Janusz Orlikowski
Krótka historia mojego dajmoniona
Kiedy on się pojawił? Czy wtedy, kiedy to po raz pierwszy sięgnąłem po pióro? Na pewno nie, z pewnością był już obecny i siedział sobie w kącie, i patrzył co wtedy podopieczny pisze. A ów młodzian głodny był mądrości, a ponieważ umiłowaniem mądrości filozofia się zowie więc również te a nie inne lektury. Ale dlaczego te, a nie inne? A to już jego sprawka i od tego on już się nie wywinie.
W młodości (a i czasem teraz) zawsze odnosiłem wrażenie, iż otaczający mnie ludzie chcą mi wpoić, że to oni wiedzą lepiej. Jak bumerang powracało stwierdzenie: co ty tam wiesz... Do dziś pamiętam je jak echo. Budziło mój niepokój nie tyle samo owo, co fakt pewności z jakim było wypowiadane. A to rodziło bunt, który musiał skutkować pewnym cierpieniem. Nie wiedziałem dlaczego mój sposób postrzegania życia miał być zły, a ta pewność innych dolewała oliwy do ognia.
Pierwszą z filozoficznych lektur, na którą natrafiłem była popularnonaukowa książka Adama Sikory Spotkania z filozofią, gdzie odnalazłem kolegę i przyjaciela – Sokratesa. Wprawdzie on nic o tym nie wie, ale to nie szkodzi. A może wie... Fakt, że ucieszył mnie w jego umiłowaniu mądrości sposób w jaki ojciec filozofii zbijał pewność siebie rozmówców i doprowadzał do tego, że ich rozumowanie okazywało się absurdalne. A zatem nie jestem sam, pomyślałem chyba wtedy. Jednak jest tak, że większość może nie mieć racji. Tylko dlaczego tak się stało? Przecież równie dobrze mogłem nie natknąć się na Sokratesa za sprawą Adama Sikory, nie kupić w antykwariacie tej książki.
Jedyną odpowiedzią, która może się tu pojawić jest obecność i czujność mojego dajmoniona. Wprawdzie pod tym pojęciem postrzega się głos bóstwa, które jedynie ostrzega przed popełnieniem zła i niczego nie doradza, co jest zgodne z tym jak widział to Sokrates, moje doświadczenia wskazują jednak inaczej. Myślę, że dajmonion jednak dyskretnie wskazuję drogę. Stąd też mogę mówić, uważam, o – krótkiej historii mojego dajmoniona. Sporo by tu o sokratejskiej ironii, jego metodzie, czy głównym credo: wiem, że nic nie wiem, które wtedy najbardziej przypadło mi do gustu. Skoro tak wielki człowiek wypowiada się w ten sposób, ta pewność otaczających mnie ludzi jest psu na budę. Dopiero później poznałem interpretacje i znaczenia, a poprzez to autentyczne umiłowanie mądrości, dobra i prawdy ojca filozofii, czego wyraz odnajdujemy w Obronie Sokratesa pióra Platona. Dajmonion skierował tam swoje kroki, co z pewnością i ja sam bym uczynił, bo taka tu naturalna kolej rzeczy. Wybacz więc dajmonionie moją tu pyszałkowatość, ale dobrze wiesz, że ten kto chce dobrze poznać Sokratesa musi tym samym zapoznać się choćby ze wspomnianą Obroną... jednego z jego uczniów, tego najwybitniejszego, czyli wzmiankowanego Platona. Nie był on lubiany przez pozostałych z uwagi na trudny charakter i pewną wyniosłość. Tym niemniej to on stoi na czele pisanej starożytnej, greckiej filozofii ze swym idealizmem, swoją jaskinią i ideą państwa. Również on miał problemy z otaczającymi go ludźmi. Gdy zwrócił się do napotkanych Ateńczyków z prośbą o pomoc w rozwiązaniu jakiegoś problemu, najwięcej do powiedzenia mieli ci, którzy w tym temacie mieli najmniej wiedzy, byli ignorantami. Czy czasem nie to skłoniło go do napisania słynnej jaskini, która jest pierwszym zapisem ludzkiej świadomości i nieświadomości? O jaskini piszę szerzej w eseju Cienie i rzeczy, który swego czasu publikowałem na łamach Akantu. Jaskinia to parabola tego co w naszym życiu jest świadome, a co nie, a i jakie są tego warunki. To ostatnia, siódma księga z działa Państwo , które przedstawia idealny jego wyraz. To obok Sokratesa ulubiony mój filozof, przyjaciel i kolega. I to pomimo tego, że nie lubił poetów, choć sam w młodości pisywał wiersze. Ale jemu o inny, by tak rzec, rodzaj poezji chodziło. Lapidarnie, o tzw. piękno–duchowość, marzycielstwo, albo opisywanie kwiatków, jak kto woli. Kwiatki przepraszam.
A skoro o poetach i poezji mowa. Mniej więcej w tym samym czasie mój dajmonion zażyczył sobie, abym zakupił wybór wierszy Juliana Przybosia Rozbłysk znaczeń z popularnej wtedy serii Wydawnictwa Łódzkiego Wiersze polskie pod redakcją Krystyny Poklewskiej, co poczyniłem. I to było to. Pamiętam godziny spędzone w kawiarni (restauracji) przy dworcu kolejowym w Częstochowie z mocną, aromatyczną, sypaną kawą Orion z cukrem, w szklance z podstawką. A gdy ją wypiłem do fusów dosypywałem cukru i te zjadałem. Ale to było na końcu. Wcześniej był Przyboś i mocna kawa. On, od którego by można rzec, uczyłem się poezji. Jego wiersze i moje próby... Dajmonion wiedział, że platoński przecież w swym wyrazie i przesłaniu twórca Krakowskiej Awangardy będzie odpowiedni dla moich wtedy właściwości.
Podobnie jak twórca Państwa był on nieco wyniosły. Krążyła o nim anegdota: gdy pan Julian jadł zupę, czynił to tak, jakby czynił zaszczyt owej zupie, że ją spożywa. Temu wybitnemu poecie poświęciłem wiersz z debiutanckiego tomu poezji Suknia rzucona w potok krwi:
a ja siedzę Julianie
i mam dłonie srebrnobiałe
od latarń
noc –
iskrzy rozedrganą powieką
myślowzrok kiełkuje
wszechblask opatrzy
porażoną źrenicę –
i się nie gniewaj
że bez przecinka
„i się nie gniewaj / że bez przecinka” to odniesienie do sławnej odezwy Przybosia, w której krytykował ostro tych, którzy w wierszach nie stosują znaków interpunkcyjnych. To wyjaśnienie ewentualnie dla nie wtajemniczonych. Myśl i wzrok to, by tak rzec, dwie kategorie, którymi głównie posługiwał się Przyboś. O nim szerzej piszę w tryptyku Erotyki, gdzie pierwsza część (Julian Przyboś) poświęcona jest właśnie jemu, a dwie pozostałe to Wisława Szymborska i Zbigniew Jerzyna, z pierwszego tomu esejów Radość i dyskoteka, który wstępem opatrzył Ignacy S. Fiut, profesor filozofii z AGH w Krakowie. Nie on jednak tj. Przyboś miał, według mojego dajmoniona, okazać się (by tak powiedzieć) moim ojcem. Nieco żartobliwa, mała proza poetycka Życiorys z tomu Martwa natura z pętelką, wskazuje że: „Urodziłem się w kawiarni lub na dyskotece. Moim ojcem jest Miłosz, matką Szymborska, a podobno rodziców się nie wybiera. Jego cenię za wiedzę, ją – za bystrość umysłu.” Widać dajmonion stwierdził, że idealizm Platona i platonizm Przybosia to dla mnie będą nie do końca dobre rozwiązania.
Znana jest anegdota o Platonie i Diogenesie z Synopy, gdzie ten drugi pyta pierwszego: czy prawdą jest, że piszesz Prawa? Na co twórca Obrony Sokratesa odpowiedział twierdząco. Czy napisałeś wcześniej Państwo? Ten również przytaknął. Czy państwo nie ma praw? Ma. Po co więc piszesz Prawa? Diogenes z Synopy, podobnie jak Sokrates, znany był z ciętego języka. Poza tym to niezwykle oryginalny filozof, który zamieszkiwał w beczce (por. mój esej Beczka Diogenesa z drugiej książki eseistycznej Status poety) i chodził w biały dzień z zapaloną latarnią powtarzając Hominem quero, czyli:szukam człowieka. Był biedny, lecz ubóstwo było jego sposobem na życie. Gdy przebywał w owej beczce podszedł do niego Aleksander Wielki i zapytał: cóż dla ciebie mogę zrobić biedny Diogenesie?, ten odpowiedział: odejdź, zasłaniasz mi słońce. Gdy natomiast zobaczył chłopca, który pije wodę podstawiając odpowiednio zwinięte dłonie pod wypływające źródełko, rozbił swój kubek mówiąc: a ja głupi nosiłem ten kubek niepotrzebnie. Niezależność, ograniczenie własnych potrzeb do niezbędnego minimum to główne zalety tegoż filozofa, twórcy szkoły cyników. Ale nie jest to cynizm w potocznym tego słowa znaczeniu, który obecnie ma głównie negatywne odniesienia. To raczej ironia (znana już u Sokratesa) i kpiarstwo z potrzeb człowieka, które niekoniecznie nimi być muszą. Przypomina mi się mój szkic Trzy konieczności ze wspominanego już tomu esejów Status poety. Tam wskazuję, że w życiu człowieka są tylko trzy rzeczy konieczne: jedzenie i picie, spanie oraz obecność w toalecie. Na dobrą sprawę wszystko inne jest kwestią wyboru. Dziś bym powiedział – i dajmoniona. Może przede wszystkim Jego.
Ten wspomniany wcześniej rozbity kubek przypomniał mi się kiedyś na lotnisku w Pyrzowicach, gdy nie kupiłem wody mineralnej, która jak wiadomo jest tam dość droga, a napiłem się ze sztucznego źródełka, przy którym był napis: woda zdatna do picia. Gasząc pragnienie bezpośrednio z niego uśmiechnąłem się tylko do siebie. Diogenes z Synopy, czyż nie jest nim poeta? By można zapytać.
A skoro o podróżach mowa. Już Julian Przyboś pisał: „Dajcie mi słońce Grecji! A odmłodzę Homera.” I z pewnością sporo tu racji. Ba, bardzo sporo. Zanim jednak mój dajmonion dał mi tę perspektywę powiódł mnie jeszcze do Epikura i Seneki, bo stwierdził, że tak powinien i miał rację. Dwa odmienne spojrzenia, by można powiedzieć. Choć jeśli przyjrzeć się bliżej – to nie. Epikur to dążność człowieka do życia w szczęściu. Seneka to stoicyzm, a więc i sądzę, istotny sposób w jaki można to osiągnąć.
Ważne jest tu i teraz. Epikur pisał: „ Nie psuj tego, co masz, pragnąc tego, czego nie masz; pamiętaj, że to, co teraz masz, było kiedyś jedną z rzeczy, na które tylko liczyłeś.” Lecz patrząc chronologicznie – było to zbyt wcześnie. Czyżby dajmonion się pomylił? Nie sądzę. Pewnie w podświadomości pozostawił mi tę myśl, jak i inne stoickie Seneki. I pozwolił, dzięki mojej wolnej woli, udać się w, by tak rzec, w bardziej poetyckie rejony. Chodzi mi tu o Miłosza i Szymborską, których, nieco żartobliwie, mianowałem swoimi rodzicami. Mój dajmonion więc pozwolił, bym zgłębił ich twórczość. W końcu wolna wola to rzecz święta. Odkryłem: w gruncie rzeczy pesymizm Miłosza, pomimo jego wiedzy, która mi tak imponowała. A Szymborską wciąż cenię, za tę właśnie bystrość umysłu, chociaż nie zawsze jej postrzeganie rzeczy mi odpowiada. Chyba ważne były tu i warunki zewnętrzne. Najpierw Nobel dla Miłosza, potem dla Szymborskiej. Ten dość długawy przystanek widać był mi potrzebny. Pewnie bez niego znaczenie przedstawionego cytatu Epikura nie byłoby tak mięsiste. A i Seneki: „Prawdziwe szczęście to cieszyć się teraźniejszością, bez lękliwego uzależnienia od przyszłości, nie bawić się nadziejami ani lękami, lecz zadowalać się tym, co mamy, co wystarcza, bo ten, kto jest, niczego nie pragnie.”
Jakby nie spojrzeć to echo Psalmu 23 z Biblii, słów które przypisywane są królowi Dawidowi: „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego.” No nie, chronologicznie to właśnie odwrotnie. Dla historii jednego dajmoniona nie ma to to jednak istotnego znaczenia. Bo w istocie tu ten nasz ludzki czas nie ma tu nic do powiedzenia. Dla dajmoniona istotą jest wieczność, która równocześnie jest też chwilą. To jednoczas. Pojęcie, które pojawia się się u mnie w wierszu Czujność z książki poetyckiej Geometria światła, gdzie piszę: „wieczność i chwila – jednoczas/ którego byt podejrzewałem// trwa w powstaniu kręgów ciepła.” Nie ma więc znaczenia kiedy co się pojawia, bo jest i wtedy te kręgi ciepła są możliwe. O czym piszę? O celu nadrzędnym: odnaleźć szczęście. Już Epikur i Seneka mi o tym mówili, ale jakby mgliście i niewyraźnie.
Teraz widzę to bardziej. Po starożytnych filozofach greckich przyszedł czas, a stwierdził to nie kto inny jak sam mój dajmonion, na – Jezusa. To wybitny Filozof, największy jakich do tej pory znałem. Mój kolejny po Sokratesie, Platonie, Diogeniesie z Synopy, Epikurze i Senece, kolega i przyjaciel. Że piszę nie Zbawiciel, czy Bóg, proszę państwa o wybaczenie.
Wcześniej sądziłem, że to co mówi Kościół jest tym, czym jest wiara w Jezusa Chrystusa. Myliłem się. O tym jak bardzo się myliłem uświadomiły mi kolejne lektury, a w tym ta pierwsza, dla mnie istotna Andrewa Welburna Początki chrześcijaństwa .Tam dowiedziałem się, że ewangelii wcale nie było cztery, a co najmniej dziesięć i o tym, że te cztery uważane dziś za kanoniczne, pozostałe natomiast jako apokryficzne, zostały przez odpowiednich redaktorów, pierwszych ojców Kościoła, tak zredagowane, żeby odpowiadały ówczesnym zamysłom wczesnego chrześcijaństwa. Przyznam, to był dla mnie szok. Stąd rozpocząłem wędrówkę po niezliczonej ilości książek, które o tym traktowały, aby być bliżej prawdy. Z pewnością sekundował mi w tym mój dajmonion, bo inaczej by w pewnym momencie powiedział dość. Ale jednak nie. Tego wyraz może odnaleźć czytelnik w esejach, które na łamach Akantu publikowałem. Chwała Stefanowi Pastuszewskiemu za to, że mi to umożliwił. To był ciąg kolejnych odkryć i zdarzeń, które niekoniecznie mieściły się w obecnie wyznawanym katolicyzmie.
Mój dajmonion powiódł mnie zatem od starożytnej Grecji, chociaż nie tylko, bo przecież Seneka żył już w I wieku nowej ery, do wczesnego chrześcijaństwa, jeśli tym mianem można również opatrzyć czasy Augustyna, a i dalej średniowiecze krucjat, czy inkwizycji. Nie jest moim zamiarem tworzenie pewnych uogólnień mojego ujęcia tego okresu. Nie jest to w charakterze tego eseju. Być może w przyszłości, bo przecież nie postawiłem tu przysłowiowej kropki nad i. Raczej skłonny byłbym do powiedzenia tego co jest. Gdzie mój dajmonion jest sobie teraz i jest, wciąż siedząc sobie cichutko, jak wtedy, w czasach mojej młodości. A zatem pozwolił mi on na napisanie Suplementu w książce poetyckiej Ponad chmurami, gdzie staram się zdefiniować, tak jak to rozumiem, a przede wszystkim czuję: wiarę, nadzieję i miłość, jako triadę chrześcijańskiego, by tak powiedzieć, creda z jednej strony oraz piękna, dobra i prawdy z drugiej, które przyświecały starożytnej Grecji. Wspomniany tom poezji profesor nauk humanistycznych Wojciech Kajtoch z Uniwersytetu Jagielońskiego w Krakowie nazwał traktatem, dostrzegając jednolitość przesłania, które tam się pojawia. Tekst ukazał się w Gazecie Kulturalnej.
Nie chwalić się tu jednak przyszedłem. To wydaje mi się wręcz śmieszne. Tym niemniej powiódł mnie tu mój dajmonion, którego historię bardzo szkicowo tu przedstawiam. To jego sprawka.
Janusz Orlikowski
Agnieszka Rykowska
Maski
W dzieciństwie dostałam lampkę w kształcie chłopczyka w czerwonym kapeluszu. Wtedy, po raz pierwszy podjęłam ryzyko. Chłopczyk był uszkodzony, o czym dobrze wiedziałam. Kiedy po raz trzeci poraził mnie prądem, matka odłożyła go z niecierpliwością na wysoką szafę. Z bibuły zrobiłam długą wstążkę i zaczęłam nią obracać.
– Mama, ładnie kręcę? – pytałam z uśmiechem.
Potem na bibule robiłam tuszem haft. Zdarzało się mocniejsze przyciskanie, co groziło zniszczeniem wstążki, wówczas nacierałam głowę olejkiem z marzeń i snów. W ten sposób wstążka szybko się zrastała, podobnie jak rany Jezusa w oczach Tomasza. Ten ostatni w końcu uwierzył, gdy zobaczył krew na palcach. Dotyk mu pomógł. Tak oto zaczęłam życie brać na czucie – przez dotyk.
Pewnego dnia nad wioską pojawił się silny wiatr. Zaczął, jak wielki ptak uderzać skrzydłami o dachy domów, ustawionych w zwartym szeregu, przy głównej drodze. Jedno skrzydło opadło na ścianę pokoju, drugie zaś porwało wstążkę, która zaczepiła o gwiazdę. Zaczęłam się wspinać. Byłam szczęśliwa do momentu, gdy nagle z dołu usłyszłam krzyk:
– Wracaj! Twoja matka nie żyje!
Nie pamiętam samego momentu spadania, ale dość szybko poczułam smak ziemi. Nade mną stała pochylona matka z twarzą żółtą, okropnie pomarszczoną i potwornie suchymi, popękanymi ustami.
– Chodź ze mną! – krzyknęła donośnym, ochrypłym głosem.
Chwyciła mnie mocno za ramię.
Lód. Wszędzie było dużo lodu. Bardzo szybko pokrywał świat. Zastygałam razem z nim.
Pamiętam... był grób między drewnianą wysoką szafą, a zimną ścianą. Bez okien i drzwi. Czasami wychodziłam, udawało się zakładać różne maski i krążyć. Nikt nie wiedział, że „nie żyję”.
W kółku teatralnym miałam wrażenie, że jestem wśród żywych. Najbardziej sprzyjało mi recytowanie wierszy i gra w komediach. Tragedia przerażała – niezbyt dobrze się w niej odnajdywałam. Ale jak mogłam wspaniale występować, skoro tragedia rozgrywała się we mnie na co dzień?
– Życie to jedna wielka gra – wtedy od kogoś usłyszałam takie słowa.
– Od ciebie zależy, jaką maskę założysz i w jakiej scenie zagrasz – odpowiedziałam.
Niestety, nie przyjęli mnie na Akademię Teatralną.
– Pani romantyzm nadaje się w życiu, dla męża, nie na scenie – usłyszałam przed egzaminami wstępnymi od znanego aktora.
Wreszcie poznałam mężczyznę w czarnym płaszczu. Zaimponował pochodnią. Razem krążyliśmy po mrocznych korytarzach; doskonale rozrzucał po nich blask. Był jednak poważny problem: otóż nie zdawałam sobie sprawy, że on również „nie żyje”. Chłopczyk w czerwonym kapeluszu powrócił. Wszystko dotarło do mnie dopiero, gdy zobaczyłam szkielety innych kobiet, czaszki z pustymi oczodołami i wykrzywione w ironicznym uśmiechu szczęki.
Pewnego dnia powróciły najmroczniejsze chwile. Zobaczyłam w lustrze czarną twarz; w niej przewijały się postacie bliskich. Odbicie w lustrze rozszarpywało mnie na strzępy – głębokie rany znowu wyszły na wierzch.
Walczyłam, a jakże: pojawił się szkielet szkieletu i obrastałam znowu mięsem. Przyszło olśnienie, że wszystko zależy ode mnie, jednak to nie było takie oczywiste. Rzeczywiście z czasem, ciemności zaczęły rozpływać się w delikatnych promieniach słońca. Ale tak naprawdę przyczyną odchodzenia koszmarów była poezja. Oczyszczała niczym larwy.
– Nie pisz o larwach! – krzyknął kolega. – Normalsi tego nie pojmą!
Nagle ludzie zobaczyli moje dłonie (przebijały przez drewnianą podłogę). Powietrze przenikały szepty: M-aria, A-gnieszka, S-alome, K-ali, I-sztar.
Imion i twarzy było dużo, dużo więcej. I choć napotykałam się na nie dosyć często, wybierałam samotny kamień i pola, po których wędrowałam.
– Ja was opiszę! – krzyczałam. – Boże, daj mi kiedyś możliwość pisania. Daj mi ten dar.
Biegałam po niemoich polach. Tańczyłam i robiłam salta na kwitnących łąkach. Byłam złodziejką, gdy obejmowałam pnie drzew, wykorzystując ich energię.
Kłamałam, opowiadając wymyślone historie o miłości.
Dziś mam dom pośród traw, w których czasem zbieram płyty. Słyszę moje wewnętrzne dziecko. To kilkunastoletnia dziewczyna z długimi włosami. Mówi, grożąc mi palcem:
– Życie to wielka gra. Trzeba oswoić śmierć, wówczas oswoisz życie i możesz dobrze zagrać. Nie żyj śmiercią, bo wtedy nie zagrasz życia i przegrasz.
Wsłuchuję się w szept życia, biegnę po złocistym okręgu, niekiedy powracam, potem znowu biegnę.
Czasem widzę, jak podchodzę do drewnianego płotu. Dotykam pokrytego mchem szczebla.
Poczciwa staruszka w kolorowej chustce mnie pyta:
– To panienka już wróciła z nauk?
– Tak – odpowiadam z lekkim uśmiechem. – Trzeba zamknąć drzwi i bramy. Nie może być, by wiatr porozsiewał niechlujnie ziarno.
Poeci do piór
Ogólnopolski Konkurs Poetycki „O Laur Adama – 2026”
Organizatorzy III Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „O Laur Adama – 2026”: Adam Jarubas – Poseł do Parlamentu Europejskiego i Stowarzyszenie Lokalnych Liderów PONIDZIANIE w Pińczowie.
Cel konkursu: inspirowanie do aktywności twórczej, promowanie talentów literackich, popularyzacja twórczości poetyckiej.
Warunkiem uczestnictwa jest nadesłanie zestawu 3 wierszy. Utwory nie mogą być wcześniej publikowane ani nagradzane w innych konkursach. Jury oceni jeden z nadesłanych wierszy.
Tematyka i forma utworów jest dowolna.
Prace konkursowe powinny być opatrzone godłem słownym (pseudonimem), a do nich dołączona koperta z tym samym godłem w adresie, zawierająca w zaklejonej kopercie kartkę z danymi autora (imię i nazwisko, adres do korespondencji, e–mail, ewentualnie numer telefonu). Prace należy przesyłać w 4 egzemplarzach.
Warunkiem uczestnictwa w Konkursie jest dołączenie podpisanego przez autora oświadczenia o następującej treści: „Oświadczam, że zapoznałem się z treścią i akceptuję w całości regulamin III Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „O Laur Adama – 2026”. Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych autora pracy konkursowej w zakresie i celach wskazanych w regulaminie "
Jury powołane przez organizatora w składzie: Adam Gwara, Adam Ochwanowski, Adam Ziemianin oceni nadesłane utwory oraz przyzna następujące nagrody i wyróżnienia: I – 2000 zł; II – 1500 zł; III – 1000 zł oraz trzy wyróżnienia po 500 zł.
Nagrodzone i wyróżnione prace będą opublikowane na plakacie poetyckim, w „Gazecie Kulturalnej” i na różnych portalach literackich
Lista zwycięzców zostanie opublikowana na stronie: www.jarubasadam.pl i na portalach kulturalnych
Prace konkursowe należy przesłać do dnia 15 maja 2026 roku (decyduje data stempla pocztowego) na adres: Biuro Poselskie Adama Jarubasa 25-363 Kielce, ul. Wesoła 47/49 , z dopiskiem „O Laur Adama " lub dostarczyć do siedziby organizatora.
Patronem medialnym Konkursu jest „Gazeta Kulturalna” i Radio z Qlturą, a patronem honorowym – Warszawski Klub Przyjaciół Ziemi Kieleckiej.
Laureaci Konkursu zostaną powiadomieni o miejscu i terminie wręczenia nagród drogą mejlową bądź telefoniczną. Organizatorzy nie refundują kosztów dojazdu na uroczystość wręczenia nagród.
Pytania dotyczące konkursu należy kierować na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub na numer – tel. 660 271 154.
Organizatorzy nie zwracają nadesłanych tekstów zastrzegając sobie prawo do publikowania i cytowania w mediach nagrodzonych i wyróżnionych wierszy bez dodatkowej zgody autorów i bez honorarium autorskiego.
Ochrona danych osobowych:
Administratorem danych osobowych przetwarzanych w ramach konkursu jest Stowarzyszenie Lokalnych Liderów PONIDZIANIE w Pińczowie.
W ramach konkursu Administrator danych przetwarzał będzie imiona, nazwiska, email oraz adres do korespondencji uczestników.
Dane wymienione w ust. 2 przetwarzane są na podstawie zgody. Zgoda ta jest dobrowolna i możliwa do wycofania w każdym czasie. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania przed jej wycofaniem.
Celem przetwarzania danych jest identyfikacja uczestników turnieju oraz umożliwienie powiadomienia laureatów o przyznanych nagrodach.
Dane uczestników konkursu będą przetwarzane przez czas trwania konkursu i usunięte nie później niż po upływie 3 miesięcy od dnia jego zakończenia.
Autor ma prawo dostępu do treści danych, prawo ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo wniesienia sprzeciwu przeciwko ich przetwarzaniu.
















































































































































































































































































































