Jolanta Hildebrandt Mazurek
Urodziła się w Polsce, jednak większość życia spędziła w Australii. Ukończyła studia na Wydziale Archeologii na The Sydney University, następnie podjęła studia magisterskie na Wydziale Szkolnictwa i Edukacji.
W twórczości poetka łączy doświadczenia obu kultur, polskiej i australijskiej, a jej poezja zyskała uznanie krytyków za subtelną grę językową i głęboką refleksję nad naturą człowieka, jego miejscem w świecie, samotnością oraz przemijaniem.
Jej twórczość jest w przygotowaniu do publikacji na Wydziale Filologii Uniwersytetu w Łodzi. Poetka jest też aktywną członkinią australijskiego klubu poetyckiego Poetralia, w ramach którego prezentowała swoje wiersze na spotkaniach literackich, programach radia SBS i festiwalach poetyckich, zdobywając sympatię słuchaczy i publiczności.
Emigracja
na szarym warszawskim peronie
dworca kolejowego
już drżąca z tęsknoty
wstydliwie ocierasz łzy
w nich cały mój strach
myśl niepojęta że to nie sen
z turkotem kół
kłębuszek matczynej miłości
coraz mniejszy
już nie możesz usłyszeć
moich słów
będę pisała
mamo
nie wiedziałam
że umiesz płakać
Christmas Jazz albo bożonarodzeniowa kantyczka
Ocieram pot z czoła
nad makowcem lata pszczoła
wigilijne zapachy w nieznośnym upale
przed domami
plastikowe krasnale
To jest bez sensu
gdzie jest Australia
gdzie Polska
matka święta
ojczyzna boska
Po co to wszystko
tradycja niepokoi
topiąc się od upału
plastikowa choinka
w tym upale stoi
Za oknem
drzewa kwiatem oprószone
śpiewem cykad roztańczone
eukaliptus tereticornis
jakby zaklęcie
w świąteczno-nowoczesnym
australijskim zamęcie
Eukaliptusowe płatki udają śnieg
wirują w dół drzewa
nucę polskie kolędy
tu gdzie zielone liście
trącają nabrzmiałe od słońca
gum–nutowe kiście
to tu jest śmieszne
Świat do góry nogami księżyca
wsłuchana w serc bicia
czy to nostalgia
pociąga smyczkiem
nie to cykad muzykowanie
świąteczny koncert
Christmas jazz
pod Krzyżem Południa
w upalną noc
w ten niezwykły czas
Uliczka
niebiesko-zielona
paruje olejkiem eukaliptusowego bezładu
na jej końcu dom
mój dom
skąpany w cykaniu ośmielonych gorącem owadów
cyt tak cyt cyt tak tak cyt
taniec godowy leśnych istot
szelest złotych skrzydeł na niby
miliony iskier w zachodzącym słońcu
czas nieprawdziwy
podniebne białe latawce kakadu
łapią resztki brzoskwiniowego światła
wrzeszcząc układają na niebie pasjanse
jeżeli ktoś kiedyś przyjedzie do mnie z Warszawy
chociaż koła tu pod oknem nie turkoczą
spróbuję go przekonać uliczką z eukaliptusową mocą
i tymi ptakami
i tymi owadami
Babcia mi mówiła
Polak rodzi się patriotą
dlatego tęsknię
smutno tęsknię
zamykam się w sobie
wiem że cierpimy obie
Tęsknotą gdzie wiatr mieszka
nieznane drzewa trawy niebo i starość
obce ptaki i tylko polskie słowa
nadają im tożsamość
Obrazy zamazane troską
kim teraz jestem
czym jesteś dla mnie Polsko
Tu słońce praży tęsknota boli
bycie Polką to ponad siły
ciężar noszenia symboli
Bronię się
nowego słuchaniem
nowego patrzeniem
Na górze mapy
na północ wolno palcem
piętnaście tysięcy kilometrów
obok pies w koszyku chrapie
a tam już Polska
Pantomima na Antypodach
Tańczące witraże cieni
wino na stole szept
jeszcze niemiłosny żart
nie slogan
Ogłupiała z tej miłości
jednym oddechem
pochłaniam twoje słowa
a one jak chleb jak woda
bo kocham takim właśnie kochaniem
Tu i teraz na Antypodach
kielich wina ci podam
we wrzaskliwie upalną noc
z cykadami w buszu
w samotności
w obcości
w ciszy
Czy wiesz że nic nas już
nie może wytłumaczyć
nawet wirująca na wietrze firanka
czy księżycowa upalna noc
wiatr który miał tę świecę zgasić
Zasyczał złowieszczo knot
z nadmiaru łez i trosk
pantomima cieni na ścianie
nasz ostatni taniec
Podróżniczka
Stoję
a nadal idę dumnie
po moc z kamienia
gdzie dusza mieszka
gdzie nie ma nadmiaru
i samotności w tłumie
Idę już jestem
podróżniczką każdego dnia
z pięknem w tajemniczości
doświadczeniem schowanym
w snach
Dotykam już dotknięte
przestrzeń zablokowana
więc oduczam się siebie
kontroli świata
i boga w niebie
Wzięte
a jednak sięgam
groteskowe męstwo
nadmiar rodzi deficyt
po co szukać
i ciągle sięgać po nowe
Elżbieta (Ela) Chylewska
Szczecinianka. Od wielu lat zamieszkała w Sydney/Australia. Bibliotekarka, poetka, propagatorka kultury polskiej na antypodach.
Członkini Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie w Londynie oraz grupy poetyckiej Poetralia w Sydney.
Autorka trzech tomów poetyckich: „Apetyt na raj”, „Za bramą raju” i „Pod skrzydłami”. Swoje wiersze publikuje w czasopismach, antologiach oraz na portalach internetowych.
Od ponad 20 lat jest aktorką Teatru Fantazja w Sydney. Współpracuje z polską sekcją radia SBS (Special Broadcasting Service) w Sydney i z radio Express, The Australian-Polish Magazine.
australia
cień kangura
powolny
jak oddech ziemi
liść eukaliptusa odbija
promienie
światło wpada
między skały
między pióra
ptaka
aż po horyzont
* * *
podziwiam cień kangura
powolny jak oddech ziemi
podziwiam
liście eukaliptusa
ich medyczną moc
podziwiam
drganie promieni światła
między skałami
między piórami wołoszka
podziwiam
ciebie Australio
aż po horyzont
moich myśli
aborygeni
w nadziei
na pojednanie
aborygeni palili
liście eukaliptusa
rytualne słowa
wyrywali
z rozpalonych
do czerwoności serc
popiołem zasypywali
czarne blizny
historii
Cape York
na dalekiej północy
dzikiego kontynentu
nie strzyka w kościach
zawroty głowy
pojawiają się jedynie
na widok spektakularnych
krajobrazów
niedogodności namiotu
zmieniają się w
w codzienną gimnastykę
ciało wita
pierwsze promienie dnia
w pozycji czworonożnego
ssaka
i wyje z zachwytu
modlitwa
w leśnym kościele
modlą się ptaki
o wolność
o soczyste dżdżownice
o to by nie wyrąbali drzew
żeby nie natknąć się na
człowieka
bumerang
łatwo rzucać słowa na wiatr
puszczać jak bumerang
nie czekać powrotu
większość i tak
nie wraca
wraca
ból
któremu
bezmyślnie
rzucone słowa
ostro przecinają
niewinne powietrze
zmieszane do utraty tchu
wielkanoc
w dalekiej Australii
wnuki malują pisanki
biedronka w czerwonej sukience
dwie tęcze
gałązki zielonych liści
kwiaty
tyle życzeń w owalnych obrazkach
nadzieja
pokój
szczęście
moc dobra baranka
piąta rano
stoję w oknie
szare komórki
nabierają kolorów
kwitnącej jakarandy
jej kwiat
spadający na głowę
to szczęście
idę na spacer
drzewo
unosisz wysoko gałęzie
nie chcesz ranić
kwiatów
każdej wiosny
rozkwitają bezpiecznie
u twoich stóp
Eliza A. Falkiewicz
Poetka, pieśniarka, autorka tekstów, melodii, programów poetycko-muzycznych oraz recenzji teatralnych.
Emigrantka okresu Solidarności. Pisze „od zawsze”, a wydaje od 2018 roku. Pomysłodawczyni i współzałożycielka klubu poetów POETRALIA. Członkini Stowarzyszenia Autorów Polskich O/ II Warszawa.
Aktorka Teatru Fantazja. Absolwentka Uniwersytetów Warszawskiego i Sydnejskiego. Zbiory poezji: Lekcje Miłości (WFW), Jestem kobietą i Kołysanka dla Mamy (Anagram). W przygotowaniu polsko–angielski zbiór Między światami w tłumaczeniu autorki.
W Australii publikowała w „Expressie”, „Tygodniku Polskim” i „Pulsie Polonii”. W Polsce w Antologiach: Metafora Współczesności; Granica, Pamięć (SAP); Wędrujące Pióra (Literary Waves Publishing); Peron Literacki. Jej esej o poezji ukazał się w książce „Poezja to Nomadka” (Anagram, 2022).
Od 2013 współpracownik literacki waszyngtońskiego Ambassador Theater ICC. W latach 2014-2016 autorka recenzji teatralnych dla DCMetroTheatreArts.
Eliza A. Falkiewicz
Dwie ojczyzny
Wędruję
z półkuli na półkulę
rok w rok nieustannie
pod butem tęsknoty.
Gdziekolwiek podążam
przenoszę was w sobie
choć to wy matkami
a ja waszym dzieckiem.
Słyszę
szum Bałtyku
tasmańskiego morza
brodząc w wodzie
spoglądam pod nogi.
Odbicie stóp na brzegu
tak samo zanika
z drobnego piasku
Złotych plaż
Czuję
zapach bukietu
ze bzu i frangipani
jak wiosna i jesień
jednocześnie dane.
Splecione ze sobą
jak dwie wasze mowy
które jednym językiem
stały się po latach.
Widzę
burego zająca na ziemi
mych dziadków,
który jak kangur zastyga
i unosi głowę.
Brzuchate kukabury
w pościgu za myszą
niczym kot Filemon
z mojej pierwszej bajki.
Myślę o Was z wdzięcznością
i tak pozostanie
jedną stałyście się
ojczystą przystanią.
Tylko groby przodków
w pierwszej mojej ziemi
na zawsze zostaną.
Między światami
dzika pora życia
omija zimy
i przedłuża lata
o wiosnę nie dba
martwiąc się na zapas
czy zdąży zobaczyć
złotą polską jesień
jedną nogą w deszczu
drugą w piasku plaży
o dziwnych godzinach
śniąca w samolotach
czasami przysiada
na bezpańskiej chmurze
skarżąc się wiatrowi
na cygański żywot
Krzesła po Babci
Na dwóch kontynentach przyszło mi żyć
Przy dwóch stołach jeść na dwóch łóżkach śnić
Tam gdzie mnie nie ma i zamknięte drzwi
Życie trwa dalej tylko sąsiad śpi
W warszawskiej szafie plotkują ubrania
Marząc o ciałach i zapachu prania
Szczotki do zębów pogodzone z losem
Dziwią się paście zbuntowanej w proszek
A mydło bez przerwy ze złości się pieni
Tyłem odwrócone do smutnych grzebieni
Jedynie krzesła po babci szczęśliwe
Od trzech pokoleń w tej samej rodzinie
Inne w tułaczce po antykwariatach
A one wdzięczne czekają do lata
Powrót
Bzy moje, gdzie wasze kwiaty?
Spóźniłaś się kochana
pękając od soków
mdlejąc od swej woni
płatki z nas opadły
spalone przez słońce
Choć suche – jesteśmy
by powiedzieć witaj
jak w dzień twych narodzin
gdy kwilenie z okna
każdy listek słyszał
Wiesz przecież jak bardzo
czekamy na ciebie
modląc się by granic
nie zamknięto nagle
udało się! jesteś!
Znów tańczą firanki
w uśmiechniętych oknach
czajnik w kuchni śpiewa
w rytm piosenki z radia
kurz wiruje w kątach
A ty znowu w oknie
napawasz się wonią
swojego dzieciństwa
Piąta pora roku
jak ja nie do pary
ciągle pomiędzy z naturą na bakier
gości się we mnie nie bacząc na aurę
mrozi w pełnym słońcu w deszczu ogniem pali
lżej mi z nią teraz kiedy świat zwariował
i ziemia powoli poddaje się w bólach
tęskniąc razem ze mną za prawdziwym latem
za wiosenną wiosną za dzieciństwa rajem
Wojna
Wojnę znam – z rodzinnych opowieści
z historii, cmentarzy wojennych
muzeów, filmów, wierszy Baczyńskiego
Wojnę znam – była na mej ziemi
Przeklęta ciągle gdzieś zabija
wpisana w życie wybucha na nowo
jak łzy bezradności
stary wróg się zbliża
śmierć i strach na ziemi sąsiada
wojnę czuję w każdej tkance ciała
Oaza nie-pokoju
w cieniu drzewa jak kot się rozciągam
powoli ospale z szacunkiem dla chwili
oczami sennymi zamykam przestworza
życia śmierci szczęścia rozpaczy
pokoju i wojny
muszę udawać że uszy nie słyszą
oczy nie widzą pamięć nie pamięta
że ziemia obok mojej wyje głosem matek
płacze głosem dzieci świszczy głosem kul
pali ogniem wstydu
Po mojej stronie
Podszyte głodem haftowane strachem
zabarwione krwią i utkane z kul
Zielone granice żelazne kurtyny
trzymają porządek i zadają ból
Po mojej stronie spokojnie i cicho
ciasto i pachnący bez
W gardle ściska między kęsami
kiedy w oczy wchodzą twarze pełne łez
Poeci
między nocą a dniem
duszą i ciałem
niebem i ziemią
piekłem i rajem
między myślą a słowem
głową i sercem
kłamstwem i prawdą
śmiercią i życiem
między wierszami
ukryci
Rzadko piszę o radości
nie powala mnie z nóg
nie przykuwa do krzesła
nie zalewa ciszą
przylatuje z furkotem
daje mi skrzydła
i porywa chichocząc
i jak tu skoncentrować się na słowach
gdy mnie tarmosi i łaskocze
Czas na odpoczynek
Poezjo duszo moja czas na odpoczynek
pierwsza gwiazda sama poemat napisze
lampki na choince chórem z kukaburą
wyśpiewają stare świąteczne kantyczki
nadejdzie tęsknota za zimą dzieciństwa
czułością spojrzeń przy rodzinnym stole
przywoła wspomnienia zamilknie wraz z nocą
by wysłuchać wierszy spisanych przed laty
Anna Buchalska
Urodziła się 1985 roku w Kutnie, gdzie nadal mieszka. Z wykształcenia jest dyplomowaną masażystką.
W roku 2008 wydała debiutancki tomik poezji „Ścieżką przez szarość” recenzowany m. in. przez Redakcję Kwartalnika „Kozirynek”. W roku 2011 wydała tomik poezji „Klucz”, zaś w roku 2013 wydała tomik poezji „Łzy. Łezki. Arabeski”, a w roku 2016 czwarty tomik poetycki: „Szeptem”. Jej utwory były publikowane w albumach poetyckich: „Bezsenność nocy czerwcowych”, „W kadrach poezji... myśli zebrane”, „Wigilijne pojednanie”, „Szeptem o miłości”.
Miesięcznikach: „Nasz Dom Rzeszów”, „Gazeta Kulturalna”, „Libertas”.
Kwartalnikach: „Kozirynek”, „Nadwisłocze”, „Kwartalnik”, „Nestor”, „Variart”, „Mole” w almanachach poetyckich Stowarzyszenia Literackiego „Witryna” – „Spojrzenia 4”, „Spojrzenia 5”, „Spojrzenia 6”, almanachach pokonkursowych „Wrzeciono 2009”, „Wrzeciono 2010” „Wrzeciono 2012”, „Wrzeciono 2014” i „Wrzeciono 2016”, a także w antologii „Poetyckie Powidoki” i „Metafory Współczesności”.
Jej wiersze były również tłumaczone na język słowacki i publikowane w słowackim magazynie dla młodzieży „Dotyky”. W roku 2009, 2012, 2014 i 2016 otrzymała wyróżnienie, a w roku 2010 I nagrodę w Międzynarodowych Spotkaniach Poetów w Nowej Sarzynie. W 2016 roku w Kutnie w ramach XII Złotego Środka Poezji, zdobyła wyróżnienie w X Otwartym Konkursie Jednego Wiersza im. Pawła Bartłomieja Gruca.
Fot. autorki: https://www.facebook.com/anna.buchalska
Anna Buchalska
umiłowanie poezji
rozkładam ramiona łaknąc
skrzydlatej poezji
Wiecznie zakochana stoję w nędznych szatach
Rozkładam ramiona wydychając
Poezję o złamanym skrzydle
Wiecznie zakochana stoję w nędzy nagości
istnienie
kiedy wena budzi pragnienie dłoni
korona spada z głowy
staję się ćmą
co szamocze się za białą firanką w nocnym tle
przy oknie ubogim w klamki
rodzi się istnienie
Kiedy wena przestaje majaczyć pod kopułą pomyślunku
staję na koronie górskiego grzbietu
staję się szaleńcem rozkładającym ramiona
wolność syta w okna pełne klamek
umiera istnienie
Bronek z Obidzy Kozieński
Urodził się w 1963 roku w Obidzy, pracuje w budownictwie, z zamiłowania – poeta. Pierwsze wiersze powstały w 2007 roku. Publikowane są w prasie lokalnej i ogólnopolskiej oraz na poetyckich portalach internetowych. Laureat konkursów poetyckich. Jego twórczość obejmuje głównie tematykę górską, ale nie brak w niej również rozważań na temat życia i człowieka.
Fot. autora: https://www.facebook.com/bronek.kozienski
Bronek z Obidzy Kozieński
„Wesele” 2020
Choć miałeś kiedyś złoty róg.
Powoli ci go zabierają,
bo sam sprzedajesz go za sznur
i maskę, co ci zakładają.
Po ustach przyjdzie czas na resztę.
Taki niewinni psi kaganiec,
bo w końcu jesteś czyimś pieskiem
i sam się na to godzisz chamie.
Co pozostawisz synom córkom.
Marny poddańczy niewolniku,
gdy kiedyś ujrzą cię ze sznurkiem
pod historyczną szubienicą.
Pod nią, bo nie ty będziesz wisiał,
lecz ciągle klęczał u stóp pana,
co czapkę z piór ci przyobiecał,
aby dopełnić obraz chama.
Na połoninie palą się trawy
Wiesz jak podpalić, by nie zgasło?
Nie zapalniczką. Karabinem.
Grzmotnąć, tak jakby piorun trzasnął.
Tak masz podpalić połoninę.
By się przebudził Anioł Pański.
Kudłaty niedźwiedź nad Wetliną.
Przewrócił w grobie duch pohańca.
Tak ma się palić połonina.
Powtórz mi teraz, co gadałem.
Zaczekaj trawa to nie zając.
Polej mi brachu pełną szklanę.
Polej, bo karczmę zamykają.
Nazywam się Wuhan
Wierzę, że kiedyś mi wybaczą.
Lepszą wystawią ocenę,
wszyscy, co dzisiaj w rozpaczy,
że ocaliłem im ziemię.
Wiem, że ci trudno uwierzyć,
lecz może gdybym nie przyszedł,
już jutro wybuchłaby wojna.
Ludzie przestaliby słyszeć.
Tak! Jestem krzykiem tej ziemi,
jej oceanów powietrza
proszącym o przebaczenie:
Gdy nazywacie mnie śmiercią.
Stefan Michał Żarów
Poeta, animator kultury, publicysta, eseista i krytyk literacki, współtwórca i wiceprezes Mieleckiego Towarzystwa Literackiego, były długoletni wiceprezes Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury w Rzeszowie. W dniu 17 września 2019 r. decyzją Prezydium Zarządu Głównego ZLP przyjęty w poczet członków Związku.
Wiersze i artykuły publikuje w prasie krajowej i zagranicznej, na portalach poetyckich, wydawnictwach zwartych, rocznikach historycznych i uniwersyteckich, wydawnictwach elektronicznych, w tym: Poezja dzisiaj, Akant, Własnym Głosem, Biały Orzeł, Semper Fidelis, Podkarpacka Historia, Nasz Dom Rzeszów, Zeszyty Wiejskie UŁ, Rocznik Historyczny MRL, Kamerton, Barbizon Wiśniowski, Nadwisłocze.
Debiut prasowy wierszem Nokturn w 1984 roku. Wcześniejsze publikacje bezdebitowe.
Autor zbiorów poezji: Spotkania w rejsie (2001), Na krawędziach rozciągłości (2005), na Styku cieni (2016), Itaka Odyseusza (2016), na Skraju podróży (2017), Inez (2018), Kurtyna kolorowych szkieł (2018) oraz książki Podkarpackie Ślady Pegaza – eseje, recenzje i omówienia, z kart historii (2019).
Brał udział w ponad 50. antologiach, almanachach i albumach.
Stefan Michał Żarów
wypadki wczesnowiosenne roku 2020
rozmawiam z doktorem Bernardem Rieux
wspominamy pierwsze oznaki
tego co miało przyjść później
To co się zdarzyło
polemika skraca czas
płynne przekracza Rubikon
wzrastają liście
wiosnę pokrywa przebudzenie kosa
Oran był miastem bez podejrzeń
na wskroś nowoczesnym
takim jak nasze miasta
obydwaj wystrzegamy się drobiazgowości
szczury a nietoperze
wyjątek stanowił brak szerokopasmowego internetu
taki szczegół
obecnie istotny w okresie pandemii
Rzeszów 2020
mostek w Giverny
zachód słońca
kładzie purpurę na nenufarach
płonie wodna tafla
bieli
różu
kremu
dojrzałe ginkgo i owoce japońskich drzewek
pokrywają nieboskłon
irysy
tuberozy
róże
pomieszkują na blejtramach paletą barw
wędrują strzeliste topole
okalające dotąd nurt rzeki Epte
lato kładzie cienie nadchodzącej jesieni
Monet odsłoniwszy świat wodnych dywanów
kreuje mistrzowskie impresje
Normandia - Giverny 2019
Dariusz Pawlicki
Urodzony w 1961 roku eseista (cztery zbiory: Chwile Miejsca Nastroje, Zauważenia, Fragmentaria, Przypomnienia.10 esejów & szkiców), poeta (kilka tomików m. in. Haiku, 48 wierszy), autor książki dla dzieci (Bibikin w drodze do Kamienia Życia); teksty publikował/publikuje np. w „Borussii”, „Krytyce Literackiej”, „Pisarzach.pl”, „POEZJI dzisiaj”, „Twórczości”; prowadzi warsztaty literackie, wygłasza prelekcje dotyczące kultury; absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego (Bibliotekoznawstwo i Informacja Naukowa); należy do Związku Literatów Polskich; emocjonalnie i rodzinnie związany z Suwalszczyzną.
Dariusz Pawlicki
Pogodzenie
Jętka jednodniówka
Umierając z pierwszymi ciemnościami
Tłumaczy sobie że nie ma czego żałować
Skoro Świat cały też
Istnieć przestaje
* * *
Przed wejściem do banku
Leży martwy ptak
Zimny wiatr
Przelicza jego pióra
Samobójstwo
Albo zawał
W tym miejscu nic innego
Nie przychodzi mi do głowy
Nie...
Nad grobem Ignacego Herbszta
Mego pradziadka posadzono lipę
Jako że na chleb zarabiał strugając
Z drewna lipowego i olchowego drewniaki
W krainie głazów i pagórków polodowcowych
Zwano je klompiami
Był w tym bardzo dobry – jako jeden z niewielu
Wykonywał je również na dziecięce stopy
Dzieła swych rąk sprzedawał na jarmarkach
Nie, mój pradziadek nie był lekarzem
Nie był też prawnikiem ani ziemianinem…
Strona 1 z 2









































































































































































































































































































