Eliza A. Falkiewicz
Poetka, pieśniarka, autorka tekstów, melodii, programów poetycko-muzycznych oraz recenzji teatralnych.
Emigrantka okresu Solidarności. Pisze „od zawsze”, a wydaje od 2018 roku. Pomysłodawczyni i współzałożycielka klubu poetów POETRALIA. Członkini Stowarzyszenia Autorów Polskich O/ II Warszawa.
Aktorka Teatru Fantazja. Absolwentka Uniwersytetów Warszawskiego i Sydnejskiego. Zbiory poezji: Lekcje Miłości (WFW), Jestem kobietą i Kołysanka dla Mamy (Anagram). W przygotowaniu polsko–angielski zbiór Między światami w tłumaczeniu autorki.
W Australii publikowała w „Expressie”, „Tygodniku Polskim” i „Pulsie Polonii”. W Polsce w Antologiach: Metafora Współczesności; Granica, Pamięć (SAP); Wędrujące Pióra (Literary Waves Publishing); Peron Literacki. Jej esej o poezji ukazał się w książce „Poezja to Nomadka” (Anagram, 2022).
Od 2013 współpracownik literacki waszyngtońskiego Ambassador Theater ICC. W latach 2014-2016 autorka recenzji teatralnych dla DCMetroTheatreArts.
Eliza A. Falkiewicz
Dwie ojczyzny
Wędruję
z półkuli na półkulę
rok w rok nieustannie
pod butem tęsknoty.
Gdziekolwiek podążam
przenoszę was w sobie
choć to wy matkami
a ja waszym dzieckiem.
Słyszę
szum Bałtyku
tasmańskiego morza
brodząc w wodzie
spoglądam pod nogi.
Odbicie stóp na brzegu
tak samo zanika
z drobnego piasku
Złotych plaż
Czuję
zapach bukietu
ze bzu i frangipani
jak wiosna i jesień
jednocześnie dane.
Splecione ze sobą
jak dwie wasze mowy
które jednym językiem
stały się po latach.
Widzę
burego zająca na ziemi
mych dziadków,
który jak kangur zastyga
i unosi głowę.
Brzuchate kukabury
w pościgu za myszą
niczym kot Filemon
z mojej pierwszej bajki.
Myślę o Was z wdzięcznością
i tak pozostanie
jedną stałyście się
ojczystą przystanią.
Tylko groby przodków
w pierwszej mojej ziemi
na zawsze zostaną.
Między światami
dzika pora życia
omija zimy
i przedłuża lata
o wiosnę nie dba
martwiąc się na zapas
czy zdąży zobaczyć
złotą polską jesień
jedną nogą w deszczu
drugą w piasku plaży
o dziwnych godzinach
śniąca w samolotach
czasami przysiada
na bezpańskiej chmurze
skarżąc się wiatrowi
na cygański żywot
Krzesła po Babci
Na dwóch kontynentach przyszło mi żyć
Przy dwóch stołach jeść na dwóch łóżkach śnić
Tam gdzie mnie nie ma i zamknięte drzwi
Życie trwa dalej tylko sąsiad śpi
W warszawskiej szafie plotkują ubrania
Marząc o ciałach i zapachu prania
Szczotki do zębów pogodzone z losem
Dziwią się paście zbuntowanej w proszek
A mydło bez przerwy ze złości się pieni
Tyłem odwrócone do smutnych grzebieni
Jedynie krzesła po babci szczęśliwe
Od trzech pokoleń w tej samej rodzinie
Inne w tułaczce po antykwariatach
A one wdzięczne czekają do lata
Powrót
Bzy moje, gdzie wasze kwiaty?
Spóźniłaś się kochana
pękając od soków
mdlejąc od swej woni
płatki z nas opadły
spalone przez słońce
Choć suche – jesteśmy
by powiedzieć witaj
jak w dzień twych narodzin
gdy kwilenie z okna
każdy listek słyszał
Wiesz przecież jak bardzo
czekamy na ciebie
modląc się by granic
nie zamknięto nagle
udało się! jesteś!
Znów tańczą firanki
w uśmiechniętych oknach
czajnik w kuchni śpiewa
w rytm piosenki z radia
kurz wiruje w kątach
A ty znowu w oknie
napawasz się wonią
swojego dzieciństwa
Piąta pora roku
jak ja nie do pary
ciągle pomiędzy z naturą na bakier
gości się we mnie nie bacząc na aurę
mrozi w pełnym słońcu w deszczu ogniem pali
lżej mi z nią teraz kiedy świat zwariował
i ziemia powoli poddaje się w bólach
tęskniąc razem ze mną za prawdziwym latem
za wiosenną wiosną za dzieciństwa rajem
Wojna
Wojnę znam – z rodzinnych opowieści
z historii, cmentarzy wojennych
muzeów, filmów, wierszy Baczyńskiego
Wojnę znam – była na mej ziemi
Przeklęta ciągle gdzieś zabija
wpisana w życie wybucha na nowo
jak łzy bezradności
stary wróg się zbliża
śmierć i strach na ziemi sąsiada
wojnę czuję w każdej tkance ciała
Oaza nie-pokoju
w cieniu drzewa jak kot się rozciągam
powoli ospale z szacunkiem dla chwili
oczami sennymi zamykam przestworza
życia śmierci szczęścia rozpaczy
pokoju i wojny
muszę udawać że uszy nie słyszą
oczy nie widzą pamięć nie pamięta
że ziemia obok mojej wyje głosem matek
płacze głosem dzieci świszczy głosem kul
pali ogniem wstydu
Po mojej stronie
Podszyte głodem haftowane strachem
zabarwione krwią i utkane z kul
Zielone granice żelazne kurtyny
trzymają porządek i zadają ból
Po mojej stronie spokojnie i cicho
ciasto i pachnący bez
W gardle ściska między kęsami
kiedy w oczy wchodzą twarze pełne łez
Poeci
między nocą a dniem
duszą i ciałem
niebem i ziemią
piekłem i rajem
między myślą a słowem
głową i sercem
kłamstwem i prawdą
śmiercią i życiem
między wierszami
ukryci
Rzadko piszę o radości
nie powala mnie z nóg
nie przykuwa do krzesła
nie zalewa ciszą
przylatuje z furkotem
daje mi skrzydła
i porywa chichocząc
i jak tu skoncentrować się na słowach
gdy mnie tarmosi i łaskocze
Czas na odpoczynek
Poezjo duszo moja czas na odpoczynek
pierwsza gwiazda sama poemat napisze
lampki na choince chórem z kukaburą
wyśpiewają stare świąteczne kantyczki
nadejdzie tęsknota za zimą dzieciństwa
czułością spojrzeń przy rodzinnym stole
przywoła wspomnienia zamilknie wraz z nocą
by wysłuchać wierszy spisanych przed laty



































































































































































































































































































