Nowości książkowe

 

Plakat

Andrzej Dębkowski

 

Pomiędzy raną a sumieniem: lektura świata w stanie napięcia

 

„Między szeptem a krzykiem” Adama Ochwanowskiego jest książką, która stawia czytelnika w stanie permanentnego napięcia i nie pozwala mu się z niego wycofać. To nie jest tom poezji rozumiany jako zbiór autonomicznych wierszy, lecz rozległy, wieloczęściowy poemat, który działa na zasadzie narastającej presji sensów, obrazów i diagnoz. Jego struktura przypomina raczej długą sekwencję oskarżeń, modlitw i raportów z pola ruin niż klasyczną kompozycję liryczną. Ochwanowski świadomie rezygnuje z komfortu estetycznego: nie prowadzi czytelnika ku puencie, nie obiecuje katharsis, nie daje ulgi. To poezja niewygodna, bo dotykająca nie tylko „wielkich tematów”, lecz także naszej codziennej współodpowiedzialności.

Tytułowa przestrzeń „między szeptem a krzykiem” nie jest metaforą stopniowania emocji, lecz nazwą egzystencjalnego stanu zawieszenia. Szept i krzyk są tu skrajnymi formami mowy, ale też skrajnymi strategiami przetrwania: szeptem posługują się ofiary, intymność, sumienie, krzyk należy do władzy, tłumu, ideologii, przemocy. Pomiędzy nimi rozciąga się obszar, w którym człowiek próbuje jeszcze mówić własnym głosem, choć język jest już nadwyrężony, skażony i niepewny. Ochwanowski nie próbuje tego języka oczyścić; przeciwnie, eksponuje jego pęknięcia, nadmiary i fałsze, czyniąc z nich główny temat książki.

Formalny zabieg oparty na powtarzalnej formule „Między… a…” pełni funkcję nie tylko rytmiczną, lecz przede wszystkim poznawczą. Poeta nie buduje świata na opozycjach, lecz na rozpiętościach, w których żadna ze stron nie jest bez winy. Ten gest ma wymiar głęboko etyczny: odmawia czytelnikowi prawa do łatwego wartościowania. Każdy fragment poematu jest jak napięty drut, po którym trzeba iść ostrożnie, bo upadek w jedną z jednoznaczności grozi uproszczeniem, a uproszczenie – według Ochwanowskiego – jest jedną z podstawowych form przemocy symbolicznej.

Pierwsze partie poematu ustanawiają zasadniczy ton książki: ton niezgody na mitologizację historii. Cmentarze, krzyże, epitafia, pomniki – wszystkie te znaki pamięci zostają pozbawione patosu i odsłonięte jako elementy mechanizmu zapominania. Historia u Ochwanowskiego nie jest nauczycielką życia, lecz raczej archiwum zaniedbań, przypadków i głupoty. Wojna nie jawi się tu jako moment próby charakterów, lecz jako splot pijanych rozkazów, kłamstw na tyłach i pośpiesznej miłości przed ostrzałem. Poeta konsekwentnie demontuje narrację heroiczno-martyrologiczną, zastępując ją obrazem świata, w którym ofiara została estetycznie „zagospodarowana”, a odpowiedzialność rozmyta.

Szczególnie znaczące jest w tym kontekście przenikanie się perspektywy historycznej i współczesnej. Między bitewnym krzykiem a śmiertelnym szeptem nie tylko toczą się wojny, lecz także codzienne życie tych, którzy wojny oglądają z bezpiecznego dystansu. Przeglądanie prasy, wychowywanie dzieci, oglądanie seriali, narzekanie na ceny – te banalne czynności zostają zestawione z obrazami przemocy, co obnaża mechanizm normalizacji zła. Ochwanowski pokazuje, że współczesność nauczyła się żyć obok tragedii, traktując ją jako jeden z elementów informacyjnego krajobrazu.

W miarę rozwoju poematu coraz wyraźniej ujawnia się krytyka instytucji, które miały porządkować sens: edukacji, religii, prawa, mediów, psychologii. Wszystkie one zostają ukazane jako struktury pozbawione realnej treści, operujące formą, procedurą i sloganem. Fabrykowane dyplomy, kazania niewiernych księży, przyśpieszone kursy asertywności, ksenofobiczne etaty, grupy wątpliwego wsparcia – to obrazy świata, w którym kompetencja została zastąpiona symulacją, a etyka – regulaminem. Ochwanowski nie atakuje tych instytucji z pozycji ideologicznej, lecz moralnej: jego gniew wynika z poczucia zdrady sensu.

Jednym z najodważniejszych obszarów poematu jest refleksja nad cielesnością i seksualnością. Poeta pokazuje, jak głęboko kultura Zachodu ugrzęzła w hipokryzji: z jednej strony obsesyjnie reguluje i kontroluje seksualność, z drugiej – komercjalizuje ją i banalizuje. Między szeptem prawiczka a krzykiem dziwki rozciąga się pole wstydu, przemocy symbolicznej i fałszywej moralności. Ochwanowski demaskuje absurd sytuacji, w której ksiądz pozbawiony ewangelii i alfons piszący o miłości platonicznej stają się równoprawnymi uczestnikami dyskursu o intymności. Seksualność w tym poemacie nie jest źródłem radości ani wyzwolenia, lecz kolejnym obszarem napięcia między pragnieniem a narzuconą narracją.

Kulminacyjnym momentem książki jest fragment poświęcony relacji oprawca-ofiara. To jedna z najmocniejszych diagnoz współczesnej kondycji moralnej. Ochwanowski nie opisuje pojedynczych przypadków, lecz pokazuje systemową naturę przemocy, która przenika rodzinę, Kościół, państwo i kulturę. Osierocone dzieci, gwałcone zakonnice, młodzi samobójcy – te obrazy nie służą szokowaniu, lecz uświadomieniu skali zbiorowego wyparcia. Szczególnie przejmujące jest zestawienie cierpienia ofiar z gestami upamiętnienia oprawców. Pomniki, tablice, oficjalne narracje stają się narzędziami dalszej krzywdy, bo zastępują realne rozliczenie.

Równolegle do tych ostrych diagnoz społecznych biegnie w poemacie refleksja nad kryzysem języka. Ochwanowski jest poetą boleśnie świadomym, że słowo zostało zdegradowane. Cytaty funkcjonują jak martwe znaki, oderwane od sensu i kontekstu. Biblia, „Mein Kampf” i „Mały Książę” pojawiają się obok siebie nie po to, by je zrównać, lecz by pokazać chaos kulturowy, w którym wszystko może zostać użyte jako ornament lub slogan. Poezja w tym świecie nie ma już przywileju prawdy; może jedynie świadczyć o własnej bezradności.

Co istotne, Ochwanowski nie wyłącza siebie z tej diagnozy. Jego głos nie jest głosem moralnego arbitra. To głos człowieka zanurzonego w tych samych sprzecznościach, który pije, zdradza, modli się, wątpi i ironizuje. Fragmenty dotyczące samotności, starzenia się, relacji rodzinnych i miłosnych nadają poematowi wymiar egzystencjalnej szczerości. Poeta nie próbuje się wybielić – przeciwnie, wielokrotnie przyznaje się do niekonsekwencji, traktując ją jako znak uczciwości wobec świata, który sam jest niekonsekwentny.

W końcowych partiach poematu pojawiają się odniesienia do tradycji literackiej i historycznej, ale nie mają one charakteru nostalgicznego. Tuwim, Lechoń, Wieniawa, Ikar – to figury rozdarcia, emigracji wewnętrznej, niespełnienia. Lot Ikara chorego na Polskę jest jedną z najbardziej sugestywnych metafor całego tomu: oznacza marzenie o wzlocie, które od początku skazane jest na upadek, bo startuje z ciężarem mitów, kompleksów i nierozliczonej przeszłości.

„Między szeptem a krzykiem” jest książką, która wymaga od czytelnika cierpliwości, odwagi i gotowości na dyskomfort. Nie daje prostych odpowiedzi, nie oferuje pocieszenia, nie zamyka się w eleganckiej formie. To poezja, która chce pozostać w napięciu, bo tylko tam – między krzykiem a szeptem – możliwe jest jeszcze myślenie, odpowiedzialność i etyczna czujność. Ochwanowski napisał książkę, która nie tyle opisuje świat, ile stawia go pod znakiem zapytania, przypominając, że największym zagrożeniem nie jest krzyk ani szept, lecz zgoda na obojętność.

Andrzej Dębkowski

 

__________________

Adam Ochwanowski, Między szeptem a krzykiem. Ilustracje: Tomasz Kordeusz. Projekt okładki: Mariusz Stec. Biblioteka „Bez podziałów”. Wydawca: Kazimierska Agencja Drukarska oraz Ośrodek Kulturalno-Historyczny „Beldonek” – Pałac Wielkopolskich w Chrobrzu, Kielce 2022, 38 stron nienumerowanych.