Nowości książkowe

 

Plakat

Andrzej Dębkowski 

 

Ciemna strona Księżyca 

 

Kiedy statek kosmiczny przecina ciszę po niewidocznej stronie Księżyca, dzieje się coś więcej niż tylko kolejny technologiczny sukces. To moment, w którym człowiek – ten sam, który od tysiącleci boi się ciemności – odwraca się do niej twarzą i mówi: „sprawdzam”. Paradoks polega jednak na tym, że im odważniej zaglądamy w kosmiczną noc, tym mniej odwagi mamy, by zajrzeć we własne wnętrze.

Lot wokół ciemnej strony Księżyca nie jest przecież tylko wydarzeniem naukowym. Jest symbolem. Oto gatunek, który jeszcze niedawno rozpalał ogniska, by przegonić noc, dziś potrafi ją obejść od tyłu. Oto człowiek, który nie znał granic własnego kontynentu, dziś przestaje uznawać granice planety. W tym sensie kosmos nie jest już przestrzenią – jest ambicją. A ambicja, jak wiemy, rzadko bywa niewinna.

Z jednej strony można czuć dumę. I jest to duma uzasadniona. Nauka, technologia, precyzja obliczeń, odwaga ludzi, którzy wsiadają do maszyn bardziej skomplikowanych niż jakiekolwiek dzieło wcześniejszych cywilizacji – wszystko to składa się na imponujący obraz człowieka jako twórcy. Jako istoty, która nie godzi się na ograniczenia. W pewnym sensie to najpiękniejsza cecha naszej natury: przekraczanie.

Z drugiej strony – i tu zaczyna się właściwy felieton, nie kronika sukcesu – ten sam człowiek, który przekracza granice kosmosu, nie potrafi przekroczyć własnych przywar. Wciąż jest zdolny do rzeczy zdumiewających i jednocześnie haniebnych. W tym samym czasie, gdy jedna rakieta niesie ludzi ku gwiazdom, inne rakiety niosą śmierć ludziom na Ziemi. Technologia nie ma sumienia. Sumienie powinien mieć jej twórca. A z tym bywa różnie.

Zwolennicy wielkich programów kosmicznych powiedzą: to inwestycja w przyszłość. I będą mieli rację. Ziemia nie jest nieskończona. Jej zasoby nie są niewyczerpane. Populacja rośnie, przestrzeń się kurczy – przynajmniej w sensie komfortu życia. W długiej perspektywie myślenie o innych światach nie jest fantazją, lecz koniecznością. Człowiek od zawsze był wędrowcem. Zmieniały się tylko mapy.

Ale czy naprawdę chodzi o brak miejsca? Czy może raczej o brak umiaru? Bo przecież Ziemia nie jest jeszcze planetą wyczerpaną – jest planetą źle zarządzaną. Głód nie wynika z braku żywności, lecz z jej nierównej dystrybucji. Wojny nie są skutkiem braku przestrzeni, lecz nadmiaru ambicji i strachu. Katastrofa ekologiczna nie jest nieuniknionym losem cywilizacji, lecz efektem wyborów, które podejmujemy każdego dnia. W tym sensie marzenie o ucieczce w kosmos bywa wygodnym alibi: zamiast naprawiać dom, zaczynamy rozglądać się za nowym. I tu pojawia się najbardziej przewrotna myśl: być może nie szukamy nowych światów dlatego, że ten się kończy, lecz dlatego, że nie potrafimy na nim żyć.

Kosmos jawi się jako czysta karta. Bez historii, bez konfliktów, bez pamięci. Można by zacząć od nowa. Tylko czy naprawdę? Czy człowiek, który zabiera ze sobą swoją naturę, jest w stanie stworzyć gdziekolwiek coś radykalnie innego? Jeśli przeniesiemy się na Marsa, zabierzemy tam również nasze lęki, nasze podziały, nasze żądze. I być może szybciej niż nam się wydaje, na czerwonej planecie pojawią się te same stare problemy – tylko w nowej scenerii.

Nie chodzi o to, by kwestionować sens badań kosmicznych. Przeciwnie – one są jednym z najwspanialszych przejawów ludzkiej ciekawości. Ale warto postawić pytanie o proporcje. O równowagę między tym, co wznosi nas ku gwiazdom, a tym, co powinno trzymać nas przy ziemi. Bo jeśli zapomnimy o tym drugim, może się okazać, że podbijemy kosmos jako gatunek technologicznie rozwinięty, lecz moralnie niedojrzały.

Ciemna strona Księżyca zawsze fascynowała ludzi, bo była niewidoczna. Dziś ją oglądamy. Ale może prawdziwa „ciemna strona” nie znajduje się tam, w próżni, lecz tutaj – w nas samych. I może największym wyzwaniem nie jest lot wokół Księżyca, lecz próba oświetlenia tej wewnętrznej przestrzeni.

Człowiek rzeczywiście jest dziwnym stworzeniem. Potrafi budować teleskopy zdolne zajrzeć na krańce wszechświata, a jednocześnie nie potrafi czasem spojrzeć uczciwie na własne ręce. Może więc prawdziwy postęp zacznie się nie wtedy, gdy postawimy stopę na kolejnej planecie, lecz wtedy, gdy nauczymy się nie deptać tej, na której już stoimy.

Andrzej Dębkowski