Nowości książkowe

  

Plakat

Jolanta Hildebrandt Mazurek 

Urodziła się w Polsce, jednak większość życia spędziła w Australii. Ukończyła studia na Wydziale Archeologii na The Sydney University, następnie podjęła studia magisterskie na Wydziale Szkolnictwa i Edukacji. 

W  twórczości poetka łączy doświadczenia obu kultur, polskiej i australijskiej, a jej poezja zyskała uznanie krytyków za subtelną grę językową i głęboką refleksję nad naturą człowieka, jego miejscem w świecie, samotnością oraz przemijaniem.

Jej twórczość jest w przygotowaniu do publikacji na Wydziale Filologii Uniwersytetu w Łodzi. Poetka jest też aktywną członkinią australijskiego klubu poetyckiego Poetralia, w ramach którego prezentowała swoje wiersze na spotkaniach literackich, programach radia SBS i festiwalach poetyckich, zdobywając sympatię słuchaczy i publiczności.

 

Emigracja

 

na szarym warszawskim peronie

dworca kolejowego

 

już drżąca z tęsknoty

wstydliwie ocierasz łzy

w nich cały mój strach

myśl niepojęta że to nie sen

 

z turkotem kół

kłębuszek matczynej miłości

coraz mniejszy

już nie możesz usłyszeć

moich słów

 

będę pisała

mamo

nie wiedziałam

że umiesz płakać

 

 

Christmas Jazz albo bożonarodzeniowa kantyczka

 

Ocieram pot z czoła

nad makowcem lata pszczoła

wigilijne zapachy w nieznośnym upale

przed domami

plastikowe krasnale

 

To jest bez sensu

gdzie jest Australia

gdzie Polska

matka święta

ojczyzna boska

 

Po co to wszystko

tradycja niepokoi

topiąc się od upału

plastikowa choinka

w tym upale stoi

 

Za oknem

drzewa kwiatem oprószone

śpiewem cykad roztańczone

eukaliptus tereticornis

jakby zaklęcie

w świąteczno-nowoczesnym

australijskim zamęcie

 

Eukaliptusowe płatki udają śnieg

wirują w dół drzewa

nucę polskie kolędy 

tu gdzie zielone liście

trącają nabrzmiałe od słońca

gum–nutowe kiście

to tu jest śmieszne

 

Świat do góry nogami księżyca

wsłuchana w serc bicia

czy to nostalgia

pociąga smyczkiem

nie to cykad muzykowanie

świąteczny koncert

Christmas jazz

pod Krzyżem Południa

w upalną noc

w ten niezwykły czas

 

 

Uliczka

 

niebiesko-zielona

paruje olejkiem eukaliptusowego bezładu

na jej końcu dom

mój dom

skąpany w cykaniu ośmielonych gorącem owadów

cyt tak cyt cyt tak tak cyt

 

taniec godowy leśnych istot

szelest złotych skrzydeł na niby

miliony iskier w zachodzącym słońcu

czas nieprawdziwy

 

podniebne białe latawce kakadu

łapią resztki brzoskwiniowego światła

wrzeszcząc układają na niebie pasjanse

 

jeżeli ktoś kiedyś przyjedzie do mnie z Warszawy

chociaż koła tu pod oknem nie turkoczą

spróbuję go przekonać uliczką z eukaliptusową mocą

 

i tymi ptakami

i tymi owadami

 

  

Babcia mi mówiła

 

Polak rodzi się patriotą

dlatego tęsknię

smutno tęsknię

zamykam się w sobie

wiem że cierpimy obie

 

Tęsknotą gdzie wiatr mieszka

nieznane drzewa trawy niebo i starość

obce ptaki i tylko polskie słowa

nadają im tożsamość

 

Obrazy zamazane troską

kim teraz jestem

czym jesteś dla mnie Polsko

 

Tu słońce praży tęsknota boli

bycie Polką to ponad siły

ciężar noszenia symboli

 

Bronię się

nowego słuchaniem

nowego patrzeniem

 

Na górze mapy

na północ wolno palcem

piętnaście tysięcy kilometrów

obok pies w koszyku chrapie

a tam już Polska

 

 

Pantomima na Antypodach

 

Tańczące witraże cieni

wino na stole szept

jeszcze niemiłosny żart

nie slogan

 

Ogłupiała z tej miłości

jednym oddechem

pochłaniam twoje słowa

a one jak chleb jak woda

bo kocham takim właśnie kochaniem

 

Tu i teraz na Antypodach

kielich wina ci podam

we wrzaskliwie upalną noc

z cykadami w buszu

 

w samotności

w obcości

w ciszy

 

Czy wiesz że nic nas już

nie może wytłumaczyć

nawet wirująca na wietrze firanka

czy księżycowa upalna noc

wiatr który miał tę świecę zgasić

 

Zasyczał złowieszczo knot

z nadmiaru łez i trosk

pantomima cieni na ścianie

nasz ostatni taniec

 

 

Podróżniczka

 

Stoję

a nadal idę dumnie

po moc z kamienia

gdzie dusza mieszka

gdzie nie ma nadmiaru

i samotności w tłumie

 

Idę już jestem

podróżniczką każdego dnia

z pięknem w tajemniczości

doświadczeniem schowanym

w snach

 

Dotykam już dotknięte

przestrzeń zablokowana

więc oduczam się siebie

kontroli świata

i boga w niebie

 

Wzięte

a jednak sięgam

groteskowe męstwo           

nadmiar rodzi deficyt

po co szukać

i ciągle sięgać po nowe

 

  

Plakat

Elżbieta (Ela) Chylewska 

Szczecinianka. Od wielu lat zamieszkała w Sydney/Australia. Bibliotekarka, poetka, propagatorka kultury polskiej na antypodach.

Członkini Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie w Londynie oraz grupy poetyckiej Poetralia w Sydney.

Autorka trzech tomów poetyckich: „Apetyt na raj”, „Za bramą raju” i „Pod skrzydłami”. Swoje wiersze publikuje w czasopismach, antologiach oraz na portalach internetowych.

Od ponad 20 lat jest aktorką Teatru Fantazja w Sydney. Współpracuje z polską sekcją radia SBS (Special Broadcasting Service) w Sydney i z radio Express, The Australian-Polish Magazine.

 

 

australia

 

cień kangura

powolny

jak oddech ziemi

 

liść eukaliptusa odbija

promienie

światło wpada

między skały

między pióra

ptaka

aż po horyzont

 

 

* * *

 

podziwiam cień kangura

powolny jak oddech ziemi

 

podziwiam

liście eukaliptusa

ich medyczną moc

 

podziwiam

drganie promieni światła

 

między skałami

między piórami wołoszka

 

 

podziwiam

ciebie Australio

aż po horyzont

moich myśli

 

  

aborygeni

 

w nadziei

na pojednanie

aborygeni palili

liście eukaliptusa

 

rytualne słowa

wyrywali

z rozpalonych

do czerwoności serc

 

popiołem zasypywali

czarne blizny

historii

 

 

Cape York

 

na dalekiej północy

dzikiego kontynentu

nie strzyka w kościach

zawroty głowy

pojawiają się jedynie

na widok spektakularnych

krajobrazów

niedogodności namiotu

zmieniają się w

w codzienną gimnastykę

ciało wita

pierwsze promienie dnia

w pozycji czworonożnego

ssaka

i wyje z zachwytu

 

 

modlitwa

 

w leśnym kościele

modlą się ptaki

o wolność

o soczyste dżdżownice

o to by nie wyrąbali drzew

żeby nie natknąć się na

człowieka

 

 

bumerang

 

łatwo rzucać słowa na wiatr

puszczać jak bumerang

nie czekać powrotu

większość i tak

nie wraca

wraca

ból

któremu

bezmyślnie

rzucone słowa

ostro przecinają

niewinne powietrze

zmieszane do utraty tchu

 

 

wielkanoc

 

w dalekiej Australii

wnuki malują pisanki

biedronka w czerwonej sukience

dwie tęcze

gałązki zielonych liści

kwiaty

tyle życzeń w owalnych obrazkach

nadzieja

pokój

szczęście

moc dobra baranka

 

 

piąta rano

 

stoję w oknie

szare komórki

nabierają kolorów

kwitnącej jakarandy

jej kwiat

spadający na głowę

to szczęście

 

idę na spacer

 

drzewo

 

unosisz wysoko gałęzie

nie chcesz ranić

kwiatów

każdej wiosny

rozkwitają bezpiecznie

u twoich stóp

 

 

  

Plakat

Eliza A. Falkiewicz 

Poetka, pieśniarka, autorka tekstów, melodii, programów poetycko-muzycznych oraz recenzji teatralnych.

Emigrantka okresu Solidarności. Pisze „od zawsze”, a wydaje od 2018 roku. Pomysłodawczyni i współzałożycielka klubu poetów POETRALIA. Członkini Stowarzyszenia Autorów Polskich O/ II Warszawa.

Aktorka Teatru Fantazja. Absolwentka Uniwersytetów Warszawskiego i Sydnejskiego. Zbiory poezji: Lekcje Miłości (WFW), Jestem kobietą i Kołysanka dla Mamy (Anagram). W przygotowaniu polsko–angielski zbiór Między światami w tłumaczeniu autorki.

W Australii publikowała w „Expressie”, „Tygodniku Polskim” i „Pulsie Polonii”. W Polsce w Antologiach: Metafora Współczesności; Granica, Pamięć (SAP); Wędrujące Pióra (Literary Waves Publishing); Peron Literacki. Jej esej  o poezji ukazał się w książce „Poezja to Nomadka” (Anagram, 2022).

Od 2013 współpracownik literacki waszyngtońskiego Ambassador Theater ICC. W latach 2014-2016 autorka recenzji teatralnych dla DCMetroTheatreArts.

 

Eliza A. Falkiewicz

 

Dwie ojczyzny

 

Wędruję

z półkuli na półkulę

rok w rok nieustannie

pod butem tęsknoty.

Gdziekolwiek podążam

przenoszę was w sobie

choć to wy matkami

a ja waszym dzieckiem.

 

Słyszę

szum Bałtyku

tasmańskiego morza

brodząc w wodzie

spoglądam pod nogi.

Odbicie stóp na brzegu

tak samo zanika

z drobnego piasku

Złotych plaż

 

Czuję

zapach bukietu

ze bzu i frangipani

jak wiosna i jesień

jednocześnie dane.

Splecione ze sobą

jak dwie wasze mowy

które jednym językiem

stały się po latach.

 

Widzę

burego zająca na ziemi

mych dziadków,

który jak kangur zastyga

i unosi głowę.

Brzuchate kukabury

w pościgu za myszą

niczym kot Filemon

z mojej pierwszej bajki.

 

Myślę o Was z wdzięcznością

i tak pozostanie

jedną stałyście się

ojczystą przystanią.

 

Tylko groby przodków

w pierwszej mojej ziemi

na zawsze zostaną.

 

 

Między światami

 

dzika pora życia

omija zimy

i przedłuża lata

 

o wiosnę nie dba

martwiąc się na zapas

czy zdąży zobaczyć

złotą polską jesień

 

jedną nogą w deszczu

drugą w piasku plaży

o dziwnych godzinach

śniąca w samolotach

 

czasami przysiada

na bezpańskiej chmurze

skarżąc się wiatrowi

na cygański żywot

 

  

Krzesła po Babci

 

Na dwóch kontynentach przyszło mi żyć

Przy dwóch stołach jeść na dwóch łóżkach śnić

 

Tam gdzie mnie nie ma i zamknięte drzwi

Życie trwa dalej tylko sąsiad śpi

 

W warszawskiej szafie plotkują ubrania 

Marząc o ciałach i zapachu prania

 

Szczotki do zębów pogodzone z losem

Dziwią się paście zbuntowanej w proszek

 

A mydło bez przerwy ze złości się pieni

Tyłem odwrócone do smutnych grzebieni

 

Jedynie krzesła po babci szczęśliwe

Od trzech pokoleń w tej samej rodzinie

 

Inne w tułaczce po antykwariatach

A one wdzięczne czekają do lata

 

  

Powrót

 

Bzy moje, gdzie wasze kwiaty?

 

Spóźniłaś się kochana

pękając od soków

mdlejąc od swej woni

płatki z nas opadły              

spalone przez słońce

 

Choć suche – jesteśmy

by powiedzieć witaj

jak w dzień twych narodzin

gdy kwilenie z okna

każdy listek słyszał

 

Wiesz przecież jak bardzo

czekamy na ciebie

modląc się by granic

nie zamknięto nagle

udało się! jesteś!

 

Znów tańczą firanki

w uśmiechniętych oknach

czajnik w kuchni śpiewa

w rytm piosenki z radia

kurz wiruje w kątach

 

A ty znowu w oknie

napawasz się wonią

swojego dzieciństwa

 

 

Piąta pora roku

 

jak ja nie do pary

ciągle pomiędzy z naturą na bakier

gości się we mnie nie bacząc na aurę

mrozi w pełnym słońcu w deszczu ogniem pali

 

lżej mi z nią teraz kiedy świat zwariował

i ziemia powoli poddaje się w bólach

tęskniąc razem ze mną za prawdziwym latem

za wiosenną wiosną za dzieciństwa rajem

  

 

Wojna 

 

Wojnę znam – z rodzinnych opowieści

z historii, cmentarzy wojennych

muzeów, filmów, wierszy Baczyńskiego

Wojnę znam – była na mej ziemi

 

Przeklęta ciągle gdzieś zabija

wpisana w życie wybucha na nowo

jak łzy bezradności

 

stary wróg się zbliża

śmierć i strach na ziemi sąsiada

wojnę czuję  w każdej tkance ciała

 

 

Oaza nie-pokoju

 

w cieniu drzewa jak kot się rozciągam 

powoli ospale  z szacunkiem dla chwili

oczami sennymi zamykam przestworza

życia śmierci szczęścia rozpaczy

pokoju i wojny

 

muszę udawać że uszy nie słyszą

oczy nie widzą pamięć nie pamięta

że ziemia obok mojej wyje głosem matek

płacze głosem dzieci świszczy głosem kul

pali ogniem wstydu

 

  

Po mojej stronie

 

Podszyte głodem haftowane strachem

zabarwione krwią i utkane z kul

Zielone granice żelazne kurtyny

trzymają porządek i zadają ból

 

Po mojej stronie spokojnie i cicho

ciasto i pachnący bez

W gardle ściska między kęsami

kiedy w oczy wchodzą twarze pełne łez

 

 

Poeci

 

między nocą a dniem

duszą i ciałem

niebem i ziemią

piekłem i rajem

 

między myślą a słowem

głową i sercem

kłamstwem i prawdą

śmiercią i życiem

między wierszami

ukryci

 

 

Rzadko piszę o radości

 

nie powala mnie z nóg

nie przykuwa do krzesła

nie zalewa ciszą

 

przylatuje z furkotem

daje mi skrzydła

i porywa chichocząc

 

i jak tu skoncentrować się na słowach

gdy mnie tarmosi i łaskocze

 

  

Czas na odpoczynek

 

Poezjo duszo moja czas na odpoczynek

pierwsza gwiazda sama poemat napisze

lampki na  choince chórem z kukaburą      

wyśpiewają stare świąteczne kantyczki

 

nadejdzie tęsknota za zimą dzieciństwa 

czułością spojrzeń przy rodzinnym stole

przywoła wspomnienia zamilknie wraz z nocą

by wysłuchać wierszy spisanych przed laty

 

  

Plakat

Anna Buchalska

Urodziła się 1985 roku w Kutnie, gdzie nadal mieszka. Z wykształcenia jest dyplomowaną masażystką.

W roku 2008 wydała debiutancki tomik poezji „Ścieżką przez szarość” recenzowany m. in. przez Redakcję Kwartalnika „Kozirynek”. W roku 2011 wydała tomik poezji „Klucz”, zaś w roku 2013 wydała tomik poezji „Łzy. Łezki. Arabeski”, a w roku 2016 czwarty tomik poetycki: „Szeptem”. Jej utwory były publikowane w albumach poetyckich: „Bezsenność nocy czerwcowych”, „W kadrach poezji... myśli zebrane”, „Wigilijne pojednanie”, „Szeptem o miłości”.

Miesięcznikach: „Nasz Dom Rzeszów”, „Gazeta Kulturalna”, „Libertas”.

Kwartalnikach: „Kozirynek”, „Nadwisłocze”, „Kwartalnik”, „Nestor”, „Variart”, „Mole” w almanachach poetyckich Stowarzyszenia Literackiego „Witryna” – „Spojrzenia 4”, „Spojrzenia 5”, „Spojrzenia 6”, almanachach pokonkursowych „Wrzeciono 2009”, „Wrzeciono 2010” „Wrzeciono 2012”, „Wrzeciono 2014” i „Wrzeciono 2016”, a także w antologii „Poetyckie Powidoki” i „Metafory Współczesności”.

Jej wiersze były również tłumaczone na język słowacki i publikowane w słowackim magazynie dla młodzieży „Dotyky”. W roku 2009, 2012, 2014 i 2016 otrzymała wyróżnienie, a w roku 2010 I nagrodę w Międzynarodowych Spotkaniach Poetów w Nowej Sarzynie. W 2016 roku w Kutnie w ramach XII Złotego Środka Poezji, zdobyła wyróżnienie w X Otwartym Konkursie Jednego Wiersza im. Pawła Bartłomieja Gruca.

Fot. autorki: https://www.facebook.com/anna.buchalska

 

  

Anna Buchalska

umiłowanie poezji

 

rozkładam ramiona łaknąc

skrzydlatej poezji

Wiecznie zakochana stoję w nędznych szatach

Rozkładam ramiona wydychając

Poezję o złamanym skrzydle

Wiecznie zakochana stoję w nędzy nagości

 

istnienie

 

kiedy wena budzi pragnienie dłoni

korona spada z głowy

staję się ćmą

co szamocze się za białą firanką w nocnym tle

przy oknie ubogim w klamki

rodzi się istnienie

Kiedy wena przestaje majaczyć pod kopułą pomyślunku

staję na koronie górskiego grzbietu

staję się szaleńcem rozkładającym ramiona

wolność syta w okna pełne klamek

umiera istnienie

 

  

Plakat

Bronek z Obidzy Kozieński

Urodził się w 1963 roku w Obidzy, pracuje w budownictwie, z zamiłowania – poeta. Pierwsze wiersze powstały w 2007 roku. Publikowane są w prasie lokalnej i ogólnopolskiej oraz na poetyckich portalach internetowych. Laureat konkursów poetyckich. Jego twórczość obejmuje głównie tematykę górską, ale nie brak w niej również rozważań na temat życia i człowieka. 

 

Fot. autora: https://www.facebook.com/bronek.kozienski

 

  

Bronek z Obidzy Kozieński

„Wesele” 2020

 

Choć miałeś kiedyś złoty róg.

Powoli ci go zabierają,

bo sam sprzedajesz go za sznur

i maskę, co ci zakładają.

 

Po ustach przyjdzie czas na resztę.

Taki niewinni psi kaganiec,

bo w końcu jesteś czyimś pieskiem

i sam się na to godzisz chamie.

 

Co pozostawisz synom córkom.

Marny poddańczy niewolniku,

gdy kiedyś ujrzą cię ze sznurkiem

pod historyczną szubienicą.

 

Pod nią, bo nie ty będziesz wisiał,

lecz ciągle klęczał u stóp pana,

co czapkę z piór ci przyobiecał,

aby dopełnić obraz chama.

 

Na połoninie palą się trawy

 

Wiesz jak podpalić, by nie zgasło?

Nie zapalniczką. Karabinem.

Grzmotnąć, tak jakby piorun trzasnął.

Tak masz podpalić połoninę.

 

By się przebudził Anioł Pański.

Kudłaty niedźwiedź nad Wetliną.

Przewrócił w grobie duch pohańca.

Tak ma się palić połonina.

 

Powtórz mi teraz, co gadałem.

Zaczekaj trawa to nie zając.

Polej mi brachu pełną szklanę.

Polej, bo karczmę zamykają.

 

Nazywam się Wuhan

 

Wierzę, że kiedyś mi wybaczą.

Lepszą wystawią ocenę,

wszyscy, co dzisiaj w rozpaczy,

że ocaliłem im ziemię.

 

Wiem, że ci trudno uwierzyć,

lecz może gdybym nie przyszedł,

już jutro wybuchłaby wojna.

Ludzie przestaliby słyszeć.

 

Tak! Jestem krzykiem tej ziemi,

jej oceanów powietrza

proszącym o przebaczenie:

Gdy nazywacie mnie śmiercią.

 

  

Plakat

Stefan Michał Żarów

Poeta, animator kultury, publicysta, eseista i krytyk literacki, współtwórca i wiceprezes Mieleckiego Towarzystwa Literackiego, były długoletni wiceprezes Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury w Rzeszowie. W dniu 17 września 2019 r. decyzją Prezydium Zarządu Głównego ZLP przyjęty w poczet członków Związku.

Wiersze i artykuły publikuje w prasie krajowej i zagranicznej, na portalach poetyckich, wydawnictwach zwartych, rocznikach historycznych i uniwersyteckich, wydawnictwach elektronicznych, w tym: Poezja dzisiaj, Akant, Własnym Głosem, Biały Orzeł, Semper Fidelis, Podkarpacka Historia, Nasz Dom Rzeszów, Zeszyty Wiejskie UŁ, Rocznik Historyczny MRL, Kamerton, Barbizon Wiśniowski, Nadwisłocze.

Debiut prasowy wierszem Nokturn w 1984 roku. Wcześniejsze publikacje bezdebitowe.

Autor zbiorów poezji: Spotkania w rejsie (2001), Na krawędziach rozciągłości (2005), na Styku cieni (2016), Itaka Odyseusza (2016), na Skraju podróży (2017), Inez (2018), Kurtyna kolorowych szkieł (2018) oraz książki Podkarpackie Ślady Pegaza – eseje, recenzje i omówienia, z kart historii (2019).

Brał udział w ponad 50. antologiach, almanachach i albumach.

 

 

Stefan Michał Żarów

wypadki wczesnowiosenne roku 2020

 

rozmawiam z doktorem Bernardem Rieux

wspominamy pierwsze oznaki

tego co miało przyjść później

To co się zdarzyło

 

polemika skraca czas

płynne przekracza Rubikon

 

wzrastają liście

wiosnę pokrywa przebudzenie kosa

 

Oran był miastem bez podejrzeń

na wskroś nowoczesnym

takim jak nasze miasta

 

obydwaj wystrzegamy się drobiazgowości

szczury a nietoperze

wyjątek stanowił brak szerokopasmowego internetu

taki szczegół

obecnie istotny w okresie pandemii

 

Rzeszów 2020 

 

mostek w Giverny

 

zachód słońca
kładzie purpurę na nenufarach
płonie wodna tafla
bieli
różu 
kremu

dojrzałe ginkgo i owoce japońskich drzewek

pokrywają nieboskłon

irysy
tuberozy
róże 

pomieszkują na blejtramach paletą barw

wędrują strzeliste topole

okalające dotąd nurt rzeki Epte

lato kładzie cienie nadchodzącej jesieni

Monet odsłoniwszy świat wodnych dywanów 
kreuje mistrzowskie impresje

 

Normandia - Giverny 2019 

 

  

Plakat

Dariusz Pawlicki

Urodzony w 1961 roku eseista (cztery zbiory: Chwile Miejsca Nastroje, Zauważenia, Fragmentaria, Przypomnienia.10 esejów & szkiców), poeta (kilka tomików m. in. Haiku, 48 wierszy), autor książki dla dzieci (Bibikin w drodze do Kamienia Życia); teksty publikował/publikuje np. w „Borussii”, „Krytyce Literackiej”, „Pisarzach.pl”, „POEZJI dzisiaj”, „Twórczości”; prowadzi warsztaty literackie, wygłasza prelekcje dotyczące kultury; absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego (Bibliotekoznawstwo i Informacja Naukowa); należy do Związku Literatów Polskich; emocjonalnie i rodzinnie związany z Suwalszczyzną.

 

 

Dariusz Pawlicki

Pogodzenie

 

Jętka jednodniówka

Umierając z pierwszymi ciemnościami

Tłumaczy sobie że nie ma czego żałować

Skoro Świat cały też

Istnieć przestaje

 

* * *

 

Przed wejściem do banku

Leży martwy ptak

 

Zimny wiatr

Przelicza jego pióra

 

Samobójstwo

Albo zawał

 

W tym miejscu nic innego

Nie przychodzi mi do głowy

  

Nie...

 

Nad grobem Ignacego Herbszta

Mego pradziadka posadzono lipę

Jako że na chleb zarabiał strugając

Z drewna lipowego i olchowego drewniaki

W krainie głazów i pagórków polodowcowych

Zwano je klompiami

Był w tym bardzo dobry – jako jeden z niewielu

Wykonywał je również na dziecięce stopy

Dzieła swych rąk sprzedawał na jarmarkach

 

Nie, mój pradziadek nie był lekarzem

Nie był też prawnikiem ani ziemianinem…