Nowości książkowe

 

Plakat

Andrzej Dębkowski

 

Gotowienie jako droga przez ciemność ku światłu

O intymnej i bezkompromisowej poezji Renaty Adamskiej-Garbowskiej

 

Twórczość Renaty Adamskiej-Garbowskiej od lat zajmuje w polskiej literaturze miejsce osobne – nie przez spektakularność gestu, lecz przez konsekwencję w budowaniu świata opartego na uważności, introspekcji i etycznym niepokoju. Poetka, prozatorka, recenzentka, animatorka kultury, autorka dwudziestu książek, obecna w wielu polskich i zagranicznych czasopismach literackich, tłumaczona na liczne języki, członkini Dolnośląskiego Oddziału Związku Literatów Polskich oraz działaczka Kępińskiego Koła Literatów, od dawna daje świadectwo twórczej dojrzałości. Jednak tom „gotowienie” wydaje się szczególny nawet na tle jej bogatego dorobku – jest bowiem zapisem procesu, który nie kończy się wraz z ostatnią stroną, lecz trwa w czytelniku długo po zamknięciu książki.

Już sam tytuł, zapisany małą literą, bez emfazy i ozdobników, sugeruje pokorę wobec tematu. „Gotowienie” nie jest deklaracją, nie jest efektem, lecz procesem. To słowo niesie w sobie ruch, temperaturę, przemianę materii. Gotować to znaczy poddawać coś działaniu ognia, czasu, cierpliwości. To znaczy pozwolić, by surowość przeszła w miękkość, by twarde stało się strawne. W poezji Adamskiej-Garbowskiej gotowienie staje się metaforą dojrzewania do bólu, do zgody na nieodwracalność zdarzeń, do przyjęcia prawdy o kruchości istnienia. To także gotowość – słowo ukryte w rdzeniu tytułu – gotowość na konfrontację ze sobą, z pamięcią, z ciemnością.

W wierszu „w sobie samej” wyznaje: „jeszcze nie wszystko we mnie umarło”. To zdanie brzmi jak ocalenie, ale i jak ostrzeżenie – skoro coś jeszcze żyje, coś innego już umarło. Budzenie się „zupełnie nowa z całą potęgą / wewnętrznego piękna” nie jest jednak triumfem, lecz początkiem pracy: „gotowieję / do odgruzowania / starej szafy”. Szafa jako miejsce przechowywania cieni, wspomnień, przemilczeń, win i wstydów, staje się centralnym obrazem tomu. Na jej dnie „krążą cienie minionego”, a zmierzenie się z nimi wymaga siły, której „tak rzadko” wystarcza. To niezwykle trafna metafora psychicznego magazynu, w którym przechowujemy to, czego nie chcemy widzieć, a co mimo wszystko wpływa na nasze decyzje i emocje.

Wielokrotnie w tomie powraca motyw niestabilności. W wierszu „niestabilność” autorka zapada się „w jutrze lękliwie czekając nieuchronnego”. Myśli plączą się „w rytmie klekotu serca”, a arytmia życia odebrała stabilność. Serce, które powinno wyznaczać rytm, staje się źródłem chaosu. „Muszę wejść w otrzewną i naprawić zbolałość czasu” – to zdanie jest niemal chirurgiczne w swojej dosłowności. Otrzewna, najbardziej wewnętrzna powłoka, sugeruje, że naprawa nie może być powierzchowna. Trzeba wejść głęboko, dotknąć źródła bólu. Czas nie jest tu neutralnym tłem, lecz raną, która pulsuje.

Czas w „gotowieniu” nie płynie linearnie. „Dzisiaj minie za szybko / jutro przyjdzie za późno” – to rozpoznanie paradoksu istnienia. To, co „pomiędzy”, rodzi nieznane i więzi w niepewności. Gotowienie na nadejście „...tylko czego” jest stanem zawieszenia. Oczekiwanie nie ma konkretnego przedmiotu, jest raczej egzystencjalnym napięciem. Podmiot liryczny trwa w gotowości, ale nie wie, czy to, na co czeka, przyniesie ulgę czy kolejne rozczarowanie.

W wielu wierszach autorka przyznaje się do słabości. „Słabnę / spierając się ze światem a przecież lubię go nie wiedzieć czemu”. Ten paradoks – kochać świat, który rani – jest jednym z kluczowych napięć tomu. Płacz „nad nie rozlanym jeszcze mlekiem” pokazuje lęk przed stratą, zanim ta nastąpi. Poetka bierze na siebie „ciężary cudzych problemów”, choć nie od niej zależy ich rozwiązanie. To obraz nadwrażliwości, która nie potrafi odgrodzić się od bólu innych.

Wiersz „a jednak...” jest jednym z najbardziej przejmujących autoportretów w tomie. Wyliczenie: „za słaba / za głupia / za miękka / za niska / za grzeszna / za cicha / za biedna / za trudna” buduje obraz kobiety, która nie spełnia społecznych oczekiwań. Każde „za” jest jak kolejny cios. A jednak – powtórzone na końcu – staje się aktem oporu. To „a jednak” nie unieważnia słabości, lecz mówi: mimo wszystko istnieję, mimo wszystko trwam.

Motyw dojrzewania do kresu pojawia się w wierszu „zanim...”, gdzie czas puka w okno „głuchym / wyrzutem sumienia”. Dojrzewanie do tego, co ważne, odbywa się w cieniu obłędu, który „wchłania / resztki człowieczeństwa”. Budzenie się „spocona w nadziei / że jeszcze nie czas” jest jak chwilowe odroczenie wyroku. Egzystencja jawi się tu jako ciągłe balansowanie na granicy utraty sensu.

Szczególnie mocne są wiersze poświęcone przemijaniu i śmierci. W „do kresu” kolejne twarze „ulatują z naszej czasoprzestrzeni”, stając się zbyteczne, choć „przed chwilą / snuli swoje oddechy”. Ta nagłość przejścia od obecności do nieobecności jest jednym z najbardziej bolesnych doświadczeń. W „czas w międzyczasie” tęsknota za minionym zamienia się w skupienie na własnym cierpieniu, które nie dopuszcza nadziei na wieczność. Usuwanie „ostatniego liścia / z zimnej / kamiennej płyty” jest symbolicznym gestem ostatecznego pożegnania.

W tomie powraca motyw światła. „Poproszę o światło wystarczy mały płomień / nie chcę śnić w ciemności” – ta prośba jest niezwykle ludzka w swojej prostocie. Światło nie musi być wielkie, wystarczy „mały płomień”. W świecie, w którym „zacienienie / wydziela tylko smutek”, nawet drobne rozjaśnienie ma znaczenie. Świeca pojawia się wielokrotnie – zapalana w nadziei, że przyniesie ulgę, choć nie zawsze ją daje. Światło jest tu symbolem dobra, przebaczenia, nadziei, ale także kruchości – płomień łatwo zgasić.

Autorka nie ogranicza się do introspekcji. W wierszu „epizod” kreśli portret człowieka, który „przepijając życie” zgubił marzenia, pierwszą miłość, dom. Utknął w przydrożnej kałuży, pożegnany „przez westchnienie ulgi”. To obraz społecznej obojętności wobec upadku jednostki. W „pomnikach z piasku” krytykuje tych, którzy budują sobie pomniki za dobroć i bezinteresowność, podczas gdy „gdzieś tam właśnie teraz ulatuje do niebios czyjaś głodna dusza”. To mocny, niemal publicystyczny ton, rzadki w tomie, ale potrzebny jako kontrapunkt dla osobistych wyznań.

Wiersz dedykowany ofiarom przemocy domowej – „ale wrzeszcz na Boga” – jest jednym z najbardziej wstrząsających. Cisza ukrywająca krzyk, milczące usta, codzienne tuszowanie bólu – to obraz przemocy, która rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami. Apel, by wrzeszczeć, zanim usta zostaną zasznurowane na wieki, jest wezwaniem do przerwania spirali milczenia.

Istotnym wątkiem jest refleksja nad samą poezją. W „smutnej wątpliwości” pojawia się pytanie, czy to jeszcze pisanie, czy już rzemieślnictwo. Ironia wobec literackich „wrażliwców” mieszających śmiech ze łzami w polanickich alejkach pokazuje dystans autorki do środowiska. A jednak w wierszu „poezja nie zna języka” broni sensu słowa. Każdy zbierze okruchy tyle, ile trzeba, a ona „zachłannie weźmie ile się da”, wierząc, że słowo może uratować „resztki godności świata”.

Język tomu jest oszczędny, często pozbawiony interpunkcji. Brak wielkich liter, urywane frazy, powtórzenia – wszystko to buduje wrażenie niedomknięcia. Wiersz „kropka” staje się autotematycznym komentarzem do decyzji o końcu. Kropka może kończyć, przedłużać, zachęcać do dopowiedzenia, ale bywa stawiana „nie w tym miejscu co trzeba”. To metafora życiowych wyborów, które zamykają coś przedwcześnie albo przeciągają w nieskończoność.

W zakończeniu tomu pojawia się obraz kręgu. „Zatoczy się krąg” – spojrzenie z lotu ptaka budzi wątpliwości, przekonania pękają pod naporem faktów, by po chwili zostać zespolone kolejnymi przypuszczeniami. To gorzka diagnoza ludzkiej natury – uczymy się na błędach tylko do czasu, aż znów uwierzymy w wygodne iluzje.

„Gotowienie” jest tomem o dojrzewaniu – do bólu, do zgody, do światła. Nie daje łatwych odpowiedzi na pytania o wybaczenie czy o możliwość wyjścia z ciemności. Raczej pokazuje, że samo stawianie pytań jest aktem odwagi. Czy wybaczenie jest możliwe? Czy człowiek jest skazany na ciemność? Czy prośba o światło zostanie spełniona? Autorka nie rozstrzyga, ale uczy, jak trwać w procesie, jak „gotowieć” – nieustannie, cierpliwie, mimo zwątpienia.

W tej poezji nie ma fajerwerków formalnych ani spektakularnych metafor. Jest za to uczciwość wobec własnego doświadczenia i wrażliwość na cudzy ból. „Jeszcze nie wszystko we mnie umarło” – to zdanie można potraktować jako motto całego tomu. Dopóki coś w nas żyje, dopóty możliwe jest gotowienie – przemiana, dojrzewanie, nadzieja. Nawet jeśli świat pozostaje niepewny, a odpowiedzi niepełne, samo trwanie w gotowości na światło staje się aktem wiary w sens.

Andrzej Dębkowski

_______________________

Renata Adamska-Garbowska, gotowienie. Korekta: Katarzyna Kusojć. Projekt okładki: Lizaveta Dubinchyna. Wydawnictwo ANAGRAM, Warszawa 2025, s. 72.