zainteresuje się sprawozdaniem z sesji naukowej, która odbyła się w 1983 r. na UJ. Przeczytamy – co właśnie charakterystyczne dla zbioru „Ze starego segregatora” – dwie wersje tejże relacji, ponieważ pierwsza nie została przez redakcję wydrukowana. Przytaczam z niej cytat pochodzący ze współczesnego przypisu Kajtocha, który pokazuje odmienność swego myślenia wobec trendów obowiązujących w tzw. głównym nurcie wielu środowisk (zwykle był to nurt prokościelny i/lub opozycyjny wobec władz państwowych): „Słuchając obrad sesji, zobaczyłem, jak naukowcy z polonistyki UJ, moje dotychczasowe autorytety, potrafią pleść duby smalone, żeby tylko »komunie dokopać«, głoszą różne »herezje«, nie zawracając sobie głowy ich udowadnianiem. Dla młodego człowieka, uznającego najwyższy autorytet nauki, było to ciężkie przeżycie”. W. Kajtoch wymienia nazwiska profesorów, tytuły referatów, omawia je, można zatem dowiedzieć się, o kim mowa.

Po pracy dla „PL-A” była jeszcze próba powrotu do „Studenta”, wspomniana już wyprawa stypendialna do Moskwy, krótka współpraca „Argumentami” i „Tu i Teraz”, omówienie tzw. rewolucji w polskiej młodej prozie (Siejak, Anderman, Sołtysik, Drzeżdżon). W profesorskiej książce znajdziemy, poza tekstami drukowanymi w latach 1976-1989, aż 14 takich, których wtedy nie opublikowano, niektóre mamy więc okazję poznać je po raz pierwszy. Czytałem z uwagą, oczywiście różną, w zależności od stopnia zainteresowania recenzowaną pozycją, jej autorem lub tematyką. Ubawiła mnie wręcz odpowiedź prof. Kajtocha na „Ankietę Andrzeja Śnioszka” pytającego o modernizm i postmodernizm w literaturze XX wieku: „Dla mnie »modernizm« to nurt artystyczny i literacki rozwijający się w okresie »Młodej Polski«, czyli mniej więcej w latach 1890-1918, a postmodernizm to sztucznie zaimplementowana z Zachodu moda niemająca zbyt dużej wartości”. Dziś modnie jest mówić – ni z gruchy ni z pietruchy – o modernizmie w każdej nieomal dziedzinie twórczości, w architekturze etc. Nie wiem, skąd się to bierze. Pamiętam za to ze szkoły średniej, iż modernizm był właśnie tym, co określa W. Kajtoch. Jaka to radość, że ktoś jeszcze w tym kraju myśli podobnie...

Sumując: dostrzegłem wiele problemów i poglądów wspólnych, łączących mnie z krakowskim  twórcą, jak choćby kwestia tzw. komunizmu, którego wszak nie było w Polsce Ludowej, myślenia o ówczesnej opozycji i jej wydawnictwach literackich (są w książce ciekawe akapity dotyczące finansowania druków podziemnych, sponsorowanych przez „mecenat »dolarowo–kościelny«” i tych „nadziemnych”), a także refleksje na temat postaw postaci świata nauki i sztuki. W. Kajtoch w latach 80. naiwnie walczy jeszcze o socjalizm w krytyce literackiej, zatem myśli i pisze w tym duchu, co – zaskakująco – spotyka się „ze swoistą cenzurą redakcyjną, która (...) z pietyzmem usuwa »zbyt propaństwowe« fragmenty”. W tekście dla „Argumentów” z listopada 1986 roku pt. „O polityce, krytyce i pieniądzach” formułuje zdanie, jak się okazało prorocze, „W niedalekiej przyszłości w ogóle może zabraknąć krytyków marksistowskich”. A przecież tzw. środowisku właśnie o to chodziło...

Prof. Wojciech Kajtoch w „Posłowiu po latach” tak komentuje odrzucanie jego tekstów, skracanie ich czy przerabianie: „Wykazałem się kiedyś wielką naiwnością, sądząc, że mam prawo do własnego głosu, że jak wejdę między wrony, to nie będę musiał krakać jak one. W rezultacie pozostałem samotny, bo śpiewu w chórze wciąż nie mogę się nauczyć...”. I dalej ciągnie:: „Domagałem się szczerości, walki z otwartą przyłbicą, udowadniania swych stwierdzeń, unikania idiotycznej irracjonalnej propagandy, zachęcając do samodzielności w myśleniu i naukowej uczciwości”. Mowa tu o latach 80. XX wieku, okresie walk politycznych na wielu frontach, a więc również w literaturze i nauce. W rezultacie przyszły naukowiec, siedząc okrakiem na barykadzie, narażał się obu stronom konfliktu, „swoim” i „tamtym”. „A ja po prostu chciałem być krytykiem literackim oraz polonistą” – stwierdza współcześnie. To się ongiś nie udało. Ale per saldo jednak „wyszło na moje”, może chyba dzisiaj ocenić profesor W. Kajtoch. Dlatego nie bez złośliwości puentuje: „A książkę tę chciałbym zadedykować wszystkim tym, którzy w latach osiemdziesiątych trzęśli krakowską, ujotowską polonistyką i literackim środowiskiem, tudzież tym, co pod koniec dekady objęli władzę w IBL-u. Jeśli jeszcze nie umarli, mam dla nich przykrą nowinę” »Żyję i wciąż tworzę. Nie wyszło, misiaczki, nie wyszło«”.

Eugeniusz Kurzawa

______________ 

Wojciech Kajtoch, „Ze starego segregatora. Szkice i eseje z lat 1976-1989”. Wydawnictwo „Areus”, Kraków 2026.

 

 

Plakat

 

Plakat

 

Plakat

 

Plakat