Nowości książkowe

 

Plakat

Andrzej Dębkowski 

 

Puste ulice i nie tylko...  

 
Szanowni Państwo,
są wieczory, które mijają jak wiele innych – i są takie, które zostają w pamięci na długo. Do tych drugich z pewnością należeć będzie spotkanie autorskie oraz promocja najnowszych książek ANDRZEJA DĘBKOWSKIEGO – poety, pisarza, krytyka i człowieka, który od lat z niezwykłą wrażliwością opowiada o świecie, ludziach i czasie, który tak szybko nam umyka.
 
Serdecznie zapraszam 6 czerwca 2026 roku (sobota) o godzinie 18.00 do Domu Kultury w Zelowie ul. Kościuszki 74.
 
W ten wyjątkowy wieczór literatura spotka się z muzyką, obrazem i żywym słowem.
 
W programie między innymi:
• widowisko słowno-muzyczne „Puste ulice”,
• pokazy multimedialne,
• występy artystów,
• wystąpienia krytyków literackich,
• spotkania i rozmowy z gośćmi,
• biesiada literacka.
 
Będzie to nie tylko promocja książek, ale także spotkanie ludzi wrażliwych na sztukę, słowo i emocje, których dziś coraz bardziej nam potrzeba.
 
Podczas wydarzenia będzie możliwość zakupienia najnowszych książek autora oraz zdobycia autografu.
 
Obok tych książek nie można przejść obojętnie.
 
To literatura, która porusza, zatrzymuje i zostawia ślad.
 
Zapraszam serdecznie – Andrzej Dębkowski

 

 

Plakat

Andrzej Walter

 

Literacka szlachetność duszy 

 

Paweł Kuszczyński z Poznania należy już z pewnością do nestorów polskiej literatury współczesnej w dziedzinie poezji. Jego ostatnie dzieło, które nie zawaham się nazwać dziełem życia „Wiersze wybrane” jest wydane bardzo solidnie – w ubiegłym roku – i jest  to pokaźny tom będący pokłosiem całej tej przygody literackiej, którą szlachetnie raczył przejść ów wyjątkowy Autor. Autor, dodajmy, o uznanym już kunszcie słowa o – jak to się zwykło mawiać – „norwidowskim rodowodzie”. Rodowód ten, co tu dużo mówić, dalece zobowiązuje i właśnie Paweł Kuszczyński mu sprostał całą swoją osobą i „wędrówką przez codzienność” jak zauważa Maria Magdalena Pocgaj w swym wybornie skreślonym posłowiu. Jego twórczość stanowi bowiem realną opozycję wobec „współczesnej hałaśliwości” i „taniego efekciarstwa”.

Jak sam głosi i zapisuje w swoich wierszach Kuszczyński:

 

nieustająco biec za słowem”,

 „by zadziwić rzeczywistość”,

 „by ją ubogacić” i trzeba też przy tym wszystkim „nie kalać świętości języka”...

 

Słowo to świętość, a zadaniem życia jest je: pojąć, rozpoznać, właściwie używać i wciąż uszlachetniać. Niestety, ku ubolewaniu Autora i wielu, wielu innych twórców (łącznie z piszącym te słowa) dzieje się zdecydowanie odwrotnie. Brud i chaos pochłaniają coraz większe połacie klasycznych środków wyrazu, szmira i kicz wypierają wartości, a zdrada i krzykliwość zamieniają nasz świat w wyrachowaną puszkę Pandory, a literaturę czynią tanią rozrywką dość mało znaczącą i niewielu zajmującą. Kuszczyński jawnie się temu sprzeciwia, zatem nie tylko pisze, ale i całym sobą postanowił powalczyć jeszcze o duszę tego świata. Ma być to dusza otwarta i szlachetna.

Straceńcza to jednak batalia. Paweł Kuszczyński ma już (odpukać) „swoje lata” i chyba coraz mniej sił (oraz entuzjazmu) na użeranie się z całym tym kabaretem interakcji świata i sztuki – sztuki dodajmy, zamienianej nawet nie powoli, ale błyskawicznie w konfekcję zgiełku i kiczu tudzież w bałwochwalcze wykwity żenady, która hałaśliwie domaga się uwagi i koncentruje się na brzydocie i niesmaku względem masowo formatowanego widza. (odbiorcy)

To, co się dzieje na tym świecie jest w całkowitej sprzeczności z renesansowymi ideałami wyznawanymi i głoszonymi przez Pawła Kuszczyńskiego, czy to w wierszach, czy w wielu napisanych krytykach literackich, czy też w publicystyce i esejach. Paweł Kuszczyńki bowiem to twórca otwarty literacko na przeróżne formy ekspresji i środków wyrazu. Jego zaangażowana proza zdecydowanie uzupełnia idee głoszone w poezji.

 

„Nie można zmienić tego

co przedtem było (...)

(...)

„godzić życie z podarowanym czasem

człowieka zadaniem”

 

Oto dylemat na dziś. Godzić życie z podarowanym czasem, a ów czas, jak zauważa skromnie Poeta – podarowany, nie jest czasem: łatwym, lekkim i przyjemnym. Z jednej strony udało nam się żyć w rosnącym dobrobycie i pokoju, w świecie higienicznym, historycznie stabilnym i niejako uładzonym przewidywalnością, a z drugiej na nasz czas (i świat) cieniem kładzie się cała ta cyfrowa i technologiczna rewolucja z siłą i tempem nie spotkanym nigdy wcześniej. W zasadzie na naszych oczach wywraca nam się mówiąc najprościej cały ten nasz świat do góry nogami. Konsekwencje odczuwamy na wielu płaszczyznach życia, a w opisywanym przypadku również na płaszczyźnie sztuki słowa, a zwłaszcza w poezji.

Paweł Kuszczyński skonstruował zatem ten wybór nieco filozoficznie nie trzymając się chronologii i wydarzeń. Podzielił ów wybór na tematy odniesienia do swoich uprzednio wydanych tomów kluczem czystości i intencji, kluczem wyobraźni i dylematów. Mądrość dobra, pora słowa, pora zdumienia, spotkanie pragnień, niedosyt istnienia, oswajanie czasu, ciągle żywe okno, być w słowie i widzieć choćby na chwilę, łąki wyobraźni, nagłość chwili, róża spadająca kwiatem po powroty i wiersze nowe. Toż to czysta metafizyka i filozofia trwania poety, jakby pisana „od końca”, od tu i teraz, po siłę zdumienia.

Tak wiele słów spotyka tutaj wiele myśli, przemyśleń, refleksji potężnych, głębokich, dziejowych i ważnych, że każdy, z pewnością każdy znajdzie tu swój dobry wiersz, wiersz bardzo istotny, wiersz najczystszej idei, którą można zabrać na sztandar albo ukryć w kieszeni, ale po to, aby skorzystać zeń w przyszłości. Wybór ów zawiera w sobie ogromną siłę ukierunkowaną na najoczywiściej zwyczajnego człowieka w wymiarze jego dynamiczne rosnącego zapotrzebowania na nowoczesny humanizm zaklęty w dobrym słowie. I to się właśnie tutaj dzieje.

Humanizm Kuszczyńskiego koncentruje tutaj wszystkie tła i epoki, liryczność i gorycz, rozterki i nadzieje, meandruje ku współczesności czasami nawet i ją usiłując jakoś usprawiedliwić, ale bez przekraczania granic wartości, które są, były i będą i przecież muszą pozostać jako takie niezmienne. Takie to jest bowiem budowanie: na skale w miejsce konstrukcji stawianych dziś na wątłych lotnych piaskach i reklamowanych jako postęp. Postęp ku zatraceniu.

 

Władanie początku

 

Dojrzewam już nie biegnę,

zatrzymałem się

by zobaczyć drogę.

Oddałem się panowaniu

czystej chwili.

Nagła myśl, jak grom

z jasnego nieba:

Po co tu jestem?

przeszywa mnie

od stóp do włosów.

Pokazuje się dobra przestrzeń,

życie próbuje ją wypełnić.

Tylko cisza zadowolona z siebie.

Niepokojem zaludnił się świat.

Zaczynać trzeba od początku,

choć, jak zawsze, będzie trudno.

Kamień na rozstaju

trwa niewzruszony.

 

Humanizm Pawła Kuszczyńskiego – poznańskiego poety, eseisty i krytyka literackiego – to fundament całej jego twórczości, definiowany przez głębokie skupienie na losie człowieka, jego duchowości oraz relacji z otaczającym światem. Kuszczyński (urodzony w 1939 roku) postrzega sztukę słowa jako narzędzie etyczne, które ma chronić i ocalać fundamentalne wartości ludzkie we współczesnym, zmaterializowanym świecie. Najważniejsze wymiary humanizmu w twórczości Pawła Kuszczyńskiego obejmują kilka kluczowych obszarów. Po pierwsze poezja jako siła ocalenia człowieczeństwa. Dla Kuszczyńskiego twórczość poetycka nie jest jedynie estetyczną grą neologizmów czy formą rozrywki. W swoich esejach i wypowiedziach wprost formułuje tezę, że poezja jest ocaleniem świata oraz człowieczeństwa. Wierzy, że w czasach kryzysu wartości i duchowego marazmu to właśnie literatura pozwala człowiekowi powrócić do jego głębi, obudzić wrażliwość i odnaleźć zagubioną tożsamość. Po wtóre perspektywa eschatologiczna i egzystencjalna. Humanizm tego autora jest mocno zakorzeniony w refleksji nad sprawami ostatecznymi. W tomikach takich jak Niedosyt istnienia, Pora zdumienia czy Oswajanie czasu poeta stale powraca do tematów: przemijania i nieuchronności czasu; tajemnicy narodzin, życia oraz śmierci, ludzkich lęków, niepokojów i nadziei. Kuszczyński nie ucieka od trudnych pytań egzystencjalnych. Zamiast tego próbuje oswoić lęk przed końcem poprzez poszukiwanie sensu w codzienności i słowie pisanym.

Finalnie w duchu klasycznego humanizmu, Kuszczyński traktuje język z ogromnym pietyzmem. Tomiki takie jak Być w słowie czy Pora słowa pokazują, że dla autora słowo ma moc stwórczą i etyczną. Współczesny świat często dewaluuje język poprzez powierzchowność i chaos informacyjny. Kuszczyński dąży do przywrócenia słowom ich pierwotnej wagi, czystości oraz odpowiedzialności za to, co komunikują drugiemu człowiekowi.

Krytycy i czytelnicy podczas spotkań autorskich (np. w relacjach ze spotkań autorskich czy bibliotek) regularnie podkreślają, że wiersze Kuszczyńskiego „uczą, wzruszają i dotykają ludzkiej duszy”. Bije z nich głęboka empatia, zrozumienie dla ludzkich słabości oraz pochwała drobnych, codziennych zachwytów nad światem. To humanizm bliski człowiekowi – ciepły, refleksyjny i pełen życzliwości.

Trzeba jednak podkreślić, że poezja przenika się u tego Autora z kronikarskim zacięciem właściwie uprawianej krytyki literackiej. Nagroda im. Gustawa Herlinga–Grudzińskiego, którą Paweł Kuszczyński otrzymał za książkę „Wartości zauważone. Recenzje nie wszystkie”, to jedno z najważniejszych wyróżnień w jego karierze krytycznoliterackiej. Przyznanie tej konkretnej nagrody ma głęboki sens symboliczny i idealnie łączy się z humanistyczną postawą poety. Gustaw Herling–Grudziński (autor m.in. Innego świata) był pisarzem bezkompromisowym, dla którego literatura zawsze wiązała się z odpowiedzialnością za słowo, etyką i obroną godności ludzkiej w obliczu totalitaryzmów i moralnego kryzysu. : Nagroda jego imienia przyznawana jest twórcom, którzy w swojej działalności literackiej i krytycznej wykazują się niezależnością myślenia, odwagą cywilną oraz głębokim zaangażowaniem w sprawy ludzkie. W przypadku Kuszczyńskiego doceniono jego rzetelność i humanistyczny upór w wyszukiwaniu zapomnianych wartości. Książka Kuszczyńskiego została uznana za drogowskaz w czasach tzw. „płynnej nowoczesności”. Pokazuje, że krytyka literacka może budować i wspierać, a nie tylko bezwzględnie oceniać. Doceniono fakt, że autor działa niczym kronikarz kultury, ratując od zapomnienia dorobek pisarzy regionalnych, debiutantów oraz ważne wydarzenia literackie, które bez jego tekstów zniknęłyby w natłoku informacji. Podobnie jak patron nagrody, Kuszczyński posługuje się polszczyzną klarowną, elegancką i wolną od nowoczesnego, agresywnego slangu krytycznego. To wyróżnienie ugruntowało pozycję Pawła Kuszczyńskiego nie tylko jako utalentowanego poety z Poznania, ale jako ogólnopolskiego autorytetu w dziedzinie krytyki literackiej, który traktuje kulturę jako przestrzeń budowania dobra.

W świetle powyżej ukazanych faktów nie dziwi wydanie owych „Wierszy wybranych” oraz ich dobór w tym pokaźnym tomie w taki a nie inny sposób. Wierszy ułożonych w sensownie ukazaną retrospektywę. Wierszy będących swoistym rachunkiem sumienia sięgającym do sumień naszych i stanowiącym dla nich busolę sensu i nadziei.

Wiersze zgromadzone w tym tomie są wolne od awangardowych eksperymentów językowych czy chęci szokowania czytelnika. To poezja klarowna, mądra i wyciszona, pisana z perspektywy człowieka, który patrzy na swoje życie z dystansem, wdzięcznością i głębokim spokojem wewnętrznym.

 

Przywołanie Camusa

 

Nie miałem żadnych spraw

ludzkich ani boskich,

po prostu żyłem,

jak żyć tutaj można.

Nic mnie nie obchodziło

oprócz melodii traw,

zabaw z wiatrem i falą

w morzu,

w których ukrywa się radość istnienia.

Nie dbałem czy to wystarczy

nawet na najmniejszy poemat.

Co trudniejsze:

słowo czy milczenie?

Nadal nie wiedziałem.

W biedzie mieści się więcej życia

i nas,

czas nieszczęść nie odfruwa

spiesznie,

tylko pamięć bogatych

jest lepsza.

Odtąd chciałem być czysty

jak życzenie

 

Dlatego jest to właśnie tak bardzo ważne zwrócić uwagę na twórczość Pawła Kuszczyńskiego, który szczerze i otwarcie deklaruje „Nic mnie nie obchodziło oprócz melodii traw, zabaw z wiatrem i falą w morzu, w których ukrywa się radość istnienia. Nie dbałem czy to wystarczy nawet na najmniejszy poemat.” Tak się przedstawia credo prawdziwego poety, nie poety, który bywa wieszczem, pozerem czy uzurpatorem, który łasi się, stylizuje, deformuje świat i samego siebie, tylko poety autentycznego, poety poszukiwacza i myśliciela, a przy tym najczystszej rasy humanisty. Poecie wystarczyło to na kilkanaście tomów, książkę krytycznoliteracką, kilka nagród i odznaczeń oraz opisywany „Wybór wierszy”. Dużo to czy mało, to już odpowiedzcie sobie sami, a czas Wam pomoże.

Sam Paweł Kuszczyński – choć stworzył wiele tomów poezji – zawsze podkreślał, że słowa mają sens tylko wtedy, gdy wypływają z czystego sumienia i szacunku do drugiego człowieka. Twórczość jest jedynie owocem tego, kim jesteśmy w środku.

I na koniec ta nagła myśl: (...) po co tu jestem?

Mikroświatek poetycki tworzy rankingi, kategoryzuje i ściga się, rozpycha i przebiera nogami w obliczu popiersi i cokołów, a prawda jest jakże banalna, jesteśmy tutaj po to, aby ... dawać świadectwo. Chyba nic więcej i nic poza tym, prawda słów jest przecież jedna jedyna i nie urośnie od wyrośniętego ego, a poezja obroni się tylko szczerością i sensem samej siebie. Poezja obroni się kiedy coś ocali, kiedy będzie drogowskazem, kiedy będzie ucieczką ... od bólu i goryczy prozy, od świata dosłownego i dojmująco trywialnego, poezja obroni się kiedy ochroni bezbronnego. I wreszcie obroni się, kiedy da chwilę wytchnienia oraz esencję mądrości w ocenie sztucznych: słów, myśli i relacji.

Wierzymy zatem obaj w poezję, ale tylko w jej całej, w pełni okazałej, wytrawnej szlachetności: niezdefiniowanej i nienazwanej, oddalonej acz nowoczesnej w formie, treści i języku będącym odbiciem szlachectwa dusz.

Różnią nas pokolenia, łączy wiara w poezję. O całej reszcie tutaj w skrócie napisałem i podpisuję się zatem pod tym życiem Pawła Kuszczyńskiego w całej jego rozciągłości i w jego pełni. Tak Pawle, było warto i wierzę już, że wiesz po co tutaj jesteśmy.

Andrzej Walter

________________

Paweł Kuszczyński, Wiersze zebrane. Redakcja: Jerzy Beniamin Zimny. Grafika: Józef Petruk. Wydawca: BR Biblioteka ReWirów, Poznań 2025, s. 421.

 

 

Plakat

Stefan Michał Żarów 

 

Światło, które pamięta 

 

Światło nigdy nie jest tylko światłem. Przychodzi z daleka – nie tyle z nieba, ile z czasu. Niesie w sobie pamięć rzeczy, których już nie ma, i dotyka ich jeszcze raz, jakby chciało upewnić się, że naprawdę zniknęły. Nie ma w nim pośpiechu, choć nieustannie się porusza. Jest cierpliwe, jakby wiedziało, że wszystko, co napotyka, i tak ostatecznie do niego powróci – w formie wspomnienia, odbicia, cienia.

Rankiem jest jeszcze niepewne. Wślizguje się między firany, przeciska przez szyby, rozlewa cienką warstwą po podłodze. Nie narzuca się. Raczej pyta niż stwierdza. W tej godzinie rzeczy są jeszcze półobecne – zawieszone między snem a rzeczywistością. Stół nie jest do końca stołem, a ściana nie oddziela jeszcze w pełni jednego świata od drugiego. Światło pomaga im się wydarzyć. W południe nabiera pewności. Ostrzej rysuje krawędzie, wyciąga szczegóły, których wcześniej nie było widać. Nie pozwala się ukryć. Każda rysa, każdy ślad użycia, każda nierówność wychodzi na powierzchnię. To światło bez złudzeń – takie, które nie upiększa, lecz odsłania. A jednak nawet wtedy pozostaje czymś więcej niż tylko narzędziem widzenia. Jest formą pamięci, która nie ocenia. Najbardziej jednak przemawia wieczorem. Gdy opada, staje się cięższe, gęstsze, jakby niosło w sobie cały dzień. Barwy tracą ostrość, kontury się rozmywają, a rzeczy zaczynają wracać do siebie – do swojego milczenia. Wtedy światło nie tyle pokazuje, co żegna. Każdy przedmiot otrzymuje ostatnie spojrzenie, ostatni dotyk. I choć nic nie zostaje zatrzymane, wszystko wydaje się na moment pełniejsze.

Na ścianie domu, który pamięta więcej niż jego mieszkańcy, światło zatrzymuje się szczególnie długo. Wnika w pęknięcia tynku, przesuwa się po starych fotografiach, dotyka ram okiennych, które były otwierane setki razy – zawsze w innym czasie, zawsze przez inne ręce. Ten dom nie jest tylko miejscem. Jest zapisem. Warstwą nałożoną na warstwę, historią, której nie da się już odczytać w całości. A światło próbuje – cierpliwie, bez słów – odtworzyć choć fragment tej utraconej ciągłości. Człowiek w tym wszystkim jest obecny, ale jakby obok. Patrzy, lecz widzi za mało. Przyzwyczaił się do światła tak bardzo, że przestał je zauważać. Stało się oczywiste, a przez to niewidzialne. Tymczasem ono nieustannie coś mówi – językiem cieni, odbić i drżących konturów. Mówi o przemijaniu, lecz nie z rozpaczą. Raczej z cichą zgodą, jaką mają rzeczy, które wiedzą, że ich istnienie jest chwilowe, a mimo to wystarczające.

Może właśnie dlatego sztuka próbowała światło zatrzymać. W obrazach dawnych mistrzów nie było ono dodatkiem – było istotą. Przenikało sceny, budowało napięcie, nadawało znaczenie temu, co pozornie zwyczajne. Wystarczyło jedno rozjaśnione miejsce, by cała kompozycja zaczęła oddychać. Światło nie służyło przedmiotom – to przedmioty służyły jemu. A jednak nawet tam nie dawało się uchwycić do końca. Zawsze zostawało coś poza płótnem, coś niedopowiedzianego. Jakby jego prawdziwa natura wymykała się każdej próbie zatrzymania. Może dlatego najbardziej autentyczne pozostaje w ruchu – tam, gdzie nie można go powtórzyć ani odtworzyć. Na wodzie, która nigdy nie jest taka sama. W szybie, która odbija nie tylko obraz, ale i jego zniekształcenie. W liściu, który drży, choć powietrze wydaje się nieruchome.

W takich chwilach światło nie jest już czymś, co się widzi. Staje się czymś, co się przeżywa. Przestaje być zewnętrzne. Przechodzi przez człowieka, zostawiając ślad, którego nie da się nazwać, ale który pozostaje – czasem na długo, czasem tylko na moment.

Pamięć działa podobnie. Nie przechowuje rzeczy w ich pierwotnej formie. Przekształca je, rozmywa, wybiera fragmenty, pomija inne. Tworzy własne obrazy, które są jednocześnie prawdziwe i nieprawdziwe. Światło jest jak pamięć – nie wierne, lecz znaczące. Nie odtwarza świata, ale nadaje mu sens. Dlatego niektóre chwile zostają w nas na zawsze, choć nie potrafimy powiedzieć, dlaczego. Może to kwestia światła, które wtedy było inne – bardziej skupione, bardziej obecne. Może to ono zdecydowało, że ta jedna scena nie rozpłynie się w czasie jak tysiące innych. Człowiek próbuje zatrzymać takie momenty. Fotografuje, zapisuje, opowiada. Ale każda próba jest tylko przybliżeniem. Obraz pozostaje obrazem, słowo – słowem. A światło już dawno poszło dalej. Nie czeka. Nie powtarza się. Jego jedyną stałością jest zmiana. A jednak nie ma w tym utraty, która byłaby ostateczna. Bo choć konkretne światło znika, samo zjawisko trwa. Każdy dzień przynosi nowe, inne, niepowtarzalne. Każdy poranek zaczyna od początku coś, co nigdy nie będzie dokładnie takie samo, ale zawsze będzie miało w sobie ten sam sens – wydobywania świata z ciemności.

Może właśnie w tym tkwi jego cicha obietnica. Nie w tym, że coś pozostanie, ale w tym, że coś się pojawi. Że mimo przemijania, mimo nieuchronnej utraty, wciąż istnieje możliwość zobaczenia na nowo. Nie tego samego – lecz wystarczającego. I może dlatego warto patrzeć uważniej. Nie po to, by zatrzymać, ale by uczestniczyć. Nie po to, by zrozumieć wszystko, ale by nie przeoczyć tego, co wydarza się tylko raz. Światło niczego nie zatrzymuje. Ale wszystko na chwilę ocala.

Stefan Michał Żarów

Nicea, Anno Domini 2006

 

 

Plakat

 

Plakat

 

Plakat

 

Plakat

Andrzej Dębkowski

 

Wanda Wasik nie żyje 

 

Odeszła Wanda Wasik – pisarka, malarka, poetka, regionalistka, kobieta niezwykłej wrażliwości i wielkiego talentu. 24 maja, w wieku 95 lat, zamknęła się piękna i bogata opowieść o życiu oddanym sztuce, literaturze i pamięci o człowieku. Pozostawiła po sobie nie tylko książki, obrazy i wiersze, ale także ślad dobroci, szlachetności i cichej mądrości, którą obdarzała innych.

Urodzona w Poznaniu, całe swoje życie była związana z kulturą i sztuką. Studiowała historię sztuki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, ukończyła także Studium Plastyczne pod kierunkiem profesorów Stanisława Szczepańskiego i Wacława Twarowskiego. Uprawiała rysunek i malarstwo, miała za sobą liczne wystawy indywidualne, a jedną z ważniejszych była ekspozycja w Muzeum im. Józefa Ignacego Kraszewskiego w Poznaniu.

Jednak przede wszystkim pozostanie w pamięci jako pisarka i poetka. Debiutowała już w 1968 roku na łamach „Nurtu”, publikowała w almanachach, prasie regionalnej i Polskim Radiu. Z niezwykłą czułością i wyczuciem słowa opisywała ludzkie losy, pamięć dzieciństwa, dramat wojny i codzienność zwykłych ludzi. Jej książki – „Dzieciństwo w Kraju Warty”, „Między łąką a ogrodem”, „Dojrzewanie w słońcu”, „Kryptonim K-22” czy „Mój Orfeusz” – były świadectwem epoki, ale też zapisem osobistej wrażliwości i głębokiego humanizmu.

Za swoją twórczość i działalność została uhonorowana wieloma wyróżnieniami, w tym Nagrodą Pracy Organicznej im. Marii Konopnickiej oraz tytułem „Zasłużony dla miasta i gminy Swarzędz”. Była członkiem Związek Literatów Polskich i aktywnie wspierała debiutujących autorów, współpracując z wydawnictwem Bonami.

Mieszkała i tworzyła w Kobylnicy pod Poznaniem. Tam była nie tylko artystką, lecz także dobrym duchem lokalnej społeczności. Człowiekiem otwartym, serdecznym, zawsze gotowym do rozmowy i pomocy. Prawdziwy człowiek renesansu – łączący talent literacki, malarski i ogromną wiedzę z niezwykłą skromnością.

Dzisiaj żegnamy osobę wyjątkową. Odeszła Wanda Wasik, ale pozostają Jej słowa, obrazy i pamięć o pięknym życiu przeżytym z godnością, pasją i miłością do sztuki. Pozostanie obecna w swoich książkach, w poezji, w obrazach i w sercach tych, którzy mieli szczęście Ją znać.

Andrzej Dębkowski

Źródło zdjęcia: https://www.facebook.com/wanda.wasik.374