Nowości książkowe

 

Plakat

Nowy numer kwartalnika ETHOS

 

Ku wartościom podstawowym 

 

OD REDAKCJI

Przed zmierzchem Zachodu

 

Tramonto delTOccidente? [„Zachód słońca Zachodu?”]1 oraz Reąuiem per l’Occidente [,,Requiem dla Zachodu”]2 to tytuły dwóch esejów Giorgia Agambena w cyklu „Una voce”, opublikowanych na łamach internetowego periodyku „Quodlibet” w roku 2024. Agamben od wielu lat analizuje proces transformacji cywilizacji zachodniej – transformacji, której istotąjest sekula­ryzacja. Nie postrzega jej jednak jako prostego „odczarowania” i deteleogizacji. Bliższa jest mu intuicja Carla Schmitta, że „w nowoczesności teologia jest wciąż obecna, a jej oddziaływanie przemożne”3.

Na to samo zjawisko – obecność postaw religijnych lub quasi-religijnych pod powierzchnią deklarowanej w kulturze niechęci do nastawienia wobec rzeczywistości modelowanego przez wiarę religijną – wskazał Jan Paweł II w rozmowie z Vittoriem Messorim: „Proces odchodzenia od Boga ojców na­szych, od Boga Jezusa Chrystusa, Ewangelii i Eucharystii, nie oznaczał zerwa­nia z Bogiem bytującym poza światem. Owszem, ten Bóg deistów był stale obecny, był też chyba obecny u francuskich encyklopedystów, w dziełach Voltaire’a i Jeana-Jacques’a Rousseau, jeszcze bardziej w Philosophiae naturalis principia mathematica Isaaca Newtona, które oznaczają początek rozwoju fizyki nowoczesnej”4. Papież opatrzył jednak swoją obserwację znaczącym uzupełnieniem: „Ale ten Bóg jest stanowczo Bogiem poza-światowym. Bóg obecny w świecie wydawał się niepotrzebny dla umysłowości wykształconej na przyrodniczym poznaniu świata. Podobnie Bóg działający w człowieku miał stać się niepotrzebny dla nowoczesnej świadomości, dla nowoczesnej nauki o człowieku, badającej mechanizmy świadome i podświadome jego postępowania. Racjonalizm oświeceniowy wyłączył prawdziwego Boga, a w szczególności Boga Odkupiciela, poza nawias”5. Ukazując konsekwencje owej opcji na rzecz Boga pozaświatowego, Jan Paweł II posłużył się formułą „żyć [...] jakby Bóg nie istniał”6, która z czasem stała się ważnym elementem debaty o stanie kultury mającej korzenie chrześcijańskie.

W kulturze wybierającej życie Jakby Bóg nie istniał” Odkupiciel został potraktowany jako koncept kłócący się z rozumem, który – przeciwstawiony Bogu – miał się stać najważniejszym punktem odniesienia ludzkich dążeń i działań. Z kolei idea Boga pozaświatowego – w ocenie Jana Pawła II „tylko pewna niesprawdzalna hipoteza”7 – nie kłóci się z modelem życia „jakby Bóg nie istniał”; nie przeszkadza bowiem rozumowi aspirować do sprawowania pełni władzy.

W roku 1994, w którym ukazał się obszerny wywiad Messoriego z Papie­żem, a więc już dobrze za półmetkiem dwudziestosiedmioletniego pontyfikatu, mogło się wydawać, że następuje odwrót od pozytywistycznego przekonania o wszechmocy ludzkiego rozumu wnioskującego niemal wyłącznie na podsta­wie empirycznego poznania rzeczywistości. W odżywającej tęsknocie za sa­crum – eksplorowanej przez myślicieli takich jak Mircea Eliade – Jan Paweł II dostrzegał świadectwo instynktu samozachowawczego cywilizacji wprowa­dzającej niezbędną korektę do paradygmatu myślenia jednowymiarowego, ślepego na całą sferę doświadczeń opisywalnych w językach symbolicznych i metaforycznych, a nie wyłącznie w języku matematycznym8.

Żywotność i popularność filozofii religii – nie tylko w odmianie feno­menologicznej, do której w rozmowie z Messorim nawiązuje Jan Paweł II – pozwalały żywić nadzieję, że kultura chrześcijańska znajdzie środowisko bardziej sprzyjające rozwojowi. Papież wyraźnie dostrzegał jednak ryzyko polegające na tym, że nowe zainteresowanie duchowością przybierze postać jakiejś nowej gnozy, na przykład na wzór New Age, zjawiska będącego kon­glomeratem aktywności w tej dziedzinie. Unikając otwartej konfrontacji z tym nurtem, Jan Paweł II wyraźnie wskazał na otwarcie antychrześcijański cha­rakter kierunków filozoficznych i praktyk parareligijnych należących do New Age, które „bardzo głęboko zrywają z tym, co jest istotowo chrześcijańskie, nie mówiąc tego w sposób jasny”9. Ów gnostycki antychrystianizm – który w kolejnych latach ukazywał się w nowych odsłonach, stając się otwartą walką z chrześcijaństwem będącym przeszkodą na drodze do „nowego wspaniałego świata” –jawił się Papieżowi jako symptom powracającej w dziejach uzurpacji przez człowieka miejsca Boga: pragnienia człowieka, by zastąpić objawienie zawarte w Bożym słowie ludzką inwencją, tym, jak dosadnie powie Papież, „co jest wymysłem samego człowieka”10.

Krytyka antychrystianizmu nie wynikała z chęci obrony doczesnego stanu posiadania Kościoła. Jan Paweł II formułował ją z pozycji obawy o destrukcyj­ny potencjał tego nurtu – niebezpieczny dla całej kultury i poszczególnych osób. Jeszcze w latach fermentu intelektualnego towarzyszącego obradom Soboru Watykańskiego II – jak wiadomo, bardzo ważnego dla formacji intelektualnej Karola Wojtyły – Joseph Ratzinger z niepokojem pisał o antysakramentalności kultury powojennej. Dostrzegał rzadko dzisiaj zauważany paradoks tego czasu – wielkiemu, niemającemu precedensu w historii chrześcijaństwa rozkwitowi teologii sakramentów, związanemu z odkryciami dotyczącymi starożytnych źródeł liturgii chrześcijańskiej, towarzyszył równie bezprecedensowy anty– sakramentalizm kultury: „W czasach, w których przyzwyczailiśmy się w tkance rzeczy widzieć tylko materialny element pracy człowieka, w których – krótko mówiąc – świat uznaje się za materię, a materię za materiał, nie ma już wolnej przestrzeni dla owej symbolicznej przejrzystości rzeczywistości wskazującej na wieczność, będącej podstawą zasady sakramentalnej. [...] W rzeczach widzi się tylko rzeczy, tylko funkcję pracy człowieka i jego osiągnięć, a obierając taki punkt wyjścia, nie można już zrozumieć, w jaki sposób «rzecz» może się stać «sakramentem»„„. Inny aspekt paradoksalności tej sytuacji polega na tym, że ów materialistyczny antysakramentalizm kultury odcieleśnia człowieka: „Błąd antysakramentalnego idealizmu polega na tym, że czyni człowieka przed Bogiem czystym duchem. Zamiast człowieka zostało tu tylko widmo, które nie istnieje, oraz religijność, która chcąc budować na takich fundamentach, budowała na złudnym piasku”12. Zdaniem niemieckiego teologa przyczyną owego odcieleśniąjącego antysakramentalizmu jest podwójny błąd antropo­logiczny: połączenie swego rodzaju herezji idealistycznej i marksistowskiej. Idealistyczny komponent tego błędu – osiągający szczyt w myśli Johanna Gottlieba Fichtego –to ujęcie człowieka jako autonomicznego ducha będącego wolą i wolnością, a więc zdolnego tworzyć siebie13. Z marksizmu pochodzi zaś przeświadczenie, że człowiek to wyłącznie homo faber– materia jest dla niego zawsze wyłącznie materiałem, który należy uczynić przedmiotem ludzkiej pracy; ani materia sama w sobie, ani jej sens symboliczny nie mają tutaj zna­czenia14, co powoduje, że życie sakramentalne traci jakąkolwiek podstawę.

Charles Taylor w późniejszej o cztery dekady pracy A Secular Age5 wskazał na problem, który określił jako ekskarnację (ang. excamation) chrześcijaństwa, czyli „stałe odcieleśnianie się życia duchowego, tak że jest ono coraz mniej ulokowane w głęboko znaczących formach cielesnych, a coraz bardziej sytu­uje się «w głowie»„16. Dla kanadyjskiego filozofa było oczywiste, że proces owej ekskarnacji pozostaje sprzeczny z tajemnicą Boskiej inkarnacji, stanowiącą jedną z najważniejszych prawd chrześcijaństwa. Taylor, który przygląda się temu zjawisku z szerokiej perspektywy uwzględniającej różne tradycje religijne i filozoficzne, bierze też zresztą pod uwagę znaki sakramentalne, ubolewając, że odnajdywana w nich przez naszych przodków siła niełatwo znajduje ekwiwalent w kulturze wskazującej człowiekowi źródło pocieszenia „w głowie” – w jego własnej głowie.

Błąd antropologiczny wskazany przez Ratzingera doprowadził cywilizację chrześcijańskiego Zachodu do stanu głębokiego kryzysu, na którego istotę wskazał Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae7. Jest nim konflikt, którym naznaczona jest cywilizacja naszej epoki – epoki, jak ujmuje to encyklika, zdo­minowanej przez świeckość: „Poszukując najgłębszych korzeni walki między «kulturążycia» a «kulturą śmierci», nie możemy uznać za jej jedyną przyczynę [...] wynaturzonej idei wolności. Trzeba dojść do sedna dramatu, jaki przeżywa współczesny człowiek: jest nim osłabienie wrażliwości na Boga i człowieka, zjawisko typowe w kontekście społecznym i kulturowym zdominowanym przez sekularyzm, którego wpływy przenikają nawet do wnętrza wspólnot chrześcijańskich i wystawiają je na próbę. Kto poddaje się oddziaływaniu tej atmosfery, łatwo może się znaleźć w zamkniętym kole, które wciąga go niczym straszliwy wir: tracąc wrażliwość na Boga, traci się także wrażliwość na człowieka, jego godność i życie; z drugiej strony, systematyczne łamanie prawa moralnego, zwłaszcza w poważnej materii poszanowania życia ludz­kiego i jego godności, prowadzi stopniowo do swoistego osłabienia zdolności odczuwania ożywczej i zbawczej obecności Boga”18.

W innym miejscu tej profetycznej encykliki Jan Paweł II powtórzył wezwa­nie św. Pawła: „«Postępujcie jak dzieci światłości! [...] Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności» (Ef 5,8.10-11). We współczesnym kontekście społecznym, naznaczonym przez dramatyczną walkę między «kulturą życia» a «kulturą śmierci», należy wykształcić w sobie silny zmysł krytyczny, pozwalający na rozeznanie prawdziwych wartości i au­tentycznych potrzeb”19.

To wezwanie odnosi się do wyborów moralnych bezpośrednio modelu­jących kształt kultury tak, że – zależnie od podejmowanych decyzji – służy ona życiu albo śmierci. Od roku 1995, w którym – w siedemnastym roku swego pontyfikatu – Jan Paweł II przypomniał swoim współczesnym: „de vitae humanae inviolabili bono”, sprawy świata oglądanego z perspektywy tej wyjątkowo wrażliwej kwestii ludzkiego życia przybrały bardzo niepokojący kształt; wystarczy wspomnieć o zmianach prawnych z roku 2021 skutkują­cych radykalnym wzrostem stosowania eutanazji w Kanadzie czy o wpisaniu w roku 2024 tak zwanego „prawa do aborcji” do konstytucji francuskiej.

W artykule z jesieni roku 2024 – trzeźwo komentującym zwycięstwo Donalda Trumpa, przez wiele osób postrzegane jako nadzieja na zasadnicze osłabienie wpływów „kultury śmierci” – Alan Fimister (współautor interesują­cego kompendium filozofii polityki20) zrekapitulował stan wojny dwóch kultur: „Pośród diabolicznej anarchii, neo-pogromów, małżeństw osób tej samej płci, samobójstw osób starszych i chorych oraz ludzi okaleczających się, aby dosto­sować się do ułudy, jakoby zostali uwięzieni w niewłaściwym ciele, może się wydawać, że nie ma nadziei na uspokojenie spraw na tej ziemi. Niewątpliwie godzina jest późna”21. Intencją Fimistera – intelektualisty zaangażowanego w obronę praw tradycyjnie rozumianej rodziny – jest jednak podtrzymanie chrześcijańskiej nadziei; stanowiącej również lejtmotyw Evangelium vitae, encykliki wzywającej do nadziei. W artykule Fimistera wezwanie do prakty­kowania cnoty nadziei wsparte zostało słowami Johna Henry’ego Newmana kończącymi jego mowę znaną jako Biglietto Speech, wygłoszoną w rzymskim Palazzo della Pigna po otrzymaniu „biglietto” z informacją o nominacji kardy­nalskiej: „Kościół nie ma nic innego do zrobienia, jak tylko wykonywać swoje właściwe obowiązki z ufnością i spokojem; stać w miejscu i ujrzeć zbawienie Boże”22. Mówcy chodzi tutaj o nadzieję człowieka pokornego, o którym mówi werset jedenasty Psalmu 37, kończący tę wypowiedź: „Natomiast pokorni posiądą ziemię / i będą się rozkoszować wielkim pokojem”. Wystąpienie osnute jest wokół wyznania Newmana, że przez całe życic sprzeciwiał się on liberalizmowi w religii, to jest przekonaniu, że nie ma w niej żadnej pozytyw­nej prawdy. W tym kontekście nadzieja człowieka pokornego, ze spokojem oczekującego, że ujrzy zbawienie Boże, okazuje się przylgnięciem do prawdy religii objawionej.

Ów sugestywny akt nadziei wybitnego myśliciela nabiera nowego zna­czenia w kontekście tej okoliczności, że niniejszy tom „Ethosu. Kwartalnika Instytutu Jana Pawła II KUL” ukazuje się na początku posługi papieża Leo­na XIV, do której szczególnie ważnych aktów u jej początku należy ogłoszenie św. Johna Henry’ego Newmana doktorem Kościoła. Równocześnie Papież od razu okazał się kimś wyraźnie dostrzegającym potrzebę obrony kultury życia. W pierwszej homilii zauważył, że świat zdający się na „technologię, pieniądze, sukces, władzę, przyjemności”23 bez wahania odrzuca Chrystusa, gdy tylko uzna, że stawiane przez Niego wymagania są zbyt uciążliwe. Przy innej okazji swoją rolę Papież określił jako naśladownictwo Mistrza, który przyszedł „«łowić» ludzkość, aby ocalić ją z wód zła i śmierci”24. Wierność tej misji w zeświecczonym świecie zdominowanym przez liberalizm jest – nawiążmy do słynnego tytułu wyboru tekstów Newmana w przekładzie Stanisława Brzo­zowskiego25 – „przyświadczeniem” prawomocności nadziei.

Autorzy prezentowanego tu tomu to myśliciele, o których również można powiedzieć, że „przyświadczają” nadziei. Chociaż dostrzegają cywilizacyjny kryzys, nie poddają się rozpaczy, ale poszukują dróg ratunku. Jove Jim S. Aguas w artykule Just Society and the Culture of Peace, poświęconym potrzebie starań we współczesnym świecie o „społeczeństwo sprawiedliwe i kulturę po­koju”26, zauważa na przykład, że należy się przeciwstawić „wszelkim ideolo­giom, które niszczą lub poniżają człowieka w imię stanowisk populistycznych, materialistycznych i konsumpcyjnych”27. Odwołując się do bogatej refleksji filozoficznej i teologicznej dotyczącej godności człowieka-refleksji obecnej w myśli Arystotelesa i Tomasza z Akwinu oraz papieży poruszających tak zwaną „kwestię społeczną” (łac. res socialis): Leona XIII, Piusa XI, Jana XXIII, Jana Pawła II i Franciszka – Aguas przypomina, że Kościół katolicki nigdy nie utracił nadziei, iż możliwa jest realizacja pozytywnej wizji pokojowego świata. Ksiądz Stanisław Fel z kolei, omawiając kwestię praw człowieka w nauczaniu Jana Pawła II, unaocznia inspirującą rolę zarówno papieskiej refleksji w tej dziedzinie, jak i twórczości filozoficznej Karola Wojtyły dla kwestii kultury życia, w różnych dziedzinach jej urzeczywistniania się28. Wszystkie teksty zebrane w niniejszym tomie – z różną intensywnością i na różnych po refleksji: teologicznej, filozoficznej, politologicznej, socjologicznej, a także pedagogicznej – stanowią wyraz uważnego namysłu nad wyzwaniami kultury kresu pierwszej ćwierci dwudziestego pierwszego wieku. Czytelnik znajdzie w nich nie tylko raport o cywilizacji w stanie kryzysu, ale przede wszystkim racjonalne pytanie, jak uchronić człowieka i jego środowisko życia od katastrofy.

Podsumowując jubileusz roku 2000 – otwierający nowe tysiąclecie dziejów człowieka i dziejów chrześcijaństwa – Jan Paweł II wzywał, aby wypłynąć na głębię z nadzieją, która „«zawieść nie może» (Rz 5,5)”29. Te same słowa św. Pawła rozpoczynają bullę Spes non confundit30, ogłaszającą trwający obecnie jubileusz roku 2025. Treść nowego tomu „Ethosu. Kwartalnika Instytutu Jana Pawła II KUL” dobrze współbrzmi z tymi wezwaniami.

Tomasz Garbol

_______________ 

1 Zob. G. Agamben, Tramonto deToccidente?, „Quodlibet”, 19 II 2024, Quodlibet, https:// www.quodlibet.it/giorgio-agamben-tramonto-dell-u2019occidente.

2 Zob. tenże, Requiem per l 'Occidente, „Quodlibet”, 11 VII 2025, Quodlibet, https:// www. quodlibet.it/giorgio-agamben-requiem-per-l-u2019occidente.

3 Tenże, Oikonomia. Królestwo i chwała. Przyczynek do teologicznej genealogii ekono­mii i rządu, tłum. P. Laskowski, S. Matuszewski, P. Michalik, Wydawnictwo IFiS PAN, Warsza­wa 2023, s. 38.

4 Jan P a w e ł II, Przekroczyć próg nadziei. Jan Paweł II odpowiada na pytania Pittoria Messoriego, Redakcja Wydawnictw KUL, Lublin 1994, s. 56.

5 Tamże.

6 Tamże, s. 57.

7 Tamże.

8 W rozmowie z Messorim Eliade przywołany został jako reprezentant myślenia hermeneutycznego, eksplorującego znaczenia języka symbolicznego (por tamże, s. 46). Mircea Eliade co prawda zmarł w roku 1986, ale w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku ciągle żywa była recepcja jego twórczości.

9 Tamże, s. 81.

10 Tamże.

11 J.Ratzinger, Sakramentalne podstawy egzystencji chrześcijańskiej, tłum. W. Szymona, w: tenże, Opera Omnia, t. 11, Teologia liturgii. Sakramentalne podstawy życia chrześcijańskiego, red. K. Góźdź, M. Górecka, Wydawnictwo KUL, Lublin 2012, s. 185n.

12 Tamże, s. 199.

13 Por. tamże, s. 198.

14 Por. tamże, s. 199.

15 Zob. Ch. Tay1or, A Secular Age, The Belknapp Press of Harvard University Press, Cam­bridge, Massachusetts - London 2007.

16 Tamże, s. 771. O ile nie wskazano inaczej, tłumaczenie fragmentów obcojęzycznych -T.G.

17 Zob. Jan Paweł II, Encyklika o wartości i nienaruszalności życia ludzkiego Evangelium vitae, „L’Osservatore Romano” wyd. poi. 16(1995) nr 4(172), s. 4-50.

Tamże, nr 21, s. I L

19 Tamże, nr 95, s. 45.

20 Zob. T. Crean, A. Fimister, Integralism: A Manuał ofPolitical Philosophy, Editiones Scholasticae, Neunkirchen-Seelscheid 2020.

21 A. Fimister, Say Not the Struggle Nought Availeth, „Voice of the Family”, 13 X1 2024, Voice of the Family: A Lay lnitiative Formed to Defend Catholic Teaching on the Family, https:// voiceofthefamily.com/say-not-the stniggle-nought-availeth/.

22 J.H. Newman, „Biglietto” Speech, The National Institute for Newman Studies: A Newman Reader, https://www.newmanreader.org/works/addresses/file2.html.

23 Leon XIV, Homilia podczas Mszy Świętej „Pro Ecclesia” (Watykan, 9 V 2025), The Holy See, https://www.vatican.va/content/leo-xiv/pl/homilies/2025/documents/20250509-messa-cardinali.html.

24 T e n ż e, Homilia podczas celebracji eucharystycznej na rozpoczęcie posługi Piotrowej biskupa Rzymu (Watykan, 18 V 2025), The Holy See, https://www.vatican.va/content/leo-xiv/pl/ homilies/2025/documents/20250518-inizio-pontificato.html.

25 Zob. J.H. Newman, Przyświadczenia wiary, tłum. S. Brzozowski, Nakładem Księgarni Polskiej B. Połonieckiego, Lwów 1915.

26 Zob. J.J.S. Aguas, Just Society and the Culture of Peace, “Ethos. Kwartalnik Instytutu Jana Pawła II KUL” 38(2025) nr 3(151), s. 121-154.

27 Tamże, s. 128.

28 Zob. S. Fel, Uniwersalne kryterium oceny systemów społeczno-gospodarczych. Jana Pawła II koncepcja praw człowieka, „Ethos. Kwartalnik Instytutu Jana Pawła II KUL” 38(1 nr 3(151), s. 174-198.

29 Jan Paweł II, List apostolski na zakończenie Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 Novo millenio ineunte, nr 58, „L’Osservatore Romano” wyd. pol. 22(2001) nr 2(230), s. 23.

30 Zob. Franciszek, Bulla ogłaszająca Jubileusz Zwyczajny Roku 2025 Spes non confiundit nr 1, The Holy See, https://www.vatican.va/content/francesco/pl/bulls/documents/20240509_ spes_non-confundit_bolla-giubileo2025.html.

 

 

Plakat

Andrzej Dębkowski  

 

Pod łukiem ludzkiego światła

O poezji Aleksandry Fidziańskiej 

 

Tom Pod łukiem fermaty Aleksandry Fidziańskiej jest jednym z tych zbiorów, które nie tylko się czyta – w nim się przebywa. Wchodzi się w jego świat ostrożnie, jak w czyjś dom, w którym pachnie wspomnieniem, niepokojem, muzyką i świeżo zaparzoną kawą z kardamonem. To poezja, która nie tworzy dekoracji, lecz odkrywa warstwy – życia, pamięci, uczuć, ran i głębokich, nieodwracalnych przemian. W tym tomie każde słowo jest nie tylko zapisane, lecz także przeżyte. Każdy wiersz przenika autentyczność człowieka, który oddycha słowami, choć czasem oddycha za szybko, czasem za ciężko, czasem bez tchu.

Już w otwierającym tom wierszu credo pojawia się wyznanie intensywności, którego nie da się pomylić z literacką pozą: „łapię życie zachłannie / pazernie / bezwstydnie”. To nie prowokacja, lecz świadectwo człowieka, który nie chce żyć połowicznie, który wie, że wszystko, co przychodzi – zachwyt, lęk, miłość, upadek – przychodzi naprawdę. Autorka wchodzi w rolę kogoś, kto dotyka życia gołymi rękami, nawet jeśli czasem mają poranić ją kanty świata. Zderza się z podłogą, ale tylko po to, by „móc się odbić”. To jest właśnie ton całego tomu: zstępowanie i powstawanie, zanikanie i wracanie, trwanie mimo pęknięć.

Fidziańska pisze o codzienności tak, jakby była osobną kosmologią. Rozkład jazdy to niemal poemat o dniu – zwykłym, lecz utkanym z cudów i kłopotów, z dzwonów, guzików „na wczoraj”, czerwonego wina, argentyńskiego tango nuevo i marzeń, które trzeba oprzeć o coś, choćby o cienką poręcz snu. Ta codzienność nie jest tutaj telewizyjnym tłem; staje się zasadniczym tworzywem życia, pełnym nieprzewidywalnych zakrętów, które trzeba pokonywać każdego poranka, nawet jeśli trzeba „ominąć spłoszone dewiacje” i mediowe błyskotki, które mamią i oślepiają. Fidziańska pokazuje, że dzień składa się nie tylko z rzeczy koniecznych, lecz także z tego, co ratuje – z drobnych marzeń, z czułości, z uważności na smak kawy i na to, co w duszy dzwoni ciszej niż zegar na ścianie.

W tomiku powraca motyw odzyskiwania siebie. Poetycka miniatura o powracającej „wierze w siebie” jest jak delikatny oddech między napadami lęku i momentami wewnętrznej katastrofy. Wiara wraca – czasem na skrzydłach ptaka, czasem jak zagubione dziecko, czasem jak zwierzę, które trzeba oswoić. Autorka wie, że siła nie jest stanem, lecz procesem; że wraca i ucieka, że trzeba ją karmić, ogrzewać i wypuszczać, by do nas powracała.

Wielką część tomu zajmują wiersze pandemiczne – nie jako reportaże, lecz jako emocjonalny zapis czasu, który przeszył wszystkich. Fidziańska pokazuje pandemię z wnętrza człowieka: od złudnej wieczności w szpitalnym świetle po wielkanocne „kopiuj-wklej” życzeń, w których ginie drżenie dłoni i niepewność jutra. Pokazuje, jak oddech może stać się zbyt ciężki, jak dni potrafią tracić kontury, jak „niedoleczony kaszel” może zastąpić poczucie bezpieczeństwa. Pisze o tym, co zrobiła z nami izolacja, co zrobiła z czasem, co zrobiła z relacjami. W wierszach o apatii, bojaźni i rozpierającej nieobecności samego siebie odnajdujemy nie przeszłą epidemię, ale coś, co zostaje w człowieku na długo.

Ta powaga jest wielokrotnie równoważona niezwykłą czułością. Tom przepełniony jest gestami troski: o matkę, o przyjaciół, o zmarłych, o dzieciństwo, o partnera, o siebie. Wiersze o relacjach pulsują emocją, która nie jest sentymentalna, lecz dojrzała. Szczególnie poruszające są teksty, w których dotyk staje się formą ocalenia: warkocz, który ma zamknąć złe wspomnienia; brzozowa kora, o którą można się oprzeć aż do bólu; włosy pachnące anyżem i tymiankiem. To symbole miękkie, liryczne, lecz nie nadmiernie ozdobne. Poetka potrafi prosty gest zamienić w metaforę intymności silniejszą niż deklaracje miłości.

Jednym z najbardziej przejmujących fragmentów tomu są wiersze o odejściach i pamięci. Pożegnanie to prawdziwy klejnot – zapis chwili, w której przypadkowe przytulenie okazuje się ostatnim. Człowiek – jeszcze żywy, jeszcze uśmiechnięty, w czerwonej bluzie, która odmładza, wciąż opowiadający swoje historie – odchodzi chwilę później. A jednak zostaje dotyk, głos, obraz, zapach, troska syna i synowej, które poetka zapisuje tak, jakby chciała ocalić je przed zapomnieniem. Ten wiersz brzmi jak rozmowa z kimś, kto wciąż jest po drugiej stronie stołu, choć już go nie ma. Jest w nim prawda, po której trudno wrócić do zwykłego czytania – trzeba chwilę pobyć w ciszy.

Ale Fidziańska nie zamyka się w świecie osobistym. Kiedy patrzy szerzej, jej poezja nabiera mocy społecznej. W wierszu gdzie jesteś, Polsko? poetka pyta nie o politykę, lecz o moralność. Mówi o utracie przyzwoitości, o zapomnianych tradycjach solidarności, o wstydliwych kompromisach współczesności. W człowiek – człowiekowi wskazuje na globalną przemoc, która rozsadza świat od środka; na dzieci powalone krzykiem; na drony, które „wyleciały z małych głów wielkich tego świata”. W tych utworach pobrzmiewa nie gniew, lecz smutek – smutek człowieka, który pamięta, jak mogłoby być inaczej.

Jednocześnie Fidziańska nie pozwala, by świat pozbawiony empatii zniszczył sens życia jednostki. Jej bohaterka liryczna tworzy własny mikrokosmos wdzięczności – za ludzi, za muzykę, za „ślady w glinie”, za świat, który nie ogranicza się do apteki i biura. To poetka, która w chaosie współczesności potrafi znaleźć chociaż jeden promień poranka i uznać go za powód, by powiedzieć „dobrego dnia”.

Wiersze o czasie i upływie lat są kolejnym ważnym aspektem tomu. Poetka mierzy się z przeszłością, własnym dzieciństwem zamkniętym w szufladach, sznurkiem wspomnień, który pęka pod ciężarem tego, co złe i tego, co dobre. Pisze o dorastaniu, o „piątej dwudziestce”, o ciele, które przestaje być sprzymierzeńcem, ale wciąż jest domem dla myśli i troski o innych. Pisze o dniu, który nie układa się, jeśli zabraknie jednego „dzień dobry”. Pisze o jesieni, która nie tylko płacze, ale też ocala.

Najbardziej wyróżnia się język tej poezji – sensualny, muzyczny, pełen światła i barw. Fidziańska nie używa metafor, aby ukrywać sens, lecz aby go uwypuklić. Jej poezja pachnie, smakuje, dźwięczy. W wierszach znajdziemy kardamon, cynamon, czerwone wino, truskawki, pyłki motyli, maliny, jeżyny, tymianek, zielone światełka szczęścia, chropawe węzły brzozowej kory, argentyńskie tango. To poezja zmysłowa, w której ogromne znaczenie ma dotyk i zapach, jakby świat można było ocalić właśnie poprzez ciało: jego pamięć, jego wrażliwość, jego zdolność do odczuwania.

Wielokrotnie pojawia się też muzyka – nie jako ozdoba, lecz jako konstrukcja sensu. Można odnieść wrażenie, że cała książka jest wielką partyturą, w której życie drga pod łukiem fermaty, w której cisza ma swoje miejsce, w której każde uczucie ma swój rytm. Fenomenalne jest to, że tytuł tomu nabiera sensu dopiero po lekturze większości wierszy – fermata okazuje się przerwą w trudzie istnienia, momentem wybrzmienia, chwilą koniecznej pauzy, aby nie utracić siebie.

Pod łukiem fermaty to książka, która nie unika bólu – ale też nie karmi się nim. To tom o człowieku, który walczy, kocha, wspomina, boi się, szuka. O człowieku, który czasem „chce wyć do księżyca”, a czasem potrafi patrzeć na ogródek matki tak, jakby był krainą błogostanu, w której kolory i zapachy mogą uleczyć pamięć. O kimś, kto czuje za mocno – i z tego „za mocno” potrafi ulepić poezję.

A nade wszystko to tom o obecności: obecności w życiu, w chwili, w relacji, w bólu, w oddechu, w ciszy, w lęku, w zachwycie. O tym, że nawet jeśli świat się kruszy, człowiek może jeszcze być dla drugiego człowieka oparciem. Może być brzozą, ramieniem, warkoczem, dotykiem, czułością.

To poezja, która nie jest literacką konstrukcją – jest świadectwem. Świadectwem kobiety, która postanowiła nie udawać, że życie jest łatwe. Ale która jednocześnie wierzy, że każdy z nas ma swoje miejsce pod łukiem fermaty – miejsce, w którym można się na moment zatrzymać, odetchnąć i usłyszeć własne serce.

Tom Aleksandry Fidziańskiej jest piękny, przejmujący i ludzki. Jest lustrem, w którym możemy zobaczyć siebie – i ciepłym światłem, które nawet w najciemniejsze dni przypomina, że jeszcze jest dokąd wracać.

Andrzej Dębkowski  

____________________ 

Aleksandra Fidziańska, Pod łukiem fermaty. Redakcja i wstęp: Witold Stawski. Projekt okładki i grafiki: Aleksandra Fidziańska. Wydawca: Aleksandra Fidziańska, Piotrków Trybunalski 2025, s. 68. 

 

 

Plakat

Anthony Smith (Wielka Brytania) 

 

Świat Anny 

 

Wystąpienie brytyjskiego poety Anthony'ego Smitha podczas specjalnego wydarzenia zorganizowanego przez Ambasadę RP w Londynie oraz Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny w Londynie z okazji 40. rocznicy debiutu literackiego Anny Marii Mickiewicz.

 

Poznałem Annę nie jako poetkę, ale jako wydawczynię, założycielkę wydawnictwa Literary Waves Publishing w Londynie. Było to w 2022 roku podczas weekendowej imprezy filmowej, wykładów i wystaw poświęconych polskiej diasporze i upamiętniających Powstanie Warszawskie. Odbyły się one w kinie ActOne w dzielnicy Acton w Londynie. Imprezę zorganizowała Joanna Dudzinska z grupy Talking and Exploring.

Jedna z prelekcji dotyczyła Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, młodego poety, który zginął tragicznie w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego. Wygłosiłem ją, chociaż pierwotnie miał ją przedstawić emerytowany amerykański psychiatra John Dietman, który był wolontariuszem w muzeum w Bentley Priory w Stanmore. Było ono niegdyś siedzibą Strategicznego Dowództwa Lotniczego. Pracował w dziale, gdzie przechowywano zdjęcia i dokumenty dotyczące pilotów polskich i z Europy Wschodniej, którzy walczyli u boku Brytyjczyków. Często zwracał się do polskich gości, zwłaszcza tych młodszych, z pytaniem, czy słyszeli o Krzysztofie Kamilu Baczyńskim?

Potrzebowałem tłumaczeń wierszy Baczyńskiego na język angielski i znalazłem je w Internecie opublikowane przez londyńskie wydawnictwo Literary Waves. Na końcu broszury, znajdował się e-mail wydawcy, postanowiłem skontaktować się z Anną Marią Mickiewicz i zapytałem, czy dołączy do nas, aby zaprezentować wiersze Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w języku polskim, podczas gdy ja będę czytał je w języku angielskim.

Wtedy uświadomiłem sobie, jak bardzo odmiennie mogą brzmieć utwory w różnych językach. Gdy Anna czytała wiersze, odczuwałam zupełnie inny poziom emocji i zrozumienia, którego brakowało w mojej angielskiej prezentacji. Samo słuchanie dzieł w oryginalnych językach, zwłaszcza gdy recytują je poeci, może być fascynującym doświadczeniem, nawet jeśli nie znamy języka!

W końcu Anna jest poetką. Ale nie tylko – jest również wydawczynią, redaktorką, tłumaczką, a nawet pracowała jako korespondentka zagraniczna. Jednak, przede wszystkim, to jako poetka otrzymała wiele nagród.

W latach 80. była związana z demokratyczną opozycją w Polsce, a później została odznaczona Krzyżem Wolności i Solidarności przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Oto krótki wiersz, który napisała w tamtym czasie, starając się nie mówić zbyt bezpośrednio, ale jednocześnie wyrażając jasno swoje myśli. Jego tytuł brzmi „To nie byli oni”. Został on ponownie zamieszczony w rocznicowym wydaniu polsko-angielskiego zbioru poetyckiego poetki, Parallelism.

 

Anna Maria Mickiewicz

 

to nie oni...

 

to nie oni kazali milczeć drzewom

zakładać kneble wiosennym ptakom

oni stoją w poświacie wschodzącego słońca

pełni obaw tego co nastąpi

 

PlakatW 1991 roku Anna opuściła Polskę. Początkowo wyjechała do Kalifornii, a następnie do Londynu. Jest członkinią English Pen, Polskiego PEN Club-u, Stowarzyszenia Pisarzy i Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie. Miała zaszczyt zaprezentować swoje utwory w Brytyjskim Parlamencie. Jej poezja została opublikowana w wielu językach, w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Australii, Kanadzie, Polsce, Meksyku, Włoszech, Hiszpanii, Bułgarii, na Węgrzech, w Salwadorze, Indiach, Chile, Peru, Chinach, Tunezji i Francji. Pełniła funkcję przewodniczącej jury nagrody literackiej w Kalifornii oraz jury międzynarodowej nagrody literackiej im. K. M. Anthru w Indiach. Na University College London organizowała Europejskie Dialogi Literackie. Książka The Origin of the Planet została nominowana do nagrody Eric Hoffer Awards (USA). Autorka została uhonorowana medalem Gloria Artis za zasługi dla kultury przez polskie Ministerstwo Kultury oraz nagrodą literacką im. Josepha Conrada (USA). W 2022 roku, w ramach III Międzynarodowego Dnia Edukacji Polonii, organizowanego przez Polską Akademię Nauk Społecznych i Humanistycznych w Londynie, otrzymała tytuł Polskiej Artystki Roku.

To naprawdę imponująca lista osiągnięć.

A teraz moje refleksje związane z twórczością Anny Marii Mickiewicz. Nie jestem naukowcem, to raczej osobiste spojrzenie. W poezji autorki znajdują się odniesienia i idee, które musiałabym poprosić Autorkę o wyjaśnienie. Przedstawiam to, co mnie najbardziej poruszyło.

Będę odnosić się do kilku wierszy i przedstawię cytaty, które znajdują się w zbiorze Parallelism.

Poetka jest częścią każdego miejsca, w którym się znajduje, czy to w Polsce, Londynie, Kalifornii, Francji, czy opuszczonym nadmorskim miasteczku na angielskim południowym wybrzeżu, które przeżyło już swoje najlepsze dni. Otaczająca ją przyroda ożywa w wierszach, staje się uosobiona, pełna ludzkich emocji, czasami słońce krzyczy, wzywając nas, czasami jest ospałe, innym razem morze pochłania złote krople, wiatr muska powietrze, a klif zanurza się w morzu jak nurek. Chłonie wszystko wokół siebie, widzi „sójkę pokrytą rosą po deszczowym poranku”.

Plakat

Obserwacje następują po sobie szybko, z kropkami lub bez, a łączy je to, o czym pisze – jej matka biegnąca do pracy „rozpryskując jesienne kałuże”, kochankowie w powietrzu nad Kalifornią lub w Alexandra Park wiosną, anioł, młody mężczyzna, który najwyraźniej zgubił się w Londynie, „sprzedający marchewki, pomidory i truskawki”, oraz starsza kobieta przeszukująca kosze na śmieci, „wisząca na metalowych krawędziach pojemnika... utrzymująca równowagę, kołysząc nogami”.

W tym, co ma do powiedzenia, w tym, jak postrzega miejsce, w którym się znajduje, oraz osoby i rzeczy, które opisuje, jest delikatność i życzliwość. Pojawia się delikatność w tym, jak postrzega świat, nawet jeśli tak wiele w nim umiera, „chociaż nie powinno tak być” i zawsze jest nadzieja. Mówię „zawsze”, ale nie do końca tak jest, poetka jest świadoma najgorszego, jest świadoma wojny i tego, jak nasze dusze mogą zostać złamane i jak „ci, którzy przeszli na drugą stronę, nie zrozumieją”, a „ci, którzy nie przeszli, również nie zrozumieją”.

Nie zawsze są to radosne obrazy, ale wiele z nich jest takich, że poruszą czytelnika i być może pozostaną w jego pamięci, a wszystko to jest częścią tego, jak Anna postrzega swój świat. Moim zdaniem uchwyciła chwile; jak sama to ujęła, „czas zbiera plony upływającymi sekundami”.

 

_______________ 

Anna Maria Mickiewicz (http://faleliterackie.com) to poetka, pisarka, redaktorka, tłumaczka i wydawczyni. Założycielka oficyny wydawniczej Literary Waves Publishing w Londynie. Anna przeprowadziła się z Polski do Kalifornii, a następnie do Londynu. Jest członkinią English Pen, Polish PEN Club, SPP Warszawa i Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, Londyn. Była redaktorką londyńskiego Pamiętnika Literackiego, przeprowadziła jego pierwszą reformę. Tworzy w języku polskim i języku angielskim. Jej utwory ukazały się w również w wielu innych językach w: Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Australii, Kanadzie, Polsce, Meksyku, Włoszech, Hiszpanii, Bułgarii, Węgrzech, Salwadorze, Indiach, Chile, Francji, Peru, Chinach, Francji. Zbiór poetycki The Origin of the Planet została nominowana przez wydawnictwo do prestiżowej nagrody literackiej The Eric Hoffer Awards (USA).  Książka również nominowana do Nagrody Literackiej w Indiach. Zbiór krótkich opowiadań Listy z Londynu (2025) nominowany do Londyńskiej Nagrody Literackiej. Prezentowała poezję w Parlamencie Brytyjskim. W latach 80. Związana z opozycja demokratyczną. Współredagowała niezależne pismo „Wywrotowiec” wydawane przez Międzyuczelniany Komitet Obrony Więźniów Politycznych w Polsce. Za swe zaangażowanie odznaczona przez Prezydenta RP Krzyżem Wolności i Solidarności.

Pełniła funkcję przewodniczącej Jury Nagrody Literackiej California State Poetry Society oraz Jury Międzynarodowej Nagrody Literackiej K. M. Anthru w Indiach, Jury Nagrody im. Josepha Conrada (USA) oraz Kapituły Medalu Garden of Poetry (Londyn). Należy do kilku londyńskich grup poetyckich, m.in.: Enfield Poets, The Highgate Society’s Poetry Group, Exiled Writers Ink. Redagowała międzynarodowe antologie w amerykańskim wydawnictwie Dreammee Little City (Orlando). Tłumaczy także poezję, głównie współczesnych poetów brytyjskich i amerykańskich, którą cyklicznie prezentuje na portalu Pisarze.pl.Wraz z brytyjskim tłumaczem Noelem Clark’iem brała udział w tworzeniu wystawy „Orzeł i Lew”, która była prezentowana podczas wizyty królowej Elżbiety II w Polsce, w marcu 1996 roku. Przez wiele lat pracowała jako korespondent zagraniczny, opisując wydarzenia kulturalne i literackie w Wielkiej Brytanii. Wraz z University College London organizowała Światowe Dni Poezji – Europejskie Dialogi Literackie. Opublikowała, między innymi, tłumaczenia utwory poetów: Cypriana Norwida i Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.

 

Anthony Smith jest emerytowanym nauczycielem języka angielskiego w szkole średniej. Dorastał we wschodniej Anglii, a po ukończeniu studiów przez kilka lat pracował jako wolontariusz w Afganistanie na początku lat 70. Większość czasu poświęcił nauczaniu języka angielskiego w różnych szkołach w zachodnim Londynie, gdzie uczył uchodźców i nowo przybyłych do kraju uczniów szkół średnich. Podróżował po Afganistanie, a następnie wrócił lądem do Anglii. Po przejściu na emeryturę odbył kolejną podróż lądową, tym razem bardziej na północ, z Uzbekistanu do domu. Jest autorem zbiorów poezji Remembering i Stopping Places, opublikowanych w Wielkiej Brytanii. Wiele z tych wierszy i utworów prozatorskich powstało podczas tych dwóch podróży, a niektóre z nich są wynikiem tematów zaproponowanych przez lokalną grupę Acton Poets. Jeśli pozwala mu na to zdrowie, stara się również raz w tygodniu odbywać długie spacery.

 

 

 

Plakat

 

 

 

Plakat

 

 

 

Plakat

 

 

 

Plakat

Andrzej Dębkowski 

 

W stronę światła, w stronę czułości

O „Krajobrazie światłoczułym” Eligiusza Dymowskiego

 

Tom Eligiusza Dymowskiego Krajobraz światłoczuły jest jednym z tych zbiorów poetyckich, do których wraca się nie z przyzwyczajenia, lecz z potrzeby – jak do miejsc oszczędnych w słowach, a jednocześnie głęboko naznaczonych obecnością człowieka w jego najbardziej wewnętrznym wymiarze. To książka, która – choć złożona z miniatur – otwiera przed czytelnikiem pejzaż zaskakująco szeroki: duchowy, egzystencjalny, metafizyczny. Każdy wiersz jest tu jak błysk światła na powierzchni wody, jednocześnie delikatny i ostry, czuły i nieubłagany, kruchy i trwały.

Dymowski od dawna fascynuje swoją twórczą konsekwencją. Jego poezja nigdy nie potrzebowała ornamentyki, nie ulegała pokusom retorycznego rozmachu czy ozdobności. Jest to głos konsekwentnie wyciszony, subtelny, a zarazem przejrzysty w swojej metaforycznej głębi. W tym tomie owo wyciszenie osiąga punkt niemal absolutny: słowa pojawiają się jak krople, a między nimi pulsuje przestrzeń, w której odbija się doświadczenie chwili, okruchu, czułości, trwania i kresu.

Już sam tytuł tomu otwiera wielopoziomową perspektywę interpretacyjną. Krajobraz światłoczuły można rozumieć dosłownie – jako krajobraz reagujący na światło, zapis jasności i ciemności, wrażliwy na każdy promień i każdy cień. Ale można go czytać również metaforycznie: jako ludzkie wnętrze, które rejestruje doświadczenia niczym klisza fotograficzna; jako pamięć, która zachowuje blask chwil, zanim zgaśnie; jako duchową wrażliwość, stale gotową drżeć pod wpływem najmniejszego dotknięcia życia. I wreszcie jako przestrzeń, w której światło staje się synonimem prawdy – prawdy, której poeta chce być rzecznikiem, choć wie, że bywa ona nieuchwytna, krucha, a czasem bolesna.

Ta światłoczułość ma w tomie charakter podwójny: jest i łagodną czułością wobec wszystkiego, co kruche, i bolesną świadomością przemijania. Dymowski patrzy na świat z taką delikatnością, jakby każde zjawisko mogło za chwilę zniknąć – i dlatego trzeba je uchwycić, zapisać, ocalić. W jego wierszach chwila staje się wartością samą w sobie, a jednocześnie świadectwem czegoś większego: że nawet w okruchu kryje się istotna prawda o człowieku.

W krótkim wierszu Chwila poeta sprowadza cały dramat ludzkiej kondycji do prostego napięcia między nieufnością a pragnieniem bliskości. „Nie ufaj dłoniom / są zwinne i niepewne / do wiatru podobne / to serce / szepcze miłość” – zapisuje. Już tu pobrzmiewa charakterystyczny ton tomu: napięcie między ulotnością a pragnieniem trwałości, między kruchością a potrzebą dotyku, między tym, co fizyczne, a tym, co duchowe. Dłonie – symbole działania, obecności, komunikacji – zawodzą. Jedynie serce pozostaje wierne swojej funkcji: szeptania miłości.

W innych wierszach chwila staje się bramą do doświadczenia światła. W Budzeniu się majowego świtu drobny szczegół – łza, która „wydaje się rwącą rzeką” – urasta do rangi metafory kondensującej całe napięcie między czułością a niepokojem. A jednak to nie łza, ale „słońce otwiera oczy”, jakby rzeczywistość sama stawała się świadkiem ludzkiego istnienia. U Dymowskiego świat jest współuczestnikiem naszych emocji: zasłony nieba ciemnieją, ptaki tulą się „spłoszone księżycem”, a człowiek szuka snu, który przychodzi zbyt wcześnie albo zbyt późno. Czas traci tu stabilność; jedynym trwałym punktem pozostaje światło.

W wierszach Dymowskiego obecna jest również fascynacja codziennością – nie tą zwykłą, lecz tą, która poetycko się odsłania, jeśli tylko pozwolić sobie na odpowiednią uważność. W Rzymie na Piazza Navona jest miniaturą niemal impresjonistyczną: promienie słońca, espresso, „kruchej filiżanki” czułość, życie „jak woda w szklance pita haustami – do dna”. To poezja, która nie zatrzymuje się na powierzchownym obrazie, ale drąży, wnika, pokazuje, że w najprostszej rzeczy kryje się metafizyka. Jakby każde doświadczenie mogło stać się ikoną większej tajemnicy.

Jednocześnie Krajobraz światłoczuły to tom przesiąknięty obecnością śmierci. Ale nie śmierci spektakularnej czy patetycznej – raczej tej wpisanej w porządek świata, obecnej w zmarszczkach czasu, w ciszy domów, w zarośniętych polach matki, w pustym talerzu pozostawionym na wigilijnym stole. W wierszu Cienie pożółkłych fotografii wspomnienia ożywają nie w wyniku wzniosłych uniesień, lecz dzięki drobnym obrazom: wygaszony piec, chabrowe wino, dzikie osty. Ten świat jest pełen bólu, ale jednocześnie pięknie wierny temu, co minęło. Wspominając matkę, poeta potrafi jednym zdaniem przywołać całą przestrzeń ciepła i troski: „czy w niebie także robisz swetry na drutach” – pyta, a w pytaniu tym mieści się nie tylko pamięć, lecz także miłość, brak i tęsknota.

Śmierć pojawia się też jako temat z filozoficzną głębią. W wierszu Szkoła poeta zapisuje: „zapisuję się do szkoły umierania / z radością oblewam końcowy egzamin / i tulę się do życia”. To niezwykła triada: umieranie, radość i tulenie się do życia. Dymowski nie boi się mówić o kresie – przeciwnie, traktuje go jako moment prawdy. W wielu wierszach, zwłaszcza tych dedykowanych zmarłym przyjaciołom, śmierć jest nie tyle końcem, ile dopełnieniem, nie tylko bólem, ale i przesłaniem. W Śmierci zapisuje: „zawsze przychodzi za wcześnie / nigdy w porę / bez zaproszenia”, jednak w kontekście całego tomu te słowa brzmią jak gorzki realizm, nie rezygnacja.

Poezja Dymowskiego jest głęboko zakorzeniona w obrazowaniu natury. Drzewa, rzeki, kamienie, wiatr – wszystko to staje się nie tylko elementem świata przedstawionego, ale również symbolicznym sposobem mówienia o człowieku. W Rada poeta stwierdza wprost: „o starości / rozmawiaj z drzewami / one najlepiej wiedzą / jak czerpać radość z ziemi”. Natura nie jest tu ozdobą, lecz mistrzem. Jej czas, jej cykliczność, jej milczenie, jej czułość wobec życia i śmierci – wszystko to czyni ją zwierciadłem ludzkiego losu.

Tom Krajobraz światłoczuły imponuje również konsekwencją formalną. Są to wiersze-miniatury, często kilkuzdaniowe, ale gęste od znaczeń. Poeta wie, że im mniej powie, tym więcej wybrzmi w ciszy. To jedna z największych sił tego zbioru: przy całej swojej emocjonalności Dymowski nie pozwala sobie na nadmiar, nie dopowiada, nie tłumaczy. To poezja, która ufa czytelnikowi – jego wrażliwości, jego doświadczeniu, jego pragnieniu sensu.

Czułość jest w tych wierszach obecna w sposób nieoczywisty: nie jako sentymentalizm, lecz jako uważność. Jest to czułość, która potrafi objąć zarówno człowieka, jak i świat, zarówno życie, jak i śmierć, zarówno piękno, jak i cierpienie. Szczególnie przejmujące są wiersze osadzone w konkretnych miejscach: w Palmirach, pod płonącą katedrą Notre Dame, w szpitalnej sali, na cmentarzu. W każdym z nich poeta zachowuje niezwykłe wyczucie – potrafi połączyć konkretny obraz z metaforyczną głębią, nadając temu, co jednostkowe, wymiar uniwersalny.

W wierszu Notre Dame de Paris Dymowski zapisuje scenę pożaru katedry, ale czyni to tak, jakby mówił o płonącym ludzkim sercu. „Bóg modlił się za smutek człowieka na kolanach” – zdanie to brzmi jak czysta teologia wpisana w poezję, a jednocześnie jest jednym z najczystszych obrazów empatii wobec ludzkiego bólu.

W tomie pojawia się również refleksja nad winą, współczuciem i odpowiedzialnością. Obraz Piłata, który „nie znalazł odwagi / spojrzeć Matce w oczy”, staje się symbolem braku odwagi wobec cierpienia, a jednocześnie lustrem współczesności. Dymowski nie moralizuje, nie osądza – ale jego słowa niosą wyraźny apel o prawdę, dobro i wierność sumieniu.

Niezwykle przejmujące są wiersze dotykające samotności, zwłaszcza tej naznaczonej starością. Wariatka spod „Osiemnastki”, Bez sentymentów czy sceny z domu matki ukazują świat, w którym samotność jest nie tylko doświadczeniem, ale także pytaniem o sens ludzkiego losu. A jednak nawet tu pojawia się światło: czasem ledwo widoczne, ale nie poddające się ciemności.

Tom kończy się wierszem o miłości i wierze w jej zmartwychwstanie. W całej tej poezji widać bowiem głębokie przekonanie, że nic, co prawdziwe, nie ginie; że świat, choć bezradny i pełen bólu, nosi w sobie obietnicę. Światłoczułość to przecież nie tylko zdolność rejestrowania światła, ale też zdolność jego oczekiwania.

Krajobraz światłoczuły jest książką niezwykłą. Nie tylko dlatego, że dotyka fundamentalnych zagadnień ludzkiego życia – chwili, czułości, pamięci, cierpienia, kresu. Nie tylko dlatego, że jest formalnie purystyczna i zachwycająco konsekwentna. Przede wszystkim dlatego, że tworzy przestrzeń, w której człowiek może odnaleźć własne odbicie: ciche, delikatne, pełne światła i cienia.

Poezja Dymowskiego – oszczędna, światłoczuła, czuła – jest jak fotografia wykadrowana z największą uwagą: nic zbędnego, nic przypadkowego. Wiersze są tu jak okruchy istnienia, które autor podnosi z ziemi, oczyszcza i podaje czytelnikowi z taką pokorą i taką wrażliwością, że trudno pozostać wobec nich obojętnym.

To tom do powolnej lektury. Do czytania w ciszy. Do dotykania słów jak kruchych naczyń. Do wracania. Do odkrywania światła, które odbija się – czasem mocno, czasem zaledwie muśnięciem – w każdym wersie.

Czytając Krajobraz światłoczuły, człowiek staje się bardziej uważny, bardziej czuły, bardziej świadomy własnego istnienia. I może właśnie to jest największą wartością tej poezji: że przypomina, iż każdy z nas jest częścią krajobrazu, który, jeśli tylko pozwolimy mu przemówić, okazuje się nieskończenie światłoczuły.

A wszystko to nabiera jeszcze głębszego znaczenia, kiedy pamiętamy, kim jest autor tego krajobrazu. Eligiusz Dymowski – franciszkanin, doktor teologii, człowiek wieloletniej praktyki duchowej i naukowej – niesie w swoich wierszach ten sam rodzaj skupienia, który znamy z tradycji kontemplacyjnej: ciszę, w której dojrzewa sens, delikatność spojrzenia, które nie ocenia, lecz słucha, i mądrość, która wyrasta z doświadczenia służby światu i ludziom. Jego poezja, choć zanurzona w konkretach codzienności, otwiera się ku temu, co metafizyczne; choć mówi szeptem, niesie tonację modlitwy; choć traktuje o kruchości, tchnie wiarą w światło, które przenika wszystko.

Dymowski pozostaje poetą uważności, ale także duchownym, który przekracza granice konfesyjnego języka – jego wiersze nie są kazaniem, lecz świadectwem człowieka, który patrzy na świat z czułością Franciszka z Asyżu, z pokorą wobec tajemnicy życia i śmierci, z pragnieniem ocalenia najmniejszego odblasku dobra. Jest w nich ślad teologa, ale przede wszystkim człowieka poszukującego i wiernego: wiernego życiu, światłu, prawdzie. Dlatego Krajobraz światłoczuły nie jest jedynie tomem poetyckim. To zapis czuwania. Modlitwa bez patosu. Cicha obecność.

I być może właśnie dzięki temu – dzięki temu duchowemu zakorzenieniu, które nigdy nie staje się narzucające – wiersze Dymowskiego potrafią dotrzeć tam, gdzie często brakuje słów: do najwrażliwszych miejsc ludzkiego doświadczenia, do przestrzeni, które trzeba nie tyle opisywać, ile dotykać światłem.

A wszystko to nabiera jeszcze głębszego znaczenia, kiedy pamiętamy, kim jest autor tego krajobrazu. Eligiusz Dymowski – franciszkanin, doktor teologii, człowiek wieloletniej praktyki duchowej i naukowej – niesie w swoich wierszach ten sam rodzaj skupienia, który znamy z tradycji kontemplacyjnej: ciszę, w której dojrzewa sens, delikatność spojrzenia, które nie ocenia, lecz słucha, i mądrość, która wyrasta z doświadczenia służby światu i ludziom. Jego poezja, choć zanurzona w konkretach codzienności, otwiera się ku temu, co metafizyczne; choć mówi szeptem, niesie tonację modlitwy; choć traktuje o kruchości, tchnie wiarą w światło, które przenika wszystko.

Dymowski pozostaje poetą uważności, ale także duchownym, który przekracza granice konfesyjnego języka – jego wiersze nie są kazaniem, lecz świadectwem człowieka, który patrzy na świat z czułością Franciszka z Asyżu, z pokorą wobec tajemnicy życia i śmierci, z pragnieniem ocalenia najmniejszego odblasku dobra. Jest w nich ślad teologa, ale przede wszystkim człowieka poszukującego i wiernego: wiernego życiu, światłu, prawdzie. Dlatego Krajobraz światłoczuły nie jest jedynie tomem poetyckim. To zapis czuwania. Modlitwa bez patosu. Cicha obecność.

I być może właśnie dzięki temu – dzięki temu duchowemu zakorzenieniu, które nigdy nie staje się narzucające – wiersze Dymowskiego potrafią dotrzeć tam, gdzie często brakuje słów: do najwrażliwszych miejsc ludzkiego doświadczenia, do przestrzeni, które trzeba nie tyle opisywać, ile dotykać światłem.

Andrzej Dębkowski

_______________

Eligiusz Dymowski, Krajobraz światłoczuły. Wstęp: Wojciech Ligęza. Opracowanie graficzne: Karolina Limburska. Wydawnictwo Austeria, Kraków Budapeszt Syrakuzy, 2025, s. 88.