Andrzej Dębkowski
Wanda Wasik nie żyje
Odeszła Wanda Wasik – pisarka, malarka, poetka, regionalistka, kobieta niezwykłej wrażliwości i wielkiego talentu. 24 maja, w wieku 95 lat, zamknęła się piękna i bogata opowieść o życiu oddanym sztuce, literaturze i pamięci o człowieku. Pozostawiła po sobie nie tylko książki, obrazy i wiersze, ale także ślad dobroci, szlachetności i cichej mądrości, którą obdarzała innych.
Urodzona w Poznaniu, całe swoje życie była związana z kulturą i sztuką. Studiowała historię sztuki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, ukończyła także Studium Plastyczne pod kierunkiem profesorów Stanisława Szczepańskiego i Wacława Twarowskiego. Uprawiała rysunek i malarstwo, miała za sobą liczne wystawy indywidualne, a jedną z ważniejszych była ekspozycja w Muzeum im. Józefa Ignacego Kraszewskiego w Poznaniu.
Jednak przede wszystkim pozostanie w pamięci jako pisarka i poetka. Debiutowała już w 1968 roku na łamach „Nurtu”, publikowała w almanachach, prasie regionalnej i Polskim Radiu. Z niezwykłą czułością i wyczuciem słowa opisywała ludzkie losy, pamięć dzieciństwa, dramat wojny i codzienność zwykłych ludzi. Jej książki – „Dzieciństwo w Kraju Warty”, „Między łąką a ogrodem”, „Dojrzewanie w słońcu”, „Kryptonim K-22” czy „Mój Orfeusz” – były świadectwem epoki, ale też zapisem osobistej wrażliwości i głębokiego humanizmu.
Za swoją twórczość i działalność została uhonorowana wieloma wyróżnieniami, w tym Nagrodą Pracy Organicznej im. Marii Konopnickiej oraz tytułem „Zasłużony dla miasta i gminy Swarzędz”. Była członkiem Związek Literatów Polskich i aktywnie wspierała debiutujących autorów, współpracując z wydawnictwem Bonami.
Mieszkała i tworzyła w Kobylnicy pod Poznaniem. Tam była nie tylko artystką, lecz także dobrym duchem lokalnej społeczności. Człowiekiem otwartym, serdecznym, zawsze gotowym do rozmowy i pomocy. Prawdziwy człowiek renesansu – łączący talent literacki, malarski i ogromną wiedzę z niezwykłą skromnością.
Dzisiaj żegnamy osobę wyjątkową. Odeszła Wanda Wasik, ale pozostają Jej słowa, obrazy i pamięć o pięknym życiu przeżytym z godnością, pasją i miłością do sztuki. Pozostanie obecna w swoich książkach, w poezji, w obrazach i w sercach tych, którzy mieli szczęście Ją znać.
Andrzej Dębkowski
Źródło zdjęcia: https://www.facebook.com/wanda.wasik.374
Jan Belcik
Jubileusz Artysty. 75-lecie Janka Tulika
Przychodzi taki dzień jak dziś, kiedy Poeta świętuje swoje urodziny. Piękne urodziny, wyjątkowe (których młody człowiek nie jest sobie w stanie przeczuć, bo dla niego często już 50-latek stanowi człowieka z innej epoki). To radość, że przez tyle lat dane nam było gościć na ziemi Podkarpacia tak znakomitego i wszechstronnego twórcę. Rodzi ona pytanie, czy potrafiliśmy zidentyfikować ten niesamowity fenomen pisarza, poety, dramaturga, eseisty?
Czy nie traciliśmy czasu, zajmując się mniej ważnymi zjawiskami i nie poświęciliśmy go zbyt mało temu wyjątkowemu człowiekowi?
Bo to nie tylko pisarz, z którym można porozmawiać na każdy temat literacki, ale przede wszystkim człowiek. Niezwykle wrażliwy, subtelny, czasem kruchy, ale też dobry (tym Norwidowskim dualizmem poezji i dobroci, która jako jedyna po nas pozostaje), życzliwy, służący radą.
Jest autorem 23 książek (poezja, proza, dramat), niezliczonej ilości publikacji popularnonaukowych (choćby o Janie Szczepaniku i Franciszku Piku-Mirandoli), artykułów, recenzji, słuchowisk. Wielokrotnie honorowany (m.in. nagrodami: im. St. Piętaka, R. Milczewskiego-Bruna, Jarosława Iwaszkiewicza, Nagrodą Fundacji Kultury). Otrzymywał też stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Niedługo będziemy obchodzić 50-lecie jego twórczości. Dzięki niezwykłej publikacji Stowarzyszenia Literacko-Artystycznego „Fraza” pod redakcją naukową Magdaleny Rabizo-Birek i Jana Wolskiego ukazało się swoiste opus magnum o dorobku literackim naszego jubilata pt. Wielkie sprawy codzienne. Studia i szkice o twórczości Jana Tulika (Rzeszów 2025).
We wstępie autorzy piszą: „Dzieło poetyckie, prozatorskie, dramaturgiczne oraz publicystyka Jana Tulika bez wątpienia zajmują we współczesnej literaturze polskiej, szczególnie tej kojarzonej z regionem Polski południowo-wschodniej, miejsce wyjątkowe. Jego związki z bliższą ojczyzną, urodą beskidzkiego, krośnieńskiego pejzażu i odbicie w twórczości są oczywiste i zamykają się we własnym, odrębnym, charakterystycznym i rozpoznawalnym stylistycznie widzeniu świata, manifestując zarazem indywidualny typ przeżywania”.
Miałem przywilej napisać esej o tej twórczości (Poetyckie iluminacje Jana Tulika), ale też z Aleksandrą Smusz przeprowadzić wywiad z autorem Budzonego licha pt. „Piszę, żeby zwiedzać samego siebie”. Oba teksty opublikowane są we wspomnianej książce.
Ponadto oprócz wymienionych nazwisk swojego głosu o twórczości Tulika udzielili w niej: Katarzyna Tulik (Jan Tulik jako duch sprawczy życia literackiego), Krystyna Latawiec (pisze o melancholii w poezji Tulika), Mariusz Kalandyk, Krystyna Gielarek-Gorczyca, Barbara Sokołowska, Ewelina Radion, Janusz Łastowiecki (o słuchowiskach Jana Tulika), Roman Magryś, Jan Wolski, Magdalena Rabizo-Birek, Grzegorz Kociuba (o wielowymiarowości i polifoniczności w twórczości autora Furty), Andrzej Gałowicz, Beata Śniecikowska (o paradoksach w haiku Jana Tulika), Barbara Trygar, Ryszard Mścisz, Rafał Rżany, Krystyna Lenkowska, Wiesław Setlak, Jadwiga Olbrycht, Zofia Bartecka, Janusz Pasterski i Rena Marciniak-Kosmowska.
Karol Maliszewski zaś tak pisze m.in. na kanwie lektury poetyckiej prozy, jaką jest Doświadczenie (1988) Jana Tulika, zaprezentowanej w mistrzowskiej interpretacji Marka Kondrata w rozgłośni III Programu Polskiego Radia: „Refleksja pierwsza wiązała się z poczuciem zanurzenia w najlepszych tradycjach narracji spod znaku nurtu wiejskiego w naszej literaturze. Nigdy nie zgodzę się z przyjętą opinią o czarnej dziurze tamtych lat, rzekomo jałowym czasie literatury”.
Książkę uzupełniają wiersze i opowiadania autora, liczne fotografie, a także obszerna bibliografia.
Zawarto w niej też recenzje naukowe dra hab. Pawła Tańskiego, który wspomina: „Wszystkie artykuły zamieszczone w tym studium napisane są świetnym językiem, na wysokim poziomie stylu”, ale też prof. dr hab. Zbigniewa Chojnowskiego, puentującego treść książki słowami: „Mimo że autorzy artykułów, esejów i szkiców prezentują odmienne metodologie i wrażliwość, odkrywają elementy składające się na wielowymiarowy portret osobowości twórczej Jana Tulika”.
Nie jest to wydawnictwo pełne i zamknięte, lecz takie, które posłuży raczej do dalszych badań nad dziełem autora zamieszkałego od ponad dekady w Miejscu Piastowym. Bo każdy z nas jest w stanie dostrzec brak analiz i interpretacji wielu wątków przewijających się w twórczości poety. Wyrażam nadzieję, że nie będzie do tego potrzebny kolejny okrągły jubileusz tego znakomitego – nie tylko w moim przekonaniu – artysty i takie studium powstanie wcześniej.
Jan Tulik debiutował na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku książkami poetyckimi Zdarzenie w C-durze (Rzeszów 1981) i Ocalone drzewo (Warszawa 1982), zauważonymi zarówno przez krytykę, jak i czytelników. To był trudny czas dla literatury, zwłaszcza po wprowadzeniu stanu wojennego. Twórcy w obliczu rozbicia środowisk artystycznych musieli odnaleźć własną drogę, odległą od zaangażowania w narzucony z góry kierunek rozwoju pisarstwa oraz wyabstrahowanych z czasu poszukiwań formalnych. Dlatego pokolenie roczników pięćdziesiątych bywa określane jako „Nowa Prywatność”. Sądzę, że prywatność poezji i prozy Jana Tulika wykroczyła daleko poza subiektywne odczucia wąskiej grupy odbiorców. Zdobyła pełne prawo do uznania – nie tylko z powodu zwartego w niej interesującego dialogu z tradycją, ale także równie w niej ważnego wytyczania nowych dróg, poszukiwania własnej dykcji, przy uniknięciu hermetyzmu cechującego wielu innych przedstawicieli i przedstawicielek tego pokolenia. Głos Jana Tulika jest na tyle osobny, że nie można wątpić w jego wyjątkowość. Należy do jednego z najważniejszych tonów pokolenia „Nowej Prywatności”. Z racji podwójnego jubileuszu – siedemdziesiątych piątych urodzin i czterdziestopięciolecia debiutu książkowego – dziękujemy poecie, ale wciąż prosimy o więcej, wiemy przecież, że jego archiwa skrywają sporo perełek tworzących owe iluminacje, bez których światła trudno żyć, a jeszcze trudniej rozumieć świat.
Jan Belcik
Fot. Jana Tulika: https://www.facebook.com/profile.php?id=100005402913593
Karol Czejarek
Śmierć rysownika
Chcę opowiedzieć o najnowszej książce Szymona Koprowskiego, pisarza bardzo mi bliskiego, a przy tym kolegi redakcyjnego „Przeglądu Dziennikarskiego”, i prywatnie – serdecznego przyjaciela. W swojej rubryce pisałem już kilkakrotnie o Jego wcześniejszych, znakomitych powieściach, jak: „Jaśmin Babel rusza w świat” (6.9.2022), „Requiem dla Wrocławia” (20.5.2021) czy „Za chwilę zacznie padać deszcz” (9.1.2020)! Dziś do tych „perełek” literackich dorzuca kolejną powieść pt. „Śmierć rysownika”!
Ta książka potwierdza nie tylko jego niebywały talent literacki, ale także by docenić go jako znakomitego rysownika! Bowiem najnowsza książka została wzbogacona ilustracjami, na podstawie których Bartosz Harlender zaprojektował bardzo ciekawą okładkę.
W nowej książce Koprowskiego „wszystko” jest pogmatwane, w totalnym chaosie i... nieprawdopodobnej wyobraźni, prezentującej realne życie. Ilustrują to także wspomniane wyżej rysunki, które jeszcze bardziej podkreślają w powieści zawiłość poruszanych przez Autora tematów. Jakże trafnie podkreśla to w swej przedmowie Andrzej Dębkowski, że książka Koprowskiego jest „relacją jednostki z rzeczywistością społeczną...” oraz: „...zbiorowe emocje pojawiają się nie jako tematy do dyskusji, lecz siły oddziałujące na psychikę, język i relacje międzyludzkie”. Zatem nowa książka Koprowskiego nie jest fantazją!
W pewnym uproszczeniu można by powiedzieć, że przedstawia Polskę taką, jaką ona dzisiaj jest. Przede wszystkim podzieloną politycznie! Obok rzeczy wielkich i pożytecznych dzieją się w niej koszmarne świństwa i niewyobrażalna manipulacja ludźmi.
Wielka szkoda, że to społeczeństwo dalekie jest od pojednania i powszechnej zgody, choć napięta sytuacja światowa – mam na myśli toczące się aktualnie wojny (w tym jedna tuż za granicą wschodnią naszego kraju) tego wymaga.
I jeszcze jedno: kapitalna jest dla mnie „mroczność” postaci głównego bohatera, ale także Julii robiącej „karierę” bez jakichkolwiek wewnętrznych hamulców!
Tę powieść powinien przeczytać każdy, by mieć o niej swoje zdanie wynikające z... własnego rachunku sumienia, w zderzeniu z realiami dnia codziennego, które tak dobrze znamy.
Koprowski – wspaniale (ale i z rozwagą) operując słowem, pisze o naszej rzeczywistości niezwykle śmiało. I właśnie tak trzeba!
Książkę „Śmierć rysownika” polecam jako bardzo ważną, szczególnie właśnie dziś, kiedy nie tylko Polska, ale i niemalże cały świat znalazł się w skomplikowanej sytuacji. Ta powieść jest rozwinięciem wcześniejszych książek pisarza, od tych już wyżej wspomnianych – także: „Balkon na krańcu świata”, „Uszy van Gogha”, „Dybuk z ulicy Piotrkowskiej” i „Szepty i krzyki Stumilowego Lasu”.
Autorowi życzę dalszego rozwoju, czyli co najmniej kolejnych 8 książek!
Karol Czejarek
Przedruk z „Przeglądu Dziennikarskiego”
(dostęp: 25.05.2026)
________________
Szymon Koprowski, Śmierć rysownika. Przedmowa: Andrzej Dębkowski. Redakcja: Robert Cioch. Korekta: Maria Zabrany. Ilustracje: Szymon Koprowski. Na podstawie rysunku Szymona Koprowskiego projekt okładki wykonał Bartosz Harlender. DTP: Bartosz Harlender. Oficyna Wydawnicza ATUT – Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe, Kraków 2026, s. 208.















































































































































































































































































































