Nowości książkowe

 

Plakat

Andrzej Dębkowski 

 

Światło odbite w krzywym zwierciadle niewiedzy

Mem Ignorancji jako lustro epoki

 

Książka prof. Artura Krajewskiego „Mem ignorancji” jest jednym z tych rzadkich przypadków, gdy esej naukowy, filozoficzny i artystyczny jednocześnie nie próbuje udawać, że posiada gotowe odpowiedzi. Przeciwnie – jego ambicją jest niepokojenie, rozszczelnianie oczywistości i wprowadzanie czytelnika w stan poznawczej niewygody. To publikacja, która nie chce się podobać, nie chce być „łatwa” ani „użytkowa”, a jednocześnie – paradoksalnie – dotyka najbardziej codziennych praktyk współczesnego życia: sposobów komunikowania się, myślenia, oceniania świata, uczestnictwa w kulturze i zanurzania się w cyfrowym ekosystemie informacji. W tym sensie jest to książka głęboko aktualna, ale nie doraźna; osadzona w teraźniejszości, lecz stale odwołująca się do długiego trwania idei, błędów i powtórzeń, które konstytuują historię ludzkiego myślenia.

Już sam tytuł działa jak intelektualna prowokacja. „Mem ignorancji” nie jest pojęciem neutralnym ani opisowym w potocznym sensie. To raczej konceptualne narzędzie, za pomocą którego autor próbuje uchwycić mechanizm rządzący obiegiem znaczeń we współczesnej kulturze. Krajewski nie interesuje się ignorancją rozumianą wyłącznie jako brak wiedzy, który można łatwo uzupełnić. Przeciwnie – wskazuje na jej produktywny, a zarazem destrukcyjny potencjał. Ignorancja w jego ujęciu staje się nośnikiem treści, katalizatorem emocji, uproszczonym znakiem, który – dzięki swojej atrakcyjności i łatwości reprodukcji – zaczyna funkcjonować jak mem kulturowy, replikujący się szybciej niż refleksja zdolna go zakwestionować.

Teksty składające się na książkę tworzą gęstą sieć odniesień do filozofii poznania, teorii kultury, historii sztuki, socjologii, psychologii i refleksji nad mediami. Autor porusza się swobodnie pomiędzy tymi obszarami, nie próbując ich sztucznie porządkować. Ta pozorna fragmentaryczność jest jednak zabiegiem świadomym. Krajewski pokazuje bowiem świat, w którym linearne narracje uległy rozpadowi, a sens coraz częściej wyłania się z chaosu krótkich impulsów, obrazów i komunikatów. Lektura „Memu ignorancji” przypomina momentami dryfowanie po archipelagu idei: każda z nich jest osobną wyspą, ale między nimi istnieją podskórne połączenia, które czytelnik musi odkrywać samodzielnie.

Centralnym problemem książki jest kryzys myślenia krytycznego. Autor nie traktuje go jako chwilowej niedyspozycji współczesnych społeczeństw, lecz jako efekt długotrwałego procesu, w którym technologia, tempo życia i logika rynku stopniowo wypierają refleksyjność. Odwołując się do klasycznych koncepcji epistemologicznych, Krajewski przypomina, że myślenie nigdy nie było biernym odbiorem danych, lecz aktywnym wysiłkiem interpretacji i wątpienia. W świecie, w którym dostęp do informacji jest niemal nieograniczony, paradoksalnie rośnie podatność na uproszczenia, fałsze i manipulacje. Nadmiar danych nie prowadzi do mądrości, lecz do dezorientacji, w której najprostsze i najbardziej emocjonalne komunikaty zyskują przewagę nad złożonymi analizami.

Autor konsekwentnie pokazuje, że cyfrowa rzeczywistość nie jest jedynie nowym narzędziem komunikacji, ale środowiskiem, które przeprogramowuje nasze relacje z wiedzą, innymi ludźmi i samymi sobą. Wirtualna przestrzeń staje się dominującym polem doświadczenia kulturowego, a jej logika opiera się na szybkości, skrócie i wizualnej atrakcyjności. W takim świecie mem – jako najmniejsza jednostka informacji kulturowej – osiąga status uprzywilejowany. Kiedy jednak mem zostaje sprzężony z ignorancją, powstaje forma szczególnie niebezpieczna: treść, która nie tylko nie informuje, ale aktywnie deformuje percepcję rzeczywistości, jednocześnie sprawiając wrażenie oczywistej i „naturalnej”.

Krajewski nie moralizuje wprost, nie tworzy manifestu przeciwko technologii ani nie snuje nostalgicznych wizji powrotu do utraconej epoki głębokiej refleksji. Jego diagnoza jest znacznie bardziej niepokojąca, bo pozbawiona prostych rozwiązań. Autor pokazuje, że ignorancja nie jest już marginesem kultury, lecz jej immanentnym elementem, wzmocnionym przez algorytmy, mechanizmy promocji i ekonomię uwagi. W tym sensie „mem ignorancji” nie jest wrogiem zewnętrznym, którego można łatwo zidentyfikować i zwalczyć. To raczej wirus kulturowy, który replikuje się wewnątrz systemu, wykorzystując nasze naturalne skłonności do skrótu myślowego, emocjonalnej reakcji i naśladownictwa.

Szczególnie interesujące są fragmenty poświęcone relacji między sztuką a błędem. Krajewski przypomina, że historia kultury w ogromnym stopniu opiera się na przypadkach, pomyłkach i niezamierzonych odchyleniach od normy. To, co początkowo uznawane było za defekt, często stawało się impulsem do radykalnej zmiany języka artystycznego. Autor umiejętnie splata te rozważania z refleksją nad współczesną sztuką, w której coraz częściej pojawia się pytanie o rolę intencjonalności, autorstwa i granic kreatywności w epoce sztucznej inteligencji. Czy dzieło stworzone przez algorytm może posiadać ten sam ciężar znaczeniowy co praca wynikająca z ludzkiego doświadczenia, błędu i emocjonalnego napięcia? Krajewski nie daje jednoznacznej odpowiedzi, ale wyraźnie sugeruje, że bez elementu ryzyka i niedoskonałości sztuka traci swoją zdolność do realnego oddziaływania.

W książce wyraźnie wybrzmiewa także wątek społeczny. Autor analizuje procesy, w których tradycyjne podziały oparte na wiedzy, kompetencjach i doświadczeniu ulegają rozmyciu. Wirtualna przestrzeń sprzyja tworzeniu iluzji równości, w której każda opinia wydaje się mieć tę samą wagę, niezależnie od stopnia jej ugruntowania. To zjawisko, choć pozornie demokratyczne, prowadzi do erozji autorytetów i deprecjacji wysiłku intelektualnego. „Mem ignorancji” funkcjonuje tu jako narzędzie nowej inżynierii społecznej, umożliwiającej sterowanie emocjami i postawami bez konieczności odwoływania się do argumentów czy wiedzy.

Istotnym elementem refleksji Krajewskiego jest krytyczne spojrzenie na edukację. Autor wskazuje, że systemy kształcenia coraz częściej reagują na bieżące potrzeby rynku i medialne trendy, zaniedbując rozwijanie zdolności analitycznych i refleksyjnych. Nauka przestaje być przestrzenią namysłu nad dziedzictwem kulturowym, a staje się narzędziem szybkiej adaptacji do zmieniających się warunków. W takim kontekście memy ignorancji znajdują podatny grunt do rozprzestrzeniania się, wypełniając luki pozostawione przez powierzchowną edukację i fragmentaryczną wiedzę.

Książka porusza również problem promocji, reklamy i mediów, pokazując, jak mechanizmy marketingowe przenikają do wszystkich sfer życia społecznego. Krajewski analizuje język reklamy jako formę komunikacji opartej na emocjonalnym ataku, skrócie i powtarzalności. W świecie zdominowanym przez media społecznościowe przekaz staje się coraz bardziej spersonalizowany, a jednocześnie coraz mniej podatny na krytyczną weryfikację. Autor trafnie zauważa, że granica między informacją, promocją a manipulacją ulega zatarciu, co sprzyja dalszej proliferacji memów ignorancji – atrakcyjnych, łatwych do udostępniania i pozornie niewinnych.

Na szczególną uwagę zasługuje styl książki. Krajewski pisze językiem gęstym, momentami hermetycznym, ale jednocześnie pełnym ironii i autoświadomości. Nie ukrywa swojej pozycji – artysty i teoretyka zanurzonego w kulturze wizualnej – co nadaje tekstowi wyraźnie osobisty ton. To nie jest beznamiętna analiza akademicka, lecz raczej intelektualna gawęda, w której erudycja łączy się z niepokojem i sceptycyzmem wobec własnych sądów. Autor wielokrotnie podkreśla, że jego rozważania nie mają charakteru dogmatycznego, lecz stanowią zaproszenie do dialogu, sprzeciwu i dalszych poszukiwań.

„Mem ignorancji” można czytać jako diagnozę epoki przejściowej, w której stare kategorie opisu świata przestają działać, a nowe dopiero się wyłaniają. Krajewski pokazuje, że stoimy w punkcie, w którym potencjał twórczy technologii splata się z realnym ryzykiem poznawczego paraliżu. To książka niewygodna, bo zmusza do zadania pytania o własny udział w procesach, które autor opisuje. Czy jesteśmy jedynie ofiarami algorytmów i uproszczonych przekazów, czy też współtwórcami świata, w którym ignorancja staje się atrakcyjnym towarem kulturowym?

Ostatecznie największą siłą tej publikacji jest jej otwartość. Krajewski nie zamyka swoich rozważań jednoznaczną konkluzją, nie proponuje recepty na uzdrowienie kultury ani prostego programu naprawczego. Zamiast tego oferuje narzędzie krytyczne – pojęcie „memu ignorancji” – które czytelnik może zastosować do własnych obserwacji i doświadczeń. To książka, która nie tyle dostarcza wiedzy, ile prowokuje do myślenia, a jej wartość ujawnia się w długim trwaniu, w powracających wątpliwościach i pytaniach, które pozostają z czytelnikiem długo po zakończeniu lektury. Jeśli mierzyć wielkość dzieła nie liczbą odpowiedzi, lecz intensywnością zadawanych pytań, „Mem ignorancji” z pewnością zasługuje na miano jednej z ważniejszych książek opisujących kondycję współczesnej kultury.

Rozwijając tę perspektywę, warto podkreślić, że Krajewski w swojej książce operuje szczególnym rodzajem krytycznego realizmu, który nie ufa ani naiwnemu technologicznemu entuzjazmowi, ani prostym narracjom katastroficznym. Autor zdaje się mówić: problem nie polega na tym, że świat cyfrowy istnieje, lecz na tym, że nie wypracowaliśmy jeszcze języka, który pozwalałby go sensownie opisać i ocenić. Kategorie, jakimi posługiwaliśmy się przez dekady – prawda i fałsz, wiedza i ignorancja, twórczość i reprodukcja – uległy rozchwianiu, a ich granice stały się płynne. „Mem ignorancji” jest w tym sensie pojęciem granicznym: lokuje się pomiędzy tym, co świadome, a tym, co automatyczne; pomiędzy aktem intencjonalnym a bezrefleksyjnym powielaniem.

Eseistyczny charakter książki sprawia, że autor może pozwolić sobie na dygresje, które w klasycznej monografii naukowej uznano by za zbyt ryzykowne. Te dygresje są jednak jednym z największych atutów publikacji. To właśnie w nich Krajewski najcelniej pokazuje, że współczesna kultura funkcjonuje w stanie permanentnego zapośredniczenia. Człowiek coraz rzadziej doświadcza świata bezpośrednio – częściej obcuje z jego reprezentacjami, streszczeniami i interpretacjami, które ktoś inny już za niego przygotował. W takim układzie ignorancja przestaje być brakiem, a zaczyna pełnić funkcję filtra, który upraszcza rzeczywistość do poziomu akceptowalnego poznawczo i emocjonalnie.

Autor wielokrotnie wraca do pytania o odpowiedzialność: artysty, badacza, nauczyciela, odbiorcy. W świecie, w którym granica między twórcą a konsumentem treści jest coraz mniej wyraźna, odpowiedzialność ta ulega rozproszeniu.

Andrzej Dębkowski

______________ 

Artur Krajewski, Mem ignorancji. Redakcja i korekta: Małgorzata Sowińska, Jerzy Jankowski. Wstępy: Hanna Schreiber, Andrzej Walter. Wydawca: Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie. Współwydawca: Fundacja Kultury i Sztuki artHOLDING, Warszawa 2025, s. 200.