Nowości książkowe

 

Plakat

Mateusz Brucki 

 

Płomień Fryckowskiego i płonności moje 

 

Staję przed Państwem ze skromnym tomem wierszy zatytułowanym Kochani między nami.

Wiem, większość z Państwa, ze mną na czele, powie, że ów tytuł jest zbyt prosty, oklepany i niepoetycki. Jakich, w takim wymiarze, słów winien użyć uczeń, który pisze o swoim nauczycielu? Burza myśli grzmi, bo problemem ucznia jest Jerzy Fryckowski. Rabbi: Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz [J 3,2.].

Tom pt.: Kochani między nami jest dowodem, że ofiara, jaką Fryckowski składa słowu, jest całopalna i nie podlega jakimkolwiek dyskusjom. Pozwolę sobie – wzorem Autora – być dosadny: to liryczne kiereszowanie ze wszech stron, wymierzone celnie w odbiorcę, ale wciąż pod iskrzącą tarczą języka. Tarczą iskrzącą prostotą, a zarazem odporną na modne dziś stylizacje.

Każdy wiersz roznieca inne emocje, każdy z nich jest jak rozdmuch, w którym ginie nie Autor, lecz czytelnik rozerwany granatem (owocem) frazy wymyślonej przez Fryckowskiego, który zaprasza nas do betlejemskiej stajni poprzez symboliczne góry, na które wspiął się bez tlenu, żeby naraz zachłysnąć się początkiem Człowieka Twórczego (homo artis) w jaskini Lascaux.

Kochani między nami to droga czterech: podmiotu lirycznego, dwojga jego adresatów i mnie (Ciebie) Czytelnika. Płomienie wymyślone przez płomieniodawcę tańczą i tańczyć będą. Ja, jako czytelnik, dmuchać tu nie muszę, bo wiem, że żar tych wierszy będzie trwał.

Jerzy-rabbi, napisałeś – ociosałeś kruszec, do którego daleko złotu czy twardemu diamentowi. Drwisz z Czytelnika, któremu zależy jedynie na prostym przeżyciu wiersza. Twój Czytelnik przenigdy nie poleci w Kosmos, nie sięgnie Himalajów, nie wykrzyczy „swojego” w odwróconych do góry nogami katedrach Kanionu Kolorado – bo nie będzie Poetą takim, jakim jesteś Ty: szczerym, a więc kosmicznym, gotowym zdobywać i krzyczeć, aby splendor wiersza, nad którym czuwasz jak latarnik na przekór żywiołowi, był bezpiecznym portem, darem i radością.

Ojciec oddany dzieciom i kochający mąż – podmiot liryczny wierszy składających się na ów tom sprytnie przemyca erotyzm w utworach adresowanych przecież do dzieci, a jednak nie stroni od adoracji tej, która mu te dzieci dała:

 

Nie jesteś Neilem Armstrongiem

ale zaraz postawisz pierwszy samodzielny krok na tej planecie

która z daleka jest tak niebieska jak oczy twojej matki

 

Czy można silić się na prostszą definicję miłości? Dalej, w tym samym wierszu, wyczytamy:

 

nie patrz na prędkość Ziemi nie dogonisz zdrajcy                                         

ale zawsze znajdziesz moje dłonie

upadniesz tam gdzie czekam

 

Ojcowska piecza nad synem brzmi tu bardzo twardo, jakby stary polonista wprowadził nagle do naszej deklinacji kolejny przypadek: Zapewnik – (kto? kogo?) z pomocniczym pytaniem: będzie chronił?, ale czy właśnie nie taką jest powinność ojca?

 

I dalej – piecza ojca zatroskanego o dzieci i świadomego, że nadejdzie dzień, kiedy go fizycznie zabraknie:

 

biegnijcie razem po ostatni oddech

drżyjcie o każdą diagnozę u białych drzwi

 

I dalej – proste, ojcowskie patrzenie na potomka:

 

Nigdy nie będziesz Robertem Lewandowskim

ale zawsze będziesz moim synem

przynoszącym mi ból zaciśniętych kciuków

 

Podmiot liryczny-ojciec wchodzi tu na najwyższy stopień podium, oddając cześć synowi.

Fryckowski znów narozrabiał. Podkreślił grubą krechą swoją obecność na polskiej mapie literackiej, chociaż tym razem wydał skromny, krótki tomik wierszy pt.: Kochani między nami. Cóż więcej miał opowiedzieć ów ojciec-poeta? Tylko to, co należy. Zrobił to bez patosu, bez pretensjonalnego obnoszenia się ze swoim talentem. Napisał od serca i genialnie. Tym samym skazał nas – czytelników na mnóstwo refleksji.

Ogromną zaletą tomu są reprodukcje rodzinnych zdjęć, które zagrały w nim rolę nietuzinkowych ekfraz. Zwykłe rodzinne fotki, łapaczki codzienności, tej jeszcze czarno-białej, peerelowskiej. Autor zaprosił tym samym wszystkich czytelników bezpośrednio do siebie i po raz enty dowiódł, że jest wielki.

Dziękuję Ci – Rabbi, żeś mnie też zaprosił. Do zobaczenia na lirycznych szlakach.

Mateusz Brucki

 

________________

Jerzy Fryckowski, Kochani między nami. Redakcja: Andrzej Chludziński. Korekta: Weronika Malik, Kazimierz Słomiński. Zdjęcia na okładce i w środku: Elżbieta i Jerzy Fryckowscy. Opracowanie graficzne: Joanna Bianga. Wydawnictwo JASNE, Koszalin – Dębnica Kaszubska – Słupsk 2025, s. 54.