Nigdy nie będę
„Nigdy nie będę Krystyną Miłobędzką. Zawsze jestem, bo chcę być, Renatą Blicharz”. Trudno wyobrazić sobie bardziej wyrazisty poetycki manifest otwierający tom. Te dwa krótkie zdania nie są ani deklaracją niechęci wobec wielkiej poetki, ani próbą prowokacji. Są czymś znacznie ważniejszym – wyznaniem wiary w indywidualność. Renata Blicharz od pierwszego wiersza odrzuca pokusę naśladownictwa, literackich masek i bezpiecznego wpisywania się w modne estetyki. Jej poezja ma być własnym głosem, nawet jeśli będzie głosem cichym, nieefektownym, pozbawionym fajerwerków. Ta uczciwość wobec samej siebie staje się fundamentem całego tomu.
„Nigdy nie będę” jest książką niezwykle spójną, choć pozornie zbudowaną z krótkich, nieraz aforystycznych zapisów. To nie zbiór przypadkowych miniatur, lecz przemyślana opowieść o człowieku próbującym zachować własną tożsamość w świecie pełnym hałasu, uproszczeń i emocjonalnego chaosu. Poetka konsekwentnie wybiera skrót. Nie rozpisuje metafor na całe strony, nie mnoży ozdobników. W kilku wersach potrafi zawrzeć sytuację egzystencjalną, psychologiczną diagnozę albo filozoficzną refleksję.
Tom rozwija się niczym dziennik wewnętrznych stanów. Każdy wiersz jest osobnym oddechem, lecz wszystkie razem tworzą jeden organizm. Powracają motywy deszczu, chmur, ciszy, nocy, światła, lata, zimy, drzew, kwiatów, księżyca. Natura nie jest jednak dekoracją. Staje się językiem, którym poetka opisuje własne doświadczenia. W „Przeczuciu burzy” ciężkie chmury wiszą nad głową tak samo niepewnie jak człowiek nad własnym losem. W „Nic mnie tu nie trzyma” niewidzialna nić grawitacji staje się metaforą istnienia zawieszonego między odejściem a pozostaniem. To niezwykle sugestywne obrazy, bo nie są przesadnie skomplikowane. Ich siła bierze się z prostoty.
Renata Blicharz doskonale rozumie, że współczesna poezja nie potrzebuje retorycznych fajerwerków. Potrzebuje precyzji. Dlatego wiele jej utworów przypomina błysk intelektualny. „Semantyka” zbudowana została z jednego paradoksu językowego, który nagle odsłania mechanizm codziennej komunikacji. „Prawda” zamienia lustro w filozoficzny symbol sumienia. „Encyklopedia domowa” definiuje przeszłość jako „bazę ocalenia”. Takie miniatury pokazują ogromną dyscyplinę autorki. Każde słowo jest ważone.
Jednocześnie poetka nie zamyka się w chłodnej intelektualizacji. Przeciwnie – tom pulsuje emocjami. Miłość pojawia się tutaj w wielu odmianach: jako spełnienie, tęsknota, nieobecność, rozczarowanie, zachwyt, zagrożenie. W „Mentorce” prowadzi człowieka jednocześnie do nieba, piekła i donikąd. W „Drogowskazie” nieobecność ukochanego staje się kompasem wskazującym wszystkie strony świata. W „Policzku” bukiet róż okazuje się bukietem cierni. To bardzo kobiece spojrzenie na uczucia – pozbawione sentymentalizmu, ale niepozbawione czułości.
Szczególnie interesujące są utwory autotematyczne. Renata Blicharz nieustannie pyta o sens pisania, o miejsce poety i odpowiedzialność słowa. „Pewność i niepewność” zderza swobodę języka z obowiązkami twórcy. Mocne, potoczne słownictwo nie służy prowokacji, lecz pokazaniu, że poeta nie żyje poza rzeczywistością. Jeszcze ostrzejszy jest utwór „Diagnoza”, będący błyskotliwą satyrą na część środowiska literackiego. Poetka ironizuje z pozy ekspertów, którzy z wysokości akademickich tytułów wydają ostateczne wyroki o wartości literatury. To jeden z najodważniejszych tekstów w tomie. Śmiech miesza się tutaj z goryczą, bo za ironią kryje się pytanie o władzę krytyki nad twórczością.
Autorka nie unika także tematów współczesności. Dyptyk „PlasticStation” należy do najmocniejszych ekologicznych głosów w książce. Plastikowy kubek, słomka czy reklamówka nie są już zwykłymi przedmiotami. Zamieniają się w symbole cywilizacji produkującej własną katastrofę. Poetka nie moralizuje. Wystarczy kilka rzeczowników zestawionych obok siebie, by czytelnik zobaczył ogrom dryfującego kontynentu śmieci.
Nie mniej interesujące są wiersze poświęcone technice. Trzy scenki z życia drukarki mogłyby wydawać się żartem, lecz okazują się przypowieścią o współczesnym świecie. Maszyna otrzymuje niemal ludzką duszę, a człowiek coraz bardziej przypomina element mechanizmu. To subtelna refleksja nad codziennością, której często nie zauważamy.
Na uwagę zasługuje również dialog prowadzony z tradycją literacką. Dedykacje dla Zbigniewa Herberta, Juliana Kornhausera czy księdza Jana Twardowskiego nie są pustymi gestami. Poetka podejmuje rozmowę z mistrzami, ale nie traci własnego głosu. W wierszu poświęconym Twardowskiemu twórczo rozwija jego słynną myśl, kierując ją ku potrzebie pokochania samego siebie i własnych marzeń. To odważna reinterpretacja dobrze znanego motywu.
Język tomu jest oszczędny, ale bardzo obrazowy.
Renata Blicharz posiada rzadką umiejętność tworzenia metafor jednocześnie prostych i zapamiętywalnych. Ćma budząca się w sercu, zielona konewka śniąca o czerwonej taczce, księżyc grawerujący litery na nagrobkach, cisza krzycząca coraz głośniej – takich obrazów nie sposób szybko zapomnieć. Są wyobrażeniowe, lecz zawsze podporządkowane sensowi.
Ważnym bohaterem książki pozostaje cisza. Nie przypadkiem powraca ona w różnych odsłonach. Milczenie między ludźmi, szept, półsłówka, niedopowiedzenia – wszystko to buduje atmosferę tomu. Renata Blicharz zdaje się wierzyć, że właśnie tam, gdzie kończy się hałas, zaczyna się prawdziwa rozmowa człowieka z samym sobą.
Autorka nie ucieka od przemijania. Świadomość czasu jest obecna niemal wszędzie. Lato trwa zbyt krótko, noc znika zbyt szybko, bibeloty odchodzą razem ze wspomnieniami, miłość zostawia blizny, a życie okazuje się czasem zaledwie jednym zdaniem: „Był bez serca”. To poezja dojrzała, pogodzona z faktem, że wszystko przemija, ale jednocześnie niepogodzona z obojętnością wobec tego przemijania.
Nie wszystkie utwory mają tę samą siłę. Obok tekstów wybitnie lapidarnych pojawiają się wiersze bardziej publicystyczne lub aforystyczne, w których puenta bywa łatwiejsza do przewidzenia. Jednak nawet one pozostają częścią świadomie budowanej całości. Autorka nie próbuje za wszelką cenę zaskakiwać formalnymi eksperymentami. Wierzy, że największa siła tkwi w prostym zdaniu wypowiedzianym we właściwym momencie.
„Nigdy nie będę” jest książką o odwadze pozostania sobą. O prawie do własnego języka, własnej wrażliwości i własnych błędów. Renata Blicharz nie szuka poetyckich fajerwerków ani efektownych manifestów. Wybiera uważność, refleksję i czułość wobec świata. Jej wiersze pokazują, że wielka poezja nie zawsze musi mówić głośno. Czasami wystarczy szept, który – jak sama poetka pisze – piętnuje trwalej niż krzyk.
To tom niezwykle świadomy, dojrzały i konsekwentny. Łączy lirykę osobistą z refleksją filozoficzną, ironię z czułością, codzienność z metafizyką. Jest książką, do której warto wracać, ponieważ wiele zawartych w niej myśli ujawnia swoje znaczenie dopiero przy kolejnych lekturach. Renata Blicharz po raz kolejny udowadnia, że należy do grona poetek, które nie potrzebują głośnych deklaracji ani formalnych eksperymentów, aby stworzyć poezję autentyczną. Wystarczy, że pozostaje sobą. I właśnie dlatego jej własne wyznanie z pierwszego wiersza staje się najtrafniejszym podsumowaniem całego tomu: nigdy nie będzie kimś innym, ponieważ najważniejszym zadaniem poety jest mieć odwagę być sobą.
Andrzej Dębkowski
_____________
Renata Blicharz, Nigdy nie będę. Opracowanie redakcyjne: Jerzy Dobrzański. Projekt okładki: Renta Blicharz. Ilustracja na okładce: Anna Aleksandrowicz-Kwiatkowska, Abstrakcja zimowa, akryl 2023. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 2026, s. 58.








































































































































































































































































































