Andrzej Dębkowski
Wyczerpane słowa Waldemara Hładkiego
Nowy tom Waldemara Hładkiego Wyczerpane słowa jest zapisem drogi przez czas i przestrzeń, świadectwem życia, które mierzy się z ciężarem przemijania, samotności i milczenia, a jednocześnie z czułością wobec świata. To poezja diarystyczna, momentami przypominająca notatnik, w którym poeta zapisuje swoje podróże – zarówno te zewnętrzne, jak i wewnętrzne – pozostawiając przy tym świadectwo własnej wrażliwości i egzystencjalnych przemyśleń. Każdy wiersz jest intymnym zapisem chwili, równocześnie osobistym doświadczeniem i uniwersalnym pytaniem o sens istnienia. Już pierwszy utwór „W moim ogrodzie” wyznacza ton całego tomu: ogród, w którym „zamiast kwiatów wyrastają kamienie”, staje się obrazem ducha dotkniętego pustką, bólem i wyczerpaniem. To początek podróży przez świat, w którym piękno miesza się z utratą, a życie – z umieraniem. W Wyczerpanych słowach Hładki ukazuje śmierć jako proces codzienny, wpisany w biologiczną i duchową naturę człowieka. Wiersz „Jak zwykle” jest wyznaniem tego doświadczenia: umieranie odbywa się „bez rozgłosu”, w rytmie upływających dni i przemian komórkowych, w milczeniu. Ta świadomość, że każdy dzień jest częścią większego końca, nie prowadzi do dramatyzmu, lecz do spokojnej, choć bolesnej medytacji. Tom jest przestrzenią, w której geografia staje się świadectwem wewnętrznej mapy autora. Miejsca takie jak Brodła, Rzeszów, Kraków, Palma Nova, Fuertaventura nie są tylko punktami na mapie, lecz przestrzeniami doświadczeń, które poetę kształtują. Wiersze oparte na konkretnych datach i lokalizacjach nadają zbiorowi charakter dokumentu – jakby Hładki prowadził poetycki dziennik, w którym zapisuje nie tylko obrazy, ale także własne stany ducha. Obrazy te są jednocześnie obrazami przemijania relacji i życia. W „Drugim obrazku z wyspy Większej” poeta pokazuje parę przy stoliku w bistro nad morzem – martwą wewnętrznie, choć obecnie żywą, pełną „zasuszonych wspomnień”. To obraz obcości, w którym człowiek stoi naprzeciw człowieka, ale nie potrafi już odnaleźć bliskości. Kontrastuje z nim „Trzeci obrazek z wyspy Większej” – scena młodej matki z dzieckiem na plaży, gdzie życie pojawia się w swojej pierwotnej, delikatnej formie. W tomie powtarza się motyw ciszy i milczenia, które Hładki traktuje jako przestrzeń znaczenia. „Pomilczenie” dedykowane Julii staje się świadectwem, że milczenie bywa głębszym dialogiem niż słowa. To milczenie jest obecne również w formie wierszy – w krótkich, równoważnikowych wersach, w pauzach, w prostym, oszczędnym języku. Poeta unika zbędnych ozdobników, tworząc język równie ascetyczny, co jego tematy. W Wyczerpanych słowach obok tematów przemijania obecne jest światło i zachwyt nad chwilą. Wiersz „Poranek” jest niemal hymnem na cześć początku dnia – pszczoły zasiadają na koniczynie, kwiaty „otwierają ramiona”, a świat budzi się do życia. Ten obraz życia równoważy obrazy rozpadu i śmierci, ukazując, że mimo utraty i bólu istnienie potrafi być pełne piękna. Podobną funkcję pełni wiersz „Chwila”, w którym zmysły poddają się przyjemności smaku, zapachu i światła, a jednocześnie kończy się refleksją: „czy cieśla wystruga dziś kołyskę, / czy trumienne deski”. To zdanie, będące kluczem do całego tomu, pokazuje, że życie i śmierć współistnieją i przenikają się nawzajem. W poezji Hładkiego dom i natura są czymś więcej niż tylko tłem – stają się uczestnikami życia, nośnikami pamięci i tożsamości. Wiersz „Symbioza” ujawnia to wprost: poeta „wkleja się” w miejsce, „wrośnięty w drewniane ściany Domu na Trawie”, zatapia się w zapachy łąki i oddech strumienia. Natura jest tu partnerem, świadkiem i miejscem egzystencji, ale także świadectwem przemijania, czego symbolem jest wiersz „Do brzozy”, w którym poeta przytula drzewo dotknięte raną po piorunie. Miłość w tomie Hładkiego nie jest idealizowana. Wiersz „Kochaj mnie” jest prośbą o przyjęcie człowieka w jego pełnej kruchości, bez oczekiwań i warunków. To bliskość trudna, wymagająca, a zarazem jedyna możliwa w świecie, w którym „wyczerpane są słowa”. Formalnie tom jest spójny: krótkie wersy, brak regularnej rytmiki i rymu, prosta fraza czynią wiersze transparentnymi, ale równocześnie bogatymi w znaczenia. Daty i miejsca nadają im charakter zapisków, świadectwa chwili. To poezja egzystencjalna, która nie daje gotowych odpowiedzi, lecz pozostawia czytelnika w przestrzeni pytań o sens życia, o granicę między byciem a niebytem. Wyczerpane słowa to tom szczery, pełen ciszy, medytacji i czułości. To zaproszenie do zatrzymania się, wsłuchania w siebie i w świat, do odkrywania znaczeń, które rodzą się w milczeniu. To poezja, która mówi o końcu, ale też o życiu – o jego prostych, ulotnych chwilach, które pozostają, nawet gdy wyczerpane zostają same słowa.
Wyczerpane słowa jest tomem, w którym Hładki konsekwentnie rozwija motywy, które przewijały się w jego wcześniejszej twórczości, jednocześnie wprowadzając nowe wątki i perspektywy. Najważniejsze z nich to przemijanie i śmierć, cisza i milczenie, czas i pamięć, przyroda jako przestrzeń egzystencji, dom jako miejsce tożsamości oraz miłość jako akt akceptacji i bliskości w obliczu nieuchronności końca.
Motyw przemijania jest obecny w całym zbiorze jako fundament doświadczenia poetyckiego. Hładki nie traktuje go jednak jedynie w kategoriach nostalgii czy melancholii – to temat filozoficzny, ontologiczny, który splata wątki biologiczne i duchowe. W wierszu „Jak zwykle” śmierć jest opisana w języku komórek i tkanek, co nadaje jej wymiar naturalny, wręcz organiczny. To podejście jest charakterystyczne dla całego tomu – śmierć jest tu procesem, zjawiskiem wpisanym w cykl życia, a nie dramatycznym epizodem.
Cisza i milczenie w Wyczerpanych słowach mają szczególne znaczenie. Są nie tylko stanem braku słów, ale przestrzenią sensu, w której dokonuje się głębsza komunikacja. Wiersz „Pomilczenie” jest świadectwem tego podejścia: milczenie jest wtedy formą spotkania, aktem bliskości, w którym rodzi się prawda. Poeta pokazuje, że w świecie wyczerpanych słów milczenie staje się językiem. Cisza jest również formą estetyczną w tej poezji – budowana przez krótkie wersy, pauzy, oszczędny język, tworzy atmosferę kontemplacji.
Czas w Wyczerpanych słowach jest traktowany wielopoziomowo. Z jednej strony pojawia się jako linia życia, której każdy dzień jest świadectwem przemijania. Z drugiej – jako czas pamięci i zapisów. Daty i miejsca w utworach czynią z tomu swoisty dziennik poetycki. To daje czytelnikowi poczucie uczestnictwa w prywatnym archiwum autora, zapisanym nie w prozie wspomnień, lecz w obrazach i emocjach.
Przyroda w tomie Hładkiego jest czymś więcej niż tłem. Staje się ona partnerem egzystencji, elementem tożsamości poety. W „Symbiozie” poeta mówi o „wrośnięciu w drewniane ściany Domu na Trawie” i zasianiu siebie w łące. To obraz całkowitej przynależności, zlania się z miejscem i czasem. Przyroda jest też zwierciadłem ludzkich losów – jej cykle życia i śmierci odzwierciedlają procesy zachodzące w człowieku. To sprawia, że tom jest w dużej mierze poezją ekologiczną w sensie egzystencjalnym: przypomina, że człowiek jest częścią większego systemu, którego rytmy wykraczają poza jego życie.
Motyw domu i przestrzeni domowej jest u Hładkiego pojęciem o głębokiej wymowie. „Dom na Trawie” jest wierszem-symboliem – miejscem zakorzenienia, pamięci i tożsamości. To także przestrzeń bezpieczeństwa, ale i introspekcji. Dom staje się miejscem spotkania z sobą, ze światem i z przemijaniem.
Miłość w Wyczerpanych słowach jawi się jako akt najtrudniejszy – wymagający przyjęcia pełni człowieczeństwa drugiej osoby, ze wszystkimi jej słabościami. W wierszu „Kochaj mnie” Hładki formułuje prośbę o miłość bez warunków, za „okaleczone życie”. To przesłanie bliskości, które nie jest gestem romantycznym, lecz aktem etycznym, pełnym akceptacji i odpowiedzialności.
Styl i język tomu odzwierciedlają zawartość tematyczną. Hładki pisze wierszem prostym, wolnym od rymów, z krótkimi wersami, które tworzą rytm bliski modlitwie lub zapiskowi. Oszczędność środków i koncentracja na obrazie sprawiają, że każdy wers ma wagę. To język ciszy – nie w sensie braku słów, lecz ich wyczerpania i przemiany w coś głębszego.
Wyczerpane słowa wpisują się w całość twórczości Waldemara Hładkiego jako rozwinięcie jego wieloletniego poszukiwania poetyckiego języka, który byłby świadectwem życia. W dotychczasowych tomach poeta podejmował tematy pamięci, śmierci, relacji, natury i przemijania, lecz w nowym zbiorze osiąga dojrzałość w układaniu tych motywów w formę spójnej refleksji. To poezja nie tylko o życiu i śmierci, lecz o sposobie ich przeżywania – w ciszy, blisko natury, w gotowości do przyjęcia chwili takiej, jaka jest.
Wyczerpane słowa to tom wymagający i nagradzający cierpliwego czytelnika. To poezja, która nie udziela prostych odpowiedzi, lecz otwiera przestrzeń do myślenia i milczenia. Jest zaproszeniem do wejścia w przestrzeń, gdzie słowa stają się cieniem doświadczenia, a milczenie – jego pełnym wyrazem. Waldemar Hładki pokazuje, że prawdziwa poezja powstaje wtedy, gdy człowiek staje wobec granicy istnienia i znajduje w sobie siłę, by ją zapisać.
Andrzej Dębkowski
_____________________
Waldemar Andrzej Hładki, Wyczerpane słowa. Wiersze. Trzydzieści pięć wierszy na moje trzydziestopięciolecie w Unii Polskich Pisarzy Lekarzy. Słowo wstępne: Andrzej Dębkowski. Opracowanie redakcyjne, projekt okładki i korekta: Waldemar Andrzej Hładki. Ilustracje: Krzysztof Kozłowski – przy użyciu programu sztucznej inteligencji Dream by Wembo.ai. Wydawca: Unia Polskich Pisarzy Lekarzy, Kraków 2025, s. 80.
Kazimierz Kochański
Publikacja, która znika
Wskutek pomysłu na uznanie za „publikację” tekstu ogłoszonego w Internecie, który jest przecież nietrwałym nośnikiem dla sztuki, jestem samounicestwiającym się twórcą.
Każdy nowy utwór natychmiast publikuję na którymś z portali artystycznych – dzięki temu ocalały teksty do dwóch moich książek (moje PC-ty zawiodły). Jednak witryny, z których odzyskałem teksty, już nie istnieją, a i Wam znanych kilka jest w stanie upadłości.
Dawno temu sygnalizowałem niesłuszność uznawania prezentacji elektronicznej na portalach, tak samo jak e-booków. Konkursy poetyckie są dla mnie zamknięte. Chęci publikacji w papierowych nośnikach – niedostępne. Zatem trafiają tam przeróżne „nowinki”, najczęściej słabe artystycznie. Ale część autorów jest nieuczciwa (wiem to na pewno), zatem są i na witrynach, i na łamach.
Może czas wrócić do normalności. W czym problem? Że ktoś będzie i tu, i tam? Przecież nie istnieją już honoraria.
Chciałbym jeszcze dodać, że taki los – pozostawanie na nośnikach elektronicznych bądź magnetycznych – dotyka fotek rodzinnych, nagrań pierwszych słów naszych małych pociech na kasetach magnetofonowych, ślubów na taśmach magnetowidowych. Tenże los czeka nas, artystów słowa. Czy tego nie chcecie wiedzieć?
Na koniec małe „skrzywionko” interpretacyjne: na spotkaniach autorskich powinno się czytać wyłącznie nowości, bo prezentowanie tego, co już opublikowane, jest nadużyciem – za spotkania przeważnie nam płacą.
Ileż nieprawości wymyślono i wciąż się wymyśla dla ludzi świeżej myśli. Najgorsze, że my w to wchodzimy bez sprzeciwu.
Kazimierz Kochański
Rafał Nowocień
Mistrz uczy się od nowa
Nowy tom wierszy Marcina Kurcbucha, zatytułowany „czemu Budda jest biały”, stanowi swego rodzaju kontynuację drogi literackiej Autora, którą śledzimy w jego dotychczasowych zbiorach. Już sam tytuł tomu określa zainteresowania Autora; w centrum uwagi jest tu człowiek i jego duchowa, mentalna kondycja. Zauważmy, że tytuł nie jest pytaniem, lecz raczej stwierdzeniem, którego uzasadnienie wybrzmiewa wierszami. Tomik podzielony jest na dwie części, które, na swój użytek (choć mają inne tytuły), nazwałem Poszukiwaniem i Odpowiedzią. W części pierwszej Autor skupia się na zadaniu sobie najprostszego, lecz i najtrudniejszego zarazem pytania: kim jest Człowiek? Czy konstytuuje go – nierzadko trudna i bolesna – przeszłość, teraźniejsza emocja, czy też oczekiwanie na, miejmy nadzieję, lepszą przyszłość? Czym w istocie jest człowieczeństwo i co czyni nas ludźmi? A może jest to droga, którą można, warto i przede wszystkim trzeba przejść, by móc sobie miano człowieka przypisać? Cóż bowiem określa każdego z nas jako człowieka w humanistycznym, ale i moralnym sensie – istotę mozolnie dźwigającą się ze ściśle ograniczonego, biologicznego bytu zwierzęcia, związaną czasem i materią z „tu i teraz” (poprzez wszystkie etapy pośrednie tego nigdy niekończącego się procesu) do transcendentnej, wiecznej i niepoddającej się rozumowi i poznaniu Boskości? Te fundamentalne pytania formułują się i wybrzmiewają w lirycznej, rzec nawet można onirycznej, materii wiersza, jak choćby tu: bez wstydu kruszymy gliniane powłoki / by dotrzeć do mięsistych prawd / płynących z prądem krwi / wpatrzeni wsłuchani wczuci / wżyci w siebie.
Ciekawe pytanie „jak ulepić człowieka” pojawia się wierszu „przyjaźń albo jak ulepić człowieka” dedykowanym Magdalenie:
pytasz jak ulepić człowieka
ze skryptów dialogów manier
przyoblec w emocje
przyznałaś że bohaterowie
nie zawsze świecą przykładem
więc czcionkę zmieniasz w krew
płynącą w nieoczywistych żyłach
Podstawowym i jedynym wartym zachodu celem jest pogodzenie się z samym sobą, z przeszłością, swoimi emocjami i niedoskonałościami, które – jak nic innego – czynią nas ludźmi, zdaje się mówić Autor. Ta jakże cenna, wręcz fundamentalna teza wybrzmiewa choćby w wierszu „koło samsary”:
kiedyś odkryjesz śmieszność
każdej osądzającej wypowiedzi
która zamyka koło i każe dalej wędrować
przez piekielne równiny
z boga przeobraża cię w zwierzę
Wiersz zwieńczony jest pointą, którą na szczęście można uznać za (jakże kruchą i niepewną!) obietnicę wyzwolenia od nieskończonego samoudręczenia: ponoć istnieje sposób / by się pozbyć uwarunkowań / i uwolnić od cierpienia.
W buddyzmie Samsara to cykl przemian, któremu podlegają wszelkie byty i zjawiska włącznie z naszymi myślami, uczuciami i ciałami. Jest to odwieczny proces tworzenia i upadku. A zatem wyzwolenie z Koła Samsary to nic innego, jak uwolnienie się od cyklu reinkarnacji, powtarzanego wcieleniami duszy w coraz to nowe ciała. Znajdziemy to w wierszu „nasłuchiwanie”: doprawdy śmieszne mają wyobrażenia / ludzie urojeni z koła czasu. Wbrew przekonaniom niektórych ludzi, wszyscy jesteśmy jednym – jednako krwawimy, przeżywamy cierpienie i rozkosz, czy wreszcie mniej lub bardziej skrywane kompleksy, traumy i uprzedzenia: każdy z syndromem ofiary / każdy z syndromem oprawcy („pod pokrywką”). I choć doczesne życie rozrzuca nas po współczesności w różnych kierunkach, rozdając cierpienia i nagrody w (zdaje się) zupełnie przypadkowy sposób, niewspółmierny do zasług, talentów i wysiłków, wszyscyśmy jedni z naturą, z której wyrastamy i do której ostatecznie wracamy. Spójrzmy na podmiot liryczny w wierszu „zaklęcia i modlitwy”, który nawołuje aby otworzyć umysł, a potem:
stopy złączyć korzeniami
z najstarszą macierzą
początkiem początków
która pamięta
każdą modlitwę miłości
a szamański śpiew wibruje
w ziemistych trzewiach
przez tysiące lat
nasyca głodne dzieci
starcom przynosi dom
Na drodze samorozwoju natura staje się również naszym mistrzem, o czym Autor jest przekonany przywołując dialog góry z dębem w wierszu „nieporuszony”:
człowiek buduje dom na górze
odpoczywa pod drzewem
gdy otwiera serce słyszy dialog
największych mistrzów
uczy się jak pozostać nieporuszonym
w umyśle który zrodził się na chwilę
Poszukiwania siebie i wartości, za którymi warto podążać, czasem może też prowadzić krętymi ścieżkami w miejsca nieciekawe, czy wręcz niebezpieczne. Znajdziemy tego wyraz w kolejnym wierszu „spacerem po mediach”: w facebookowych pustostanach / najgłośniej krzyczą awatary / pozbawione wewnętrznego spokoju / lepiej nie wypuszczać się na spacer / pomiędzy okopami / w bitwach o rację.
Autor słusznie też zwraca uwagę na jedną z mentalnych plag, jakie trapią ludzkość od tysiącleci, żerującą na, skądinąd szlachetnych, uczuciach, np. takich jak religijność – a imię jej „fanatyzm”: potrafi nazwać cię swoim dzieckiem / umiłowanym grzesznikiem / w białych szatach wiedzie / nad przepaść / skąd masz wykonać skok / wraz z tymi którzy w ciągu wieków / stali się wybrańcami (z wiersza „fanatyzm”)
Pierwsza część tomu to swego rodzaju metaanaliza prawdy, za którą podąża każdy z nas – mniej lub bardziej twórczo, świadomie, albo też instynktownie, nazywając ten proces intuicją, światłem lub samopoznaniem, próbując dociec kim jest jako człowiek. W „nieoczywistej” podmiot liryczny pointuje wiersz tymi słowami: wciąż poszukuje siebie / i przemawia źródlanym głosem / przywołując odwieczne córki.
Odwołanie do Buddy, jako bytu w powszechnej percepcji będącego uosobieniem samopoznania i samozrozumienia, jest tu raczej pretekstem, czy raczej zaproszeniem do dokonania swoistego rozrachunku z samym sobą, z przeszłością, która każdemu w ten czy inny sposób ciąży; jest też próbą odpowiedzi na jakże fundamentalne, a zarazem najtrudniejsze pytanie: czy podążam za sobą i w zgodzie ze sobą? Czy uwolniłem się od gnębiących mnie demonów, kłamstw i podszeptów ego? Czy jestem kimś, kto potrafiłby stanąć przed tytułowym Buddą w spokoju ducha, ugruntowany i pogodzony z przeszłością? Warto w tym miejscu zacytować zapytanie z wiersza „sen o człowieku”: czy to był jedynie sen o człowieku / enigmatyczny hologram / wyobrażenie boskiej istoty / zamieszkującej chwilowe ciało.
Gdy mamy już za sobą etap Poszukiwań (część pierwsza zbioru), pora na znalezienie Odpowiedzi, których możemy poszukać w części drugiej. Nie będzie to jednak łatwe, gdyż, jak twierdzi Autor, tej ultymatywnej, ostatecznej odpowiedzi… po prostu nie ma. Życie i poszukiwanie jego sensu ma naturę holistyczną – gdy wydaje ci się, że wreszcie pojąłeś sens żywota, docierasz do punktu, w którym orientujesz się, że twoje, z takim trudem i wyrzeczeniem znalezione, odpowiedzi nie znaczą nic i musisz zabrać się za poszukiwanie prawdziwej wartości. Tylko czym jest prawda? Jedynie kolejnym zakrętem na ścieżce samopoznania? Aby zaś w ogóle podjąć próbę dotarcia do niego, warto rozliczyć się z emocjami własnej przeszłości, przeanalizować je, zrozumieć i w końcu przyjąć do swego najgłębszego serca. Mówi o tym np. wiersz „pogłębianie”:
kim był ten człowiek
który umarł we mnie wczoraj
kim jest ten który dzisiaj pisze wiersze […]
kim będzie u schyłku życia
czy powie znałem siebie
wiem kto we mnie mieszkał
Jednym z kluczowych aspektów człowieczeństwa, bytu przeżywanego naprawdę, jest samoświadomość – rozumiana jako umiejętność wątpienia, także (a może przede wszystkim!) w prawdy rzekomo ostateczne i nienaruszalne, wmurowane w odwieczne cokoły dogmatów. Dostrzega to także Autor w wierszu „wpisuję się”:
umieram z każdą napisaną książką
kończą się we mnie idee toposy
uciekam przed powtarzalnością myśli
z uporem rozkopuję i modernizuję
autobiograficzne wersy
wracam z nowymi prawdami
wpisując się w życie po życiu
niby ten sam a jednak zupełnie inny
by zmartwychwstać nowym wierszem
Cóż zatem robi prawdziwy mistrz? W wierszu „poranek mistrza”: mistrz otwiera oczy i ziewa. Rozpamiętuje bosy spacer po rosie / wieczorne łaskotanie traw […] i to pytanie które padło o północy / jak to jest być człowiekiem / dzisiaj mistrz będzie uczył się tego od nowa – wciąż i wciąż, by wreszcie pojąć, że samopoznanie to nie wielkie spiżowe prawdy na górze ze złota, lecz przyziemne, codzienne i jedynie warte uwagi „tu i teraz”. Zajrzyjmy do kolejnego wiersza, by się o tym przekonać: ja szarlatan / próbuję zagarnąć / przeciekające chwile / i radość marnotrawienia / zachłannie żongluję sekundami / bezczelnie nadaję tempo godzinom.
Prostota życia to wartość, którą Autor zdaje się doceniać najbardziej i do której mu najbliżej: kręte korytarze w głowie / zmieniam w proste drogi / takimi były od zawsze („dmuchawiec”), bo przecież szczęście/ to sztuka (od)puszczania. Prawdziwą i jedynie wartą uwagi sztuką życia jest umiejętność cieszenia się codziennością, a więc zwykłymi, drobnymi radościami: wnikam w podłogę płomień / muzykę deszczu nocą / zbieram doznania / nakarmię nimi młode drzewa / gdy dojrzeją same spadną / by przechodnie mogli pozbierać owoce.
Kim zatem, według Autora, jest Budda i czemu w istocie jest biały, jak głosi tytuł tomu? A przecież to Ty, Czytelniku – jesteś swoim własnym Buddą, początkiem i końcem wszystkiego, a zarazem bez początku i bez końca – usłyszałem siebie / stałem się świątynią. Wiersze tworzą harmonijną opowieść o duchowym dojrzewaniu; są naszym lustrem, snem o człowieku, który, budząc się, odnajduje w sobie Mistrza, Boga, Buddę. A biel? Cóż, to symbol symboli – na białej kartce papieru, która jest naszym istnieniem, można napisać wszystko. Czy będzie to opowieść pełna miłości i dobroci, wielki moralitet, czy też historia odrażająca i groźna? To już zależy od piszącego, a Budda jest tu jedynie pretekstem.
przestrzeń to biała kartka
zaczepiona o krawędzie bytu
z niej rodzi się cisza
a myśl ma swój początek
W podobnym tonie, lecz z jeszcze większą intensywnością symboliczną, brzmi wiersz „powrót tygrysa”. Jest to utwór o wyraźnie mistycznym, niemal szamańskim uroku, który można uznać za poetycką apoteozę drogi wewnętrznej, tak jak jest ona opisana w całym tomie. Powracający tygrys nie jest już tylko znakiem siły i dzikości, ale metaforą świadomości, która – po długiej i samotnej wędrówce w głąb własnych ciemności, lęków i złudzeń – odradza się jako Byt. W obrazie podróży wewnętrznej „do wnętrza błękitnego oka” i „do wnętrza swojego odbicia” odnajdujemy słynny buddyjski wgląd, ale też archetypiczną (mitologiczną) przypowieść o śmierci i odrodzeniu. Wspólnie z tygrysem zstępujemy wtedy w podziemne komnaty, w „strumienie szeolu”, gdzie, w konfrontacji z własnym cieniem, doświadcza on przemiany, która daje mu nowe oblicze. Znowu jest tygrysem – z pewnością potężniejszym, ale zarazem bardziej świadomym i współodczuwającym. To właśnie w tej scenie powrotu, w chwili, gdy tygrys „poduszkami łap stanowi nowe prawo”, możemy odczytać głębsze przesłanie całego tomu: odbudowa człowieczeństwa nie jest oddalaniem się od świata, ale raczej jego ponownym przyjęciem, z mądrością i pokorą. Symboliczne „odbicie w wodzie” staje się tu znakiem odzyskanej harmonii pomiędzy bytem, a jego obrazem, pomiędzy człowiekiem, a jego istotą. „Powrót tygrysa” to więc nie tylko wizja odkupienia i samopoznania, ale też dyskretne przypomnienie, że prawdziwa wolność rodzi się w momencie, gdy odbicie znów staje się sobą, a tygrys ponownie jest tygrysem.
Niniejsza książka poetycka to dzieło przemyślane w najdrobniejszym edytorskim detalu; układ i wybór wierszy stanowi spójną całość – nic w tym jednak dziwnego, jako że zbiorek powstał pod uważną redakcją znanej krakowskiej poetki. Filozoficzne i metafizyczne spojrzenie na rzeczywistość, oryginalna narracja i świetny warsztat poetycki – to istotne walory poezji Marcina Kurcbucha. Spośród wszystkich dotychczasowych zbiorów wierszy Autora ten postrzegam nie tylko jako najbardziej osobisty, ale też świadczący o głębokiej duchowej samoświadomości, bez nadużywania tego popularnego terminu. Sięgając do własnej przeszłości i niejednokrotnie jakże bolesnych przeżyć, potrafi przekuć niełatwe wspomnienia i emocje w poezję iście podniebnego lotu. Od kilku lat z najwyższą przyjemnością obserwuję artystyczny rozwój tego młodego łódzkiego poety i bez żadnej przesady stwierdzam, że powinien zająć miejsce na ścisłym Parnasie polskiej poezji, bez względu na pokoleniowe i formalne jego podziały.
Rafał Nowocień

































































































































































































































































































