Marcin Kurcbuch
Heksagonalne komórki twórczości Joanny Nowocień
Książka, którą trzymają Państwo w rękach, to dzieło pracowitości Joanny Nowocień, która jest nie tylko znaną polską poetką, ale również mistrzynią wglądów duchowych. Nie dziwi więc, że zaprasza nas do zgłębiania Osobliwych stanów odniesienia. Pozwólcie, że z gracją i szczegółowością chirurga literackiego, a niekiedy cierpliwością pszczelarza, rozbiorę na czynniki pierwsze przekazy zawarte w tej książce.
Należy zwrócić uwagę na miejsce w tomiku, w którym wybrzmiewa fraza osobliwe stany odniesienia. Określenie to odnajdujemy już na samym początku książki, w wierszu Bio-ul, który jest swego rodzaju wskazówką, w jaki sposób powstają wiersze autorki (i podmiotu lirycznego zarazem). Nie dzieje się to w ciszy gabinetów, bibliotek czy nawet w gwarze artystycznych piwnic. W utworze czytamy: w nocy wypuszczam pszczoły / na lunarne łąki – a więc porą najlepszą do pisania wierszy jest czas, gdy większość z nas śpi – to wtedy rozświetlają się lunarne łąki, z których pracowite pszczoły nad ranem przynoszą poetce nektar w postaci unikatowych wersów. I tutaj należy się zatrzymać, bo podobnie jak zbieranie przez owady nektaru nie jest zadaniem wieńczącym ich dzieło, tak i w tym przypadku to dopiero połowa pracy. Następnie autorka wierszy przepuszcza pozbierane frazy przez miodarkę – czym dokładnie ona jest w tej pracy? Warsztatem pisarskim? Przepracowaniem własnych procesów? Podmiot liryczny tego nie zdradza, a jednak czujemy, że poetyka i zgrabne ujęcie form literackich to dwie, następujące po sobie, części tej samej pracy. I właśnie w tym miejscu wkraczają do świata poetki osobliwe stany odniesienia. To one decydują o tym, jakiego rodzaju pszczelej muzyki będziemy świadkami w niniejszym tomie. Muszą być osobliwe, bo takimi wrażeniami karmi się poezja. I to im zawdzięcza swoją moc oraz wyjątkowość – choćby dlatego nie można jej budować na typowych stanach odniesienia, jakie miewa każdy, lecz osobliwe – poeci.
Analiza wierszy zawartych w tym tomie pozwala stworzyć misterny, znany naturze od tysięcy lat, układ heksagonalny. Czyli taki, w którym powstaje miód. Zajrzyjmy więc do wnętrza tych misternie połączonych miodnych komórek. Jakie wartości odżywcze w sześciokątnym symbolu odnajdziemy? Tematyka podejmowana w utworach jest na tyle wielowymiarowa, że przypisanie wierszy do jednego określonego kąta heksagonu może budzić wątpliwości, toteż skatalogowałem moje refleksje w sześciu wątkach.
- WDZIĘCZNOŚĆ
To temat otwierający nasze rozważania, który przewija się również w wierszu Dziękuję sobie, następującym po autotelicznym „Bio-ulu”. Dlaczego należy zaczynać od wdzięczności? Bo rozum kocha słowo dziękuję. Takie hasło powinno widnieć na każdym opakowaniu ciastek, nad wejściem do każdej świątyni i oczywiście nad każdym... morzem. Jedno z mórz ofiarowała sobie bohaterka tego tomu: ofiarowałam sobie morze / (...) / moje życie obfituje w cuda / i w doznania wdzięczności / które nauczyłam się nazywać.
W utworze To nie żyrafa, korespondującym z dziełami Dalego oraz Grochowiaka, również dostrzegamy coś w rodzaju wdzięczności. W przeciwieństwie do obrazu Płonąca żyrafa wiersz Nowocień niesie ze sobą nadzieję: kręgosłupy jarzą się namiętnością / i promienieją talentami / ziemskich pasażerów. Odnosimy więc wrażenie, że ktokolwiek patrzy na nas z góry (z niebios, z obłoków lub ze słońca), dostrzega potencjał i mnogość emocji. Nasze pociągi (i te fizyczne, i emocjonalne) nie wyglądają stamtąd jak kropki, ale jak pełnoprawne pojazdy do podroży ziemskich – dla pasażerów pełnych namiętności i talentów. To wspaniały powód do wdzięczności, że ktokolwiek na nas spogląda z uśmiechem i miłością.
Jest też inny rodzaj dziękowania w tym tomie – bardzo osobisty i intymny, w którym to jednak nie poetka jest podmiotem lirycznym, a zadurzony w niej Kraków: kocham posenny zamysł wersów / które wystukujesz obcasami na Floriańskiej / (...) / napisałem ci wiersz / wyszeptał zadurzony Kraków. W wierszu Wyznanie Krakowa całe miasto wzdycha na samo wspomnienie przemierzającej różne odcienie i epoki historyczne miedzianoczuprynnej istoty, która – jak z biografii wiemy – przeprowadziła się do Hiszpanii. Z jakimi „Krakowami” i przy jakim espresso romansuje dziś poetka? Tego możemy dowiedzieć się z kolejnych wierszy.
- UKORZENIENIE
Życie człowieka to wędrówka – zarówna dosłowna, jak i metaforyczna. Gdziekolwiek się nie znajdziemy, mamy jednak tendencję do tego, aby osiąść na dłużej: słowo dom / ustawiam w nowym miejscu / zakamarki ożywiam nasionami / i uszczelniam biały płot. Ukorzenianie jest więc tym walorem, który powoduje, że zaczynamy nie tylko cieszyć się słońcem i piaskiem, ale również pobliskimi sklepikami, ławeczkami, zaułkami: kreślę ważny symbol / na kamieniu i przełykam / by osadził się w trzewiach / ukorzenił serce. Dzięki temu życie staje się jakąś ciągłością, wymianą energii w danym miejscu, i nie czujemy się jak rozbitkowie na mapie. Podmiot liryczny wyznaje: wpasowana w egzotyczny (kraj)obraz / obdarzam morze niewinną spowiedzią (z wiersza Osadzanie).
W swoich wierszach autorka z hiszpańskiego wybrzeża oznajmia: mam już twardy egzokarp / jestem pomarańczą (z wiersza Faza wzrostu). Nie oznacza to jednak, że nie można do nowego życia, a przynajmniej nowej jego części, zabrać ze sobą sadzonek czy potężnych roślin, które jak totemy chroniły nas w poprzedniej epoce. Temu zagadnieniu poświęcony jest wiersz Zdjęcie Ani. Poetka niejednokrotnie opowiadała o swoich bliskich związkach z mentorką, Anną Kajtochową. Nic więc dziwnego, że wyznaje swojej Mistrzyni: teraz tworzę nowy gwiazdozbiór / mistrzów i osób kochanych / znów otrzymasz honorową lokatę / w hiszpańskim salonie / wśród kolażu książek.
- ZACHWYT
Uczuciem podobnym do wdzięczności, a jednak o nieco innych odcieniach, jest zachwyt. To kolejny fragment ściany miodnej Joanny Nowocień. Gdy myślę o zachwycie, pierwsze co mi (żartobliwe i ironicznie) przychodzi na myśl, to pytanie z Ferdydurke: „Jak nie zachwyca, kiedy ma zachwycać?” No właśnie! Możemy mieć pewność, sięgając po tom Osobliwe stany odniesienia, że autorka koncentruje się na sytuacjach i wartościach wzbudzających w niej zachwyt. Zróbmy wobec tego listę odniesień o takim nacechowaniu: latarnia w Javea nawołuje kutry i jachty / (...) / żywioł uderza falami o pirs / a gdy woda się cofa / przybrzeżne kamienie śpiewają (z wiersza Śpiew kamieni), jak również:
w odrapanej kamienicy
wesoły gwar piwiarni
stare hiszpanki kołyszą wnuki
popijając mahou pogryzając churrosy
w południe
nieduże pueblo przysypia
ukołysane morzem
odurzone zapachem
kwiatów pomarańczy
(z wiersza Zza balustrady)
Hiszpańskie sjesty i bryza morza porwały mnie i, w śródziemnomorskiej ekstazie, zacytowałem więcej niż wypada w klasycznym posłowiu – wróćmy jednak do Polski. Tutaj też mieszkają zachwyty, chociażby w Łodzi, w której odbywają się liczne poetyckie zloty, gdzie: z egzaminów w szkole teatralnej / miga kraciasta sukienka. Na samo hasło „Łódź” wysypują się z bioserwerów / zawinięte jak cukierki chwile, liczne obrazy, przyjaciele z literackich kręgów, oraz współczesne symbole tego miasta (jak jednorożec). W ostatniej strofce autorka umieściła kliszę na temat piszącego to posłowie: w Łodzi mieszka Marcin / medytujący pomiędzy wierszami / duchowy brat. Mogę tylko wyrazić wdzięczność i zachwyt (to aż dwie ściany poetyckiego plastra miodu), że na wieczność medytuję pomiędzy wierszami. To tak słodkie podziękowanie, jak tylko potrafią być tytułowe Cukierki z Łodzi.
Jest jeszcze inny odcień zachwytu. Zachwycamy się nie tylko miejscami, które żyją, ludźmi, którzy pośród nas się przechadzają, ale również tym wszystkim, co już odeszło w swojej podstawowej formie i żyje tylko dzięki pamięci współczesnych. A miejscem kultu duchowości i kultury w szerokim tego słowa znaczeniu jest muzeum. W wierszu o tym tytule odwiedzamy liczne wystawy i oglądamy fragmenty rzeczywistości, która już przeminęła: ktoś trzymał rękojeść tego toporka / i zabijał wrogów / ktoś tkał mozolnie materiał / na koszulę z frędzlami / i grzał ciałem płótno / rytualnych strojów (z wiersza Muzeum). Refleksją, o tyle ważniejszą, że dotykającą nas – współczesnych – pozostaje pytanie, czy ktoś inny sięgnie po nasze zdobycze jako ciekawostki z tamtych czasów, gdy nasza epoka przeminie.
- ZAKOCHANIE
Od zachwytu przechodzimy do uczuć coraz bardziej intensywnych, do namiętności, które targają nami bez względu na miejsce, czas i okoliczności – mowa o miłości. Co można powiedzieć o zakochaniu u Nowocień? Podążając za metaforą zbudowaną wokół konnych stylów podróży, w wierszu Prześcignąć wiatr, dostrzegamy, że można dotknąć nowych wymiarów egzystencji w relacji z drugim człowiekiem. Wszystko jest tylko kwestią tego, że uczysz się ujeżdżać niepokorne ciało / a ono uczy się poznawać siebie i dopiero kochając siebie, otwierasz się na wspólne doświadczenia. Trzeba jednak pamiętać, że:
wspólne galopowanie budzi demony
dziecięcą odwagę
i niewinną otwartość na nowe
z kłusu przechodzicie w cwał
a najczystsza część
doświadcza człowieka
(z wiersza „Prześcignąć wiatr”)
Innym przykładem zakochania, również zdającego się trwać wiecznie i wręcz zapisanego na kartach mitologii, jest relacja łącząca postaci w wierszu Motyle. Dowiadujemy się, że odnalezienie w życiu osoby, która jest nam pisana, jest jak odkrycie ziemskiego raju (w trzynastym niebie wg mitologii Azteków). Można więc wysnuć wniosek, że istnieją tacy ludzie, którzy po prostu muszą się ze sobą spotkać, i dopiero wtedy można śpiewać jednym głosem i szybować w wysokie nieba.
- OŚWIECENIE
Gdy już głowa poetki upije się magicznym stanem zakochania, czy przekonania o tym, że spotkało się tego jedynego, właściwego człowieka na swojej drodze, wtedy może nastąpić wspólny rozwój. Wówczas Nowocień buduje piątą ścianę swojego heksagonu, a imię jej Oświecenie. Dostrzegamy niejaką dysproporcję w budowie równobocznego plastra miodu, lecz niczemu to nie szkodzi. Przecież nie poruszamy się w świecie geometrii, ale poezji i ulotności, w którym wszystko bywa płynne, tak jak płynny jest sam miód.
Na czym polega ta dysproporcja? Ogólnie rzecz ujmując, poetka większość swojej twórczości (nie tylko zawartej w tym tomie) poświęca sprawom duchowym. Kwestiom związanym z rozwojem osobistym, dociekaniem prawdy, słuchaniem przodków, rodowego echa – czego przykłady możemy odnaleźć także w poprzednich dziełach, takich jak chociażby tomik Czas na nowy cień (Kraków 2022). Zdecydowanie mniej w wierszach autorki jest tak zwanych spraw przyziemnych, a więcej pytań o kosmos czy sens istnienia. Może to dobrze, bo ta ściana, najbardziej krucha ze wszystkich w naszym wędrowaniu po ziemi, wydaje się u niej najbardziej soczysta i solidna. Dlatego też dzielnie wspiera takie obszary, jak zakochanie czy wdzięczność.
Co o oświeceniu mówią same wiersze Joanny Nowocień? Kierują nas w stronę duchowości i mentalności innej niż ta, którą poznajemy w codziennym życiu, w szkole, w domu czy kościele. Prowadzą do uznania w sobie wewnętrznego mistrzostwa – ba, idą jeszcze dalej i pomagają odnaleźć w sobie trzech mistrzów. Kim oni są i jakie mają funkcje? Najlepiej, aby na to pytanie odpowiedział sobie każdy indywidualnie.
Duchowość ta dociera do najgłębszych warstw skrytych przed wzrokiem. Poetka w wierszu Trzy pytania określa je słowami: dotarłeś do swojego oceanu / ultramaryna obmywa stopy / za tobą ciemne żłobienia / na piasku coraz płytsze / mniej znaczące. W innym utworze (W oku Boga) podsumowuje: dajesz się prowadzić / coraz częściej // bywasz belką w jego oku / ale to twoje oko. Z oświeceniem zawsze idzie w parze pojęcie umierania i tego, jak reagujemy na nie w naszym życiu. Niestandardowe dla europejskiej symboliki śmierci, rozkwitłej szczególnie w średniowieczu (Danse macabre, Rozmowa mistrza Polikarpa ze Śmiercią czy misteria o śmierci i życiu wiecznym), są wiersze Siostra ulotna czy Różowy przewoźnik. Przypominają o ulotności i przemijaniu w sposób otulający, łagodny i wskazujący, że śmierć nie istnieje – bo nie ma jej kiedy istniejemy, a kiedy nadchodzi – nie ma już nas. Można by więc rzec, że mijamy się z nią w przejściu. Nie służy też temu, by straszyć: rozpościera różowe skrzydła / by wybarwić powietrze / seraficzną poświatą i ukojeniem oraz rozumie że pojęcie śmierci / wrosło czernią / w ludzkie umysły.
Odkrycie wewnętrznego mistrzostwa prowadzi do dalszej eksploracji – to tylko początek podróży. Jakie mogą to być odkrycia? Zacytuję kilka najważniejszych fragmentów z wybranych wierszy:
obecność i czucie
rozpływają się we wnętrzu
roztapiając mnie
w nie-wiedzeniu
w byciu miłością
w nienazwanym
bo jestem nienazwana
(z wiersza Jam);
lecz kim jest ten JA
kto doświadcza człowieka
przebijając grubą materię umysłu
krzyczy do ciebie chorobami
rozdaje czekoladki
kto uwalnia traumy
podszeptuje poezją
podsuwa narzędzia
by odmrozić połączenie
ciała z jaźnią
(z wiersza „Przypominanie”)
Okazuje się, że gdy zgłębimy temat śmierci, dopiero wtedy (paradoksalnie) możemy oddać się tematowi naszych narodzin, czyli innymi słowy: najpierw załatwiamy teoretyczny koniec, który się nie wydarzył, by dotrzeć do tego, co faktycznie już miało miejsce w czasie i przestrzeni. Jeśli przyjmiemy taki koncept życia, to musimy bardzo dokładnie poprzestawiać klocki różnych zdarzeń, by zrozumieć, gdzie leży sedno i osiągnąć szczęście, czymkolwiek dla nas ono jest. Rozumienie szczęścia czy jakichkolwiek innych wartości uniwersalnych może podsumować cytat z wiersza Małe i Wielkie: moje małe w i e m / wie że mieści się / w bardzo Wielkim.
- ROZLICZANIE
Docieramy do najgłębszych warstw – do rozliczania. To również istotny motyw w twórczości autorki. W tym tomie rozliczenia dotyczą rodziny (Siłaczka), formacji pokoleniowej (Kiedyś, Powrót do lekkości), miejsc, w których byliśmy (Pojednanie z Augustowem, Niezapomniany Augustów): obwiniałam to miasto/ za trudne dorastanie/ (...)// teraz wracam / jak do przyjaznego domu / który wykarmił poezją / i umocnił kręgosłup i relacji, jakie budujemy (Niewinność). Po samej ilości wymienionych tytułów również można stwierdzić, że szósta ściana heksagonalnej komórki twórczości opiera się na solidnych fundamentach i obfituje mnogością przemyśleń: kobiety z mojego klanu / unoszą się niczym czajki / szybując nade mną / w bezszelestnym przyzwoleniu // wnikam w jedność ich oczu / przepływam łzami / przez pępowinę rodu / i zdeptane chusty. Znajdujemy tutaj wszystko to, co spotkało w życiu nas lub naszych bliskich (lub przodków, którzy są naszymi bliskimi w rodowym wyobrażeniu) i zatrzaskujemy drzwi za zmarłymi rodzicami: gdy umiera drugi rodzic / czujesz poruszenie wśród pokoleń / jakby silny przeciąg / zatrzasnął wszystkie drzwi.
W ten sposób zamyka się konstrukcja doskonała – heksagonalna komórka twórczości. Ktoś, kto przeczytał tomik, mógłby jednak zapytać: gdzie podziała się proza poetycka ze zbiorku oraz wiersze jej towarzyszące? Dla niej przygotowałem osobne miejsce, które jednak stanowi o całości kompozycji. Jeśli twórczość poetycka jest komórką, to opowiadania z nich złożone są niczym plastry miodu. Formy prozatorskie, które dla Nowocień nie stanowią najczęstszego środka literackiego wyrazu, powinny podsuwać nam skojarzenie miodnej uczty.
Czytanie tych krótkich form warto zacząć od zrozumienia wiersza otwierającego tę zagadkową część książki – Ramka na śnienie (dedykowanego mężowi). W tym utworze mamy do czynienia z materią snu – kapryśnego i wybierającego sobie konkretnego śniącego z powodu koloru otaczającej go ramki. Można to potraktować czysto prozatorsko – ot, my też mamy swoje gusta (w różowej sukience nie wyjdę na scenę, o nie!), a zatem i sny mogą mieć swoje upodobania. Można też pomyśleć, że błękitna ramka to emitowane przez współczesne urządzenia z ekranem niebieskie światło – a przecież ekspozycja na nie utrudnia chociażby proces zasypiania.
Gdy jednak uda się już zasnąć, przyjść mogą do nas rzeczy niezwykłe, śmieszne i dziwne. Mogą się śnić nam symboliczne role, w które wchodzimy w życiu – był zieloną półką na pomidory / lecz dyskretnie zmienił kolor; Byłem górnikiem, strażnikiem podziemnych korytarzy, wędrownikiem ciemności; Byłem zaledwie iskrą; Byłem tęczą; Byłem elegancką oprawką do szminki. Choć sny takie zdarzają się rzadko, a role są komiczne lub tragiczne, to przyjmijmy, że są to bajki – przestrogi ze świata duchowego, pokazujące nam w sposób prosty i zabawny, jak zachowujemy się, wchodząc w określone relacje. Kto przyjmuje rolę kata, a kto ofiary? Kto układa się ze wszystkimi i każdemu, niezależnie od swojego komfortu, stara się uprzyjemnić życie? Bajki to wiedzą. Sny to wiedzą. Nasza podświadomość to wie.
Nasze miodne dywagacje wieńczy delikatna polewa w postaci wiersza Niepodzielność. Mówiący w wierszu głos przypomina, że jedni dla drugich jesteśmy narzędziami, ale nasze zachowania i próby wychowywania innych spełzają na niczym, bo człowieka nie da się ustawić: wyżej niżej / dalej bliżej / czasem ratujesz / zapominając / że każdy jest już ustawiony / na swoim miejscu. Dlatego najlepiej, w moim odczuciu, skupić się na budowaniu własnych heksagonalnych światów odniesień – w których nasze wartości korespondują z życiem i tym, co mamy w nim do zrobienia. Wtedy wszystkie klocki zaczynają wchodzić na właściwe miejsce i sami zaczynamy odczuwać, że coraz dalej nam od ustawiania innych. Bo sami ustawiamy siebie – we właściwej płaszczyźnie względem kosmosu.
Rozłożyliśmy więc poetycki plaster miodu Joanny Nowocień na czynniki pierwsze. Zajrzeliśmy do „Bio-ula”, w którym powstają frazy, gdzie każda literacka pszczoła zna swoje miejsce i rolę. Jest to świat pełen świeżych metafor i poetyckich „skrzydlatych słów”. Prześledziliśmy drogę literacką pisarki i nauczyliśmy się nowych rzeczy o świecie i sobie samych. Ten tomik jest potwierdzeniem, że autorka od lat podąża własną, nigdy wcześniej nie napisaną ani nie wytyczoną artystyczną ścieżką. Książkę Osobliwe stany odniesienia polecam wszystkim, którzy lubią poezję pełną melodii i kwitnącą niczym hiszpańskie pomarańcze w porze przedwiośnia. Poetce życzę kolejnych wspaniałych łąk lunarnych i długiego panowania na tronie pszczelego królestwa.
Marcin Kurcbuch
Andrzej Dębkowski
Głos z lodu i milczenia
Skłoniły mnie do tej lektury wydarzenia polityczne ostatnich tygodni, które na nowo zwróciły uwagę świata na Grenlandię – miejsce zwykle obecne w medialnych migawkach jako przestrzeń strategiczna, arktyczna, niemal bezludzka. Tymczasem sięgnięcie po „Dolinę Kwiatów” Niviaq Korneliussen uświadamia boleśnie, że pod lodem geopolityki kryje się żywa, przejmująca kultura i literatura, która przez długi czas pozostawała poza naszym polem widzenia.
Literatura grenlandzka wyrasta z tradycji ustnej. Najstarsza twórczość Inuitów to baśnie, legendy oraz pieśni epickie i liryczne, często o charakterze magicznym, animistycznym, głęboko związanym z rytmem natury i surowym arktycznym światem. Przez wieki funkcjonowały one wyłącznie w przekazie ustnym, jako część wspólnotowego doświadczenia, pamięci i rytuału. Dopiero w XIX wieku zaczęto je systematycznie spisywać, m.in. dzięki badaczom i etnografom takim jak H.J. Rink, W. Thalbitzer czy Knud Rasmussen. Ten moment zapisu był jednocześnie momentem przejścia – od kultury oralnej ku literaturze w europejskim sensie tego słowa.
Równolegle Grenlandczycy wchodzili w krąg wpływów europejskich, przede wszystkim duńskich. Działalność misyjna Hansa Egede i jego syna Poula, autora pierwszego słownika i gramatyki języka grenlandzkiego, otworzyła drogę do rozwoju piśmiennictwa, ale też zapoczątkowała długotrwałe, niejednoznaczne relacje kulturowe i polityczne z Danią. Tłumaczono psalmy, sagi staroislandzkie związane z Grenlandią, a później także literaturę skandynawską i europejską. Na początku XX wieku, wraz z powstaniem grenlandzkiego towarzystwa literackiego w Kopenhadze i publikacją powieści Singnagtugaq („Grenlandzki sen”) w 1914 roku, można mówić o narodzinach współczesnej literatury grenlandzkiej.
Przez dekady rozwijała się ona w cieniu kultury duńskiej. Wielu pisarzy było i jest dwujęzycznych, tworząc zarówno po grenlandzku, jak i po duńsku. W ich twórczości powracały tematy historii wyspy – migracji Inuitów, wikińskiej kolonizacji, relacji z Europą – ale też kwestie społeczne, tożsamościowe i polityczne. Literatura stała się przestrzenią negocjowania własnego głosu w sytuacji zależności kulturowej i administracyjnej.
Dziś ten głos brzmi szczególnie wyraźnie. Współczesna literatura grenlandzka, tworzona w języku grenlandzkim, coraz śmielej mówi o doświadczeniu młodego pokolenia: o poczuciu wykluczenia, kryzysie tożsamości, napięciu między tradycją a nowoczesnością, o relacjach z Danią, ale też o bólu, który nie mieści się w statystykach. Niviaq Korneliussen jest jedną z najważniejszych autorek tego nurtu. Jej „Dolina Kwiatów”, nagrodzona Nagrodą Rady Nordyckiej i wydana w Polsce przez Wydawnictwo Czarne, to powieść wstrząsająca – pełna gniewu, czarnego humoru i rozpaczy.
Czytając „Dolinę Kwiatów”, ma się poczucie obcowania z literaturą, która nie tłumaczy się przed czytelnikiem z zewnątrz, lecz mówi z wnętrza społecznego doświadczenia. Korneliussen przejmująco pisze o masowych samobójstwach na Grenlandii, o żałobie i pustce, o cielesności i tożsamości płciowej, o miłości i ucieczce – także ucieczce od samej siebie. „Dolina Kwiatów” nie jest reportażem ani egzotyczną opowieścią z Północy, lecz bezkompromisową powieścią społeczną, która rozsadza stereotyp arktycznej ciszy. To literatura, która zostawia po sobie „puste krzesło przy rodzinnym stole” i niewypowiedzianą ciszę, zbyt ciężką, by ją zignorować.
Po latach czytania książek o Grenlandii wreszcie możemy czytać literaturę grenlandzką. W kontekście współczesnych wydarzeń politycznych nabiera ona dodatkowego znaczenia: przypomina, że Grenlandia to nie tylko terytorium, zasoby i strategiczne położenie, ale przede wszystkim ludzie i ich głosy. Literatura – od dawnych pieśni po powieści Korneliussen – jest jednym z najważniejszych sposobów, by te głosy naprawdę usłyszeć.
Andrzej Dębkowski
Andrzej Dębkowski
Wyczerpane słowa Waldemara Hładkiego
Nowy tom Waldemara Hładkiego Wyczerpane słowa jest zapisem drogi przez czas i przestrzeń, świadectwem życia, które mierzy się z ciężarem przemijania, samotności i milczenia, a jednocześnie z czułością wobec świata. To poezja diarystyczna, momentami przypominająca notatnik, w którym poeta zapisuje swoje podróże – zarówno te zewnętrzne, jak i wewnętrzne – pozostawiając przy tym świadectwo własnej wrażliwości i egzystencjalnych przemyśleń. Każdy wiersz jest intymnym zapisem chwili, równocześnie osobistym doświadczeniem i uniwersalnym pytaniem o sens istnienia. Już pierwszy utwór „W moim ogrodzie” wyznacza ton całego tomu: ogród, w którym „zamiast kwiatów wyrastają kamienie”, staje się obrazem ducha dotkniętego pustką, bólem i wyczerpaniem. To początek podróży przez świat, w którym piękno miesza się z utratą, a życie – z umieraniem. W Wyczerpanych słowach Hładki ukazuje śmierć jako proces codzienny, wpisany w biologiczną i duchową naturę człowieka. Wiersz „Jak zwykle” jest wyznaniem tego doświadczenia: umieranie odbywa się „bez rozgłosu”, w rytmie upływających dni i przemian komórkowych, w milczeniu. Ta świadomość, że każdy dzień jest częścią większego końca, nie prowadzi do dramatyzmu, lecz do spokojnej, choć bolesnej medytacji. Tom jest przestrzenią, w której geografia staje się świadectwem wewnętrznej mapy autora. Miejsca takie jak Brodła, Rzeszów, Kraków, Palma Nova, Fuertaventura nie są tylko punktami na mapie, lecz przestrzeniami doświadczeń, które poetę kształtują. Wiersze oparte na konkretnych datach i lokalizacjach nadają zbiorowi charakter dokumentu – jakby Hładki prowadził poetycki dziennik, w którym zapisuje nie tylko obrazy, ale także własne stany ducha. Obrazy te są jednocześnie obrazami przemijania relacji i życia. W „Drugim obrazku z wyspy Większej” poeta pokazuje parę przy stoliku w bistro nad morzem – martwą wewnętrznie, choć obecnie żywą, pełną „zasuszonych wspomnień”. To obraz obcości, w którym człowiek stoi naprzeciw człowieka, ale nie potrafi już odnaleźć bliskości. Kontrastuje z nim „Trzeci obrazek z wyspy Większej” – scena młodej matki z dzieckiem na plaży, gdzie życie pojawia się w swojej pierwotnej, delikatnej formie. W tomie powtarza się motyw ciszy i milczenia, które Hładki traktuje jako przestrzeń znaczenia. „Pomilczenie” dedykowane Julii staje się świadectwem, że milczenie bywa głębszym dialogiem niż słowa. To milczenie jest obecne również w formie wierszy – w krótkich, równoważnikowych wersach, w pauzach, w prostym, oszczędnym języku. Poeta unika zbędnych ozdobników, tworząc język równie ascetyczny, co jego tematy. W Wyczerpanych słowach obok tematów przemijania obecne jest światło i zachwyt nad chwilą. Wiersz „Poranek” jest niemal hymnem na cześć początku dnia – pszczoły zasiadają na koniczynie, kwiaty „otwierają ramiona”, a świat budzi się do życia. Ten obraz życia równoważy obrazy rozpadu i śmierci, ukazując, że mimo utraty i bólu istnienie potrafi być pełne piękna. Podobną funkcję pełni wiersz „Chwila”, w którym zmysły poddają się przyjemności smaku, zapachu i światła, a jednocześnie kończy się refleksją: „czy cieśla wystruga dziś kołyskę, / czy trumienne deski”. To zdanie, będące kluczem do całego tomu, pokazuje, że życie i śmierć współistnieją i przenikają się nawzajem. W poezji Hładkiego dom i natura są czymś więcej niż tylko tłem – stają się uczestnikami życia, nośnikami pamięci i tożsamości. Wiersz „Symbioza” ujawnia to wprost: poeta „wkleja się” w miejsce, „wrośnięty w drewniane ściany Domu na Trawie”, zatapia się w zapachy łąki i oddech strumienia. Natura jest tu partnerem, świadkiem i miejscem egzystencji, ale także świadectwem przemijania, czego symbolem jest wiersz „Do brzozy”, w którym poeta przytula drzewo dotknięte raną po piorunie. Miłość w tomie Hładkiego nie jest idealizowana. Wiersz „Kochaj mnie” jest prośbą o przyjęcie człowieka w jego pełnej kruchości, bez oczekiwań i warunków. To bliskość trudna, wymagająca, a zarazem jedyna możliwa w świecie, w którym „wyczerpane są słowa”. Formalnie tom jest spójny: krótkie wersy, brak regularnej rytmiki i rymu, prosta fraza czynią wiersze transparentnymi, ale równocześnie bogatymi w znaczenia. Daty i miejsca nadają im charakter zapisków, świadectwa chwili. To poezja egzystencjalna, która nie daje gotowych odpowiedzi, lecz pozostawia czytelnika w przestrzeni pytań o sens życia, o granicę między byciem a niebytem. Wyczerpane słowa to tom szczery, pełen ciszy, medytacji i czułości. To zaproszenie do zatrzymania się, wsłuchania w siebie i w świat, do odkrywania znaczeń, które rodzą się w milczeniu. To poezja, która mówi o końcu, ale też o życiu – o jego prostych, ulotnych chwilach, które pozostają, nawet gdy wyczerpane zostają same słowa.
Wyczerpane słowa jest tomem, w którym Hładki konsekwentnie rozwija motywy, które przewijały się w jego wcześniejszej twórczości, jednocześnie wprowadzając nowe wątki i perspektywy. Najważniejsze z nich to przemijanie i śmierć, cisza i milczenie, czas i pamięć, przyroda jako przestrzeń egzystencji, dom jako miejsce tożsamości oraz miłość jako akt akceptacji i bliskości w obliczu nieuchronności końca.
Motyw przemijania jest obecny w całym zbiorze jako fundament doświadczenia poetyckiego. Hładki nie traktuje go jednak jedynie w kategoriach nostalgii czy melancholii – to temat filozoficzny, ontologiczny, który splata wątki biologiczne i duchowe. W wierszu „Jak zwykle” śmierć jest opisana w języku komórek i tkanek, co nadaje jej wymiar naturalny, wręcz organiczny. To podejście jest charakterystyczne dla całego tomu – śmierć jest tu procesem, zjawiskiem wpisanym w cykl życia, a nie dramatycznym epizodem.
Cisza i milczenie w Wyczerpanych słowach mają szczególne znaczenie. Są nie tylko stanem braku słów, ale przestrzenią sensu, w której dokonuje się głębsza komunikacja. Wiersz „Pomilczenie” jest świadectwem tego podejścia: milczenie jest wtedy formą spotkania, aktem bliskości, w którym rodzi się prawda. Poeta pokazuje, że w świecie wyczerpanych słów milczenie staje się językiem. Cisza jest również formą estetyczną w tej poezji – budowana przez krótkie wersy, pauzy, oszczędny język, tworzy atmosferę kontemplacji.
Czas w Wyczerpanych słowach jest traktowany wielopoziomowo. Z jednej strony pojawia się jako linia życia, której każdy dzień jest świadectwem przemijania. Z drugiej – jako czas pamięci i zapisów. Daty i miejsca w utworach czynią z tomu swoisty dziennik poetycki. To daje czytelnikowi poczucie uczestnictwa w prywatnym archiwum autora, zapisanym nie w prozie wspomnień, lecz w obrazach i emocjach.
Przyroda w tomie Hładkiego jest czymś więcej niż tłem. Staje się ona partnerem egzystencji, elementem tożsamości poety. W „Symbiozie” poeta mówi o „wrośnięciu w drewniane ściany Domu na Trawie” i zasianiu siebie w łące. To obraz całkowitej przynależności, zlania się z miejscem i czasem. Przyroda jest też zwierciadłem ludzkich losów – jej cykle życia i śmierci odzwierciedlają procesy zachodzące w człowieku. To sprawia, że tom jest w dużej mierze poezją ekologiczną w sensie egzystencjalnym: przypomina, że człowiek jest częścią większego systemu, którego rytmy wykraczają poza jego życie.
Motyw domu i przestrzeni domowej jest u Hładkiego pojęciem o głębokiej wymowie. „Dom na Trawie” jest wierszem-symboliem – miejscem zakorzenienia, pamięci i tożsamości. To także przestrzeń bezpieczeństwa, ale i introspekcji. Dom staje się miejscem spotkania z sobą, ze światem i z przemijaniem.
Miłość w Wyczerpanych słowach jawi się jako akt najtrudniejszy – wymagający przyjęcia pełni człowieczeństwa drugiej osoby, ze wszystkimi jej słabościami. W wierszu „Kochaj mnie” Hładki formułuje prośbę o miłość bez warunków, za „okaleczone życie”. To przesłanie bliskości, które nie jest gestem romantycznym, lecz aktem etycznym, pełnym akceptacji i odpowiedzialności.
Styl i język tomu odzwierciedlają zawartość tematyczną. Hładki pisze wierszem prostym, wolnym od rymów, z krótkimi wersami, które tworzą rytm bliski modlitwie lub zapiskowi. Oszczędność środków i koncentracja na obrazie sprawiają, że każdy wers ma wagę. To język ciszy – nie w sensie braku słów, lecz ich wyczerpania i przemiany w coś głębszego.
Wyczerpane słowa wpisują się w całość twórczości Waldemara Hładkiego jako rozwinięcie jego wieloletniego poszukiwania poetyckiego języka, który byłby świadectwem życia. W dotychczasowych tomach poeta podejmował tematy pamięci, śmierci, relacji, natury i przemijania, lecz w nowym zbiorze osiąga dojrzałość w układaniu tych motywów w formę spójnej refleksji. To poezja nie tylko o życiu i śmierci, lecz o sposobie ich przeżywania – w ciszy, blisko natury, w gotowości do przyjęcia chwili takiej, jaka jest.
Wyczerpane słowa to tom wymagający i nagradzający cierpliwego czytelnika. To poezja, która nie udziela prostych odpowiedzi, lecz otwiera przestrzeń do myślenia i milczenia. Jest zaproszeniem do wejścia w przestrzeń, gdzie słowa stają się cieniem doświadczenia, a milczenie – jego pełnym wyrazem. Waldemar Hładki pokazuje, że prawdziwa poezja powstaje wtedy, gdy człowiek staje wobec granicy istnienia i znajduje w sobie siłę, by ją zapisać.
Andrzej Dębkowski
_____________________
Waldemar Andrzej Hładki, Wyczerpane słowa. Wiersze. Trzydzieści pięć wierszy na moje trzydziestopięciolecie w Unii Polskich Pisarzy Lekarzy. Słowo wstępne: Andrzej Dębkowski. Opracowanie redakcyjne, projekt okładki i korekta: Waldemar Andrzej Hładki. Ilustracje: Krzysztof Kozłowski – przy użyciu programu sztucznej inteligencji Dream by Wembo.ai. Wydawca: Unia Polskich Pisarzy Lekarzy, Kraków 2025, s. 80.
















































































































































































































































































































